Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

15 lipca 2016

Seks na głos

0 378

Zbadaliśmy go w laboratoriach, przeanalizowaliśmy w eksperymentach. Pokazaliśmy go w filmach, a w internecie całkowicie odarliśmy z intymności. A jednak nadal jest tajemnicą.

Na środku gwarnej ulicy stoi ogromne łóżko. Pod wielgachną kołdrą w stylistyce Union Jack leży Anna, atrakcyjna czterdziestoletnia brunetka. Odchyla kołdrę i bez skrępowania zaprasza do siebie przechodniów – mężczyzn, kobiety, starych, młodych. „Chodźcie, opowiedzcie, czego się boicie w łóżku, o czym marzycie”... Brunetce towarzyszy kamera – również wtedy, gdy z walizką domokrążcy zaczepia ludzi stojących w kolejce do metra. Krzyczy na całe gardło: „Prezerwatyyyywy! Kapturki, żele plemnikobójczeee, plastry, pigułki! Czego używacie? Co lubicie? Jakie metody antykoncepcji chcielibyście stosować, ale się boicie?”. Innym razem Anna zaprasza do salki kinowej rodziców nastolatków. Puszcza im najpopularniejsze wśród młodzieży filmy pornograficzne.

Dorośli są zszokowani i zażenowani, zasłaniają oczy, usiłują wyjść w połowie seansu. Ale Anna przekonuje, by wytrwali: „Jeśli nie wy, to kto powie waszym dzieciom, że seks wcale tak nie wygląda?”.

Anna Richardson od trzech lat prowadzi program „The Sex Education Show” w brytyjskiej telewizji (w Polsce emitowany jako „Korepetycje z seksu”). Program bije rekordy popularności, bo Anna bez skrępowania, ale i bez sensacji opowiada o wszystkim, co wiąże się z seksualnością. Konfrontuje Brytyjczyków z ich rzeczywistą wiedzą o seksie. Podobne programy edukacyjne, talk-[-]show dotyczące ludzkiej seksualności powstają w telewizjach na całym świecie: Amerykanie mają „Sex... with Mom and Dad”, Kanadyjczycy „Sex Matters”, Francuzi cały kanał tematyczny. W Polsce na tym polu dopiero raczkujemy, zaledwie zaczynamy gaworzyć: znany seksuolog gości w edukacyjnym autorskim programie...ale tuż przed północą, w niszowym kanale telewizyjnym. Popularna para dziennikarzy napisała scenariusz programu edukacyjnego o seksie dla czołowej polskiej stacji telewizyjnej, ale uznano, że projekt nie będzie realizowany.Na razie!

Za wcześnie na taką tematykę dla polskiego widza? Czy może już... za późno? Czemu pół wieku po rewolucji seksualnej, przełomowych badaniach Kinseya i wprowadzeniu edukacji seksualnej do szkół, wstydzimy się lub boimy o „tych rzeczach” mówić, słuchać i pytać?
Co tracimy, milcząc?

Msza z gimnastyką
„Mężczyźni traktują seks jak gimnastykę, a kobiety jak mszę”, mówi bohater Białych jabłek Jonathana Ca[-]rrolla. Przecięcie się tych dwóch światów wydaje się prawie niemożliwe. Istnieją obok siebie, każdy w swoim rytmie i stylistyce. Komunikują się ze sobą za pomocą... niedopowiedzeń, domysłów i przemilczeń.

A jest o czym rozmawiać. Virginia Johnson i William Masters już w latach 60. ubiegłego wieku wskazywali, że prawie połowa małżeństw cierpi z powodu zaburzeń seksualnych, a około 45 proc. rozwodów w USA jest spowodowanych niedopasowaniem w łóżku. Od tego czasu minęło prawie pół wieku, ale niewiele się zmieniło. Badania prof. Zbigniewa Izdebskiego, pedagoga i seksuologa, dowodzą, że co trzeci Polak ma przedwczesny wytrysk, a co trzecia Polka cierpi na zanik potrzeb seksualnych. A zarazem dziewięciu na dziesięciu Polaków twierdzi, że jest zadowolonych ze swojego życia seksualnego. Hipokryzja? Oszukujemy ankieterów? A może samych siebie?

– Polacy mają zawyżoną samoocenę w kwestii seksu – twierdzi seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz. Zarazem jest to często samoocena niepewna. Lepiej nie pytać partnera, jakim się jest w łóżku. A nuż okaże się, że nie jest z nami tak dobrze, jak sądzimy, że jest? Lepiej tego nie sprawdzać. Z najnowszych badań wynika, że 70 proc. par w ogóle nie rozmawia ze sobą o swoich potrzebach i rozczarowaniach w sypialni.

Ona bardzo rzadko ma orgazm, ale za każdym razem udaje, że szczytuje, bo nie chce, by mąż uważał ją za „zimną rybę”. Zanim go poznała, miała partnera, z którym zawsze dochodziła, bo oboje uwielbiali seks oralny. Mężowi wstydzi się powiedzieć, żeby ją dopieścił, bo on nigdy nie proponował jej miłości francuskiej. Więc sama też tego nie inicjuje, bo nie chce, by uznał ją za wyuzdaną.

On nie mówi żonie, że ma ochotę na seks oralny, bo jego poprzednie partnerki nie lubiły tego robić, mówiły, że nie będą się zachowywać jak gwiazdy filmów porno. Nie chce więc urazić żony. Poza tym, skoro tradycyjny seks doprowadza ją do tak fantastycznych orgazmów, to czemu szukać innych sposobów?
Ona nie rozmawia z nim o swoich potrzebach – od przyjaciółki usłyszała, że kobieta nie powinna mówić mężczyźnie, co jej się podoba w łóżku, bo przestanie ją szanować. On nie dopytuje, czy jest jej dobrze i na co ma ochotę – ojciec powiedział mu kiedyś, że za dnia w domu rządzi kobieta, ale w nocy decydować powinien wyłącznie facet, jeśli ma jaja...

Takich i podobnych historii każdy z nas zna pewnie wiele. Nie rozmawiamy z partnerem o naszych potrzebach, zamiast tego dyskutujemy z własnymi wyobrażeniami o tym, jak partner wyobraża sobie nasze pragnienia. To, niestety, bezcelowe i bezsensowne: rozmawiając o seksie z samym sobą, dowiadujemy się jedynie tego, co już wiemy. Samotnie mierzymy się ze swoimi lękami i fantazjami. A im dłużej o nich nie mówimy, tym bardziej one narastają i zamykają nam usta.

Terapia od sypialni

Jaki jest stosunek partnerów do intymności, czy zgadzają się w sprawach seksu? To jedna z podstawowych kwestii w pracy terapeutycznej z parą. Znany amerykański badacz relacji wewnątrz małżeństw i par nieformalnych, autor Podstaw terapii małżeństw D. Russell Crane wskazuje, że wyrażanie potrzeb seksualnych w dużym stopniu łączy się z tym, czy partnerzy zbudowali między sobą zaufanie i bliskość. Jeśli oboje przywiązują duże znaczenie do wzajemnego zaufania i bliskości, to ich kontakty seksualne są bardziej satysfakcjonujące. Terapeuta może rozpoznać funkcjonowanie partnerów w tej sferze dzięki pytaniom: czy macie taki sam stosunek do seksu?, czy potraficie okazywać sobie czułość poza sypialnią?, czy czujecie się zmuszani do uprawiania stosunków? Partnerzy skarżą się na brak satysfakcji z pożycia, gdy w ich relacjach brakuje zaufania, uczciwości, poczucia bliskości i zaangażowania emocjonalnego. Najczęściej skarżą się na rzadkie odbywanie stosunków płciowych, problemy z osiągnięciem orgazmu i ból odczuwany podczas współżycia. Według Crane’a głównym źródłem tych problemów jest nieumiejętność dzielenia się sobą na głębokim poziomie emocjonalnym.

Nic o sepuleniu
Dlaczego okryliśmy seks milczeniem? Dokładnie tak, jak Ardryci z Dzienników gwiazdowych Stanisława Lema, którzy zakazywali mówić o sepuleniu i sepulkach? Na ich planecie wszyscy wiedzą, co to jest sepulenie, są świadomi, jak wielką rolę w cywilizacji Ardrytów odegrały sepulki, odniesienia do nich pojawiają się nagminnie w sztuce i reklamie... Ale mówienie o sepuleniu jest ogromnym nietaktem.

Jak to się stało, że seks uznaliśmy za tabu? Zastanawia się nad tym m.in. Roy F. Baumeister, jeden z najwybitniejszych psychologów społecznych. W swojej książce Zwierzę kulturowe zaznacza najpierw przekornie, że seks należy przecież do porządku natury, do porządku zwierzęcego. Zwierzęta nie mają żadnych oporów w kopulowaniu w obecności innych osobników (poza nielicznymi wyjątkami związanymi ze zdradą stałego partnera). Dlaczego zatem – pyta słynny psycholog – jesteśmy tak inni? Dlaczego nie robimy tego jak króliki, na oczach wszystkich? Nie kochamy się wtedy, gdy tylko przyjdzie nam na to ochota – na przykład w trakcie udanych zakupów w centrum handlowym? Dlaczego o seksie nie potrafimy nawet mówić bez skrępowania?

POLECAMY

Baumeister wyjaśnia: to kultura zmieniła podejście do seksu. Według niego „powszechne pragnienie prywatności seksu stanowi prawdopodobnie jeden ze skutków ubocznych rozległych zmian wiążących się z życiem człowieka w społeczeństwie, w ramach kultury”. Człowiek – zwierzę kulturowe – nauczył się w pewnym momencie patrzeć na siebie oczami innych. Zrozumiał, że jego zachowanie jest oceniane. Uznał, że to, co mówią o nim inni, jest ważne. Seks stał się sceną, aktorzy są zarazem widzami. I nic nie można ukryć za kostiumem.

Czy chciałbyś, aby twój seks oceniała publika? Aby komentowano, jak się poruszasz, posapujesz, obłapiasz? Nawet aktorzy porno mają czasem z tym kłopot – zawodowcom też nieraz przeszkadza obecność ekipy. Nie lubimy podglądania, boimy się ocen. Bardziej chodzi nam o to, jak nas widzą inni niż jak naprawdę między nami jest. Seks przestał być elementem natury, stał się narzędziem kultury: elementem autoprezentacji, demonstracji, kreacji, ale nie komunikacji. A potem zaczął razem z kulturą ewoluować. I nawet mówienie o seksie stało się ryzykowne.

Grzeszne słowa
Jednym z kluczowych elementów kultury jest religia. To ona odciska piętno na sferze seksu. Reguła zachowania czystości wyrugowała seks nawet z rozmów. W Polsce praktycznie nie ma neutralnego języka opisującego seksualność. Zdaniem prof. Włodzimierza Gruszczyńskiego, językoznawcy ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, początki kłopotów z opisaniem intymnej sfery życia sięgają kontrreformacji. Do XVI wieku seks traktowany był przez Kościół bardziej otwarcie, mówiło się o nim bez większych zahamowań. Nawet anioły miały płeć. Po soborze trydenckim pożądanie stało się przejawem grzechu: – Kościół zaczął traktować sprawy seksu jako brudne, brzydkie, nieładne. Jeśli przez 150–200 lat powtarza się ludziom, że pewne części ciała i czynności są „be”, to i określające je słowa zaczynają brzmieć w uszach tych ludzi nieładnie. Jeżeli się twierdzi, że ta część ciała czy ta czynność jest niestosowna, to i słowo, które to określa, zaczyna być niestosowne i niedelikatne – wyjaśnia prof. Gruszczyński.

Dziś, jeśli już mówimy o seksie, to albo wulgaryzujemy go, albo żartujemy. Jedno i drugie jest sposobem na ukrycie się, nieujawnianie tego, co naprawdę czujemy. Seksuolog Wiesław Sokoluk narzeka na brak odpowiedniego klimatu w mówieniu o seksie: – Nie ma go w mediach ani internecie, brakuje sensownych modeli, pokazujących, jak w sposób poprawny merytorycznie, a jednocześnie przyjazny, z dobrym „podkładem” emocjonalnym, ale nie śmiertelnie poważnie ani na przydechu i zaślinieniu, mówić o seksie. Mówić zwyczajnie, w sposób akceptujący i przyzwalający, otwierający innych na to, co przecież jest kawałkiem życia, takim samym, jak inne jego obszary.

Ale jak spokojnie rozmawiać, gdy buzują emocje? Gdy, jak mówi prof. Wiesław Łukaszewski, psycholog i znawca osobowości, pokutuje w nas pruderia – piętno doświadczeń z wczesnego dzieciństwa. Gdzieś w nas wciąż tkwi zaniepokojenie pojawiające się na twarzy rodzica, gdy dostrzegł, że dotykamy swych narządów intymnych. Wewnętrzny rodzic w nas reaguje zakłopotaniem na wszystko, co jest związane z seksem. On ustala, co wypada, a co nie.

Język zaufania

O. KSAWERY KNOTZ z zakonu Braci Mniejszych Kapucynów jest doktorem teologii pastoralnej, duszpasterzem małżeństw, redaktorem naczelnym portalu „Szansa Spotkania”, skierowanego do małżeństw, które kształtują swoje życie seksualne według nauki Kościoła katolickiego: – Rozmowy o seksie powinny służyć nie tylko lepszemu zrozumieniu siebie, męskości i kobiecości, akceptacji swojej seksualności, ale i budowaniu więzi – żeby ludzie umieli powiedzieć, jak ich życie seksualne wpływa na wzajemne relacje. Ludzie coś czują, ale nie potrafią powiedzieć, co tak naprawdę ich boli, czego pragną, bo brakuje im języka na wyrażenie tych pragnień. Czasami pary mówią mi, że czytają w łóżku moją książkę i potem rozmawiają. Wspólnie tworzą język, którym opowiadają swoje myśli i odczucia. Trzeba szukać formuły dla rozmów o seksie, bo większość ludzi w Polsce nie ma doświadczenia rozmawiania z rodzicami na temat życia seksualnego. Nie ma przekazu w rodzinie na linii rodzice – dzieci. A wydaje mi się, że taką edukację powinni przeprowadzać rodzice, ale najpierw muszą nauczyć się rozmawiać ze sobą o swoim życiu seksualnym. Ludzie potrafią bardzo wiele ciekawych rzeczy powiedzieć o swoim doświadczeniu życia małżeńskiego, seksualnego, ale jest jeden warunek: muszą czuć się bezpiecznie. Muszą czuć, że nikt nie chce ich osądzić lub wyśmiać. Ważne w rozmowach o seksie jest więc nie tylko znalezienie odpowiedniego języka – ani zbyt naukowego, ani fizjologicznego, ale również stworzenie atmosfery bezpieczeństwa i zaufania.

Ego w łóżku
A właśnie o intymność chodzi tak w seksie, jak i w rozmowach o nim. Jak odkryć tę cienką granicę między mgiełką tajemniczości, która pociąga, a otwartością, która pozwala partnerom nawzajem się zrozumieć? Zofia Milska-Wrzosińska przestrzega przed obiecującą prostotą niektórych poradników: „Chcesz, żeby cię dotykał tu i tu? Po prostu mu o tym powiedz”. Taka rada „uderza niezrozumieniem potrzeby erotycznego niedopowiedzenia”.

Jak mówić otwarcie, chroniąc swą intymność? Dosłowną i przenośną. W seksualności w pełni ujawniamy siebie. Obnażamy nie tylko ciało, ale nasze „ja”. Pokazujemy miękkie podbrzusze. Jakaś uwaga – nawet powiedziana w dobrej intencji – łatwo może nas zranić.

Seksualność jest wymiarem tożsamości. Bo niezależnie od tego, kim bywamy w życiu i jakie role podejmujemy, jesteśmy albo kobietą, albo mężczyzną. A potwierdzamy sobie ten zasadniczy wymiar istnienia, przeglądając się w oczach swojego partner...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy