Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Otwarty dostęp , Ja i mój rozwój

6 sierpnia 2019

Samotni, choć razem

173

Samotności, jakaś ty przeludniona! – ironizował Stanisław Jerzy Lec. Chyba wszyscy jej nieraz doświadczamy. Od czasu do czasu jej potrzebujemy, częściej nas jednak boli. Bywa twórcza, bywa też zabójcza. Czy można się z nią zaprzyjaźnić? Wystarczy wsłuchać się w nią i zrozumieć, co nam chce powiedzieć, a wtedy można ją przekroczyć albo… docenić.

 

Zmaganie się z samotnością to główny wątek filmu „Cast away. Poza światem” w reżyserii Roberta Zemeckisa. Zainspirowany ponoć prawdziwym wydarzeniem, opowiada historię Chucka Nolanda, pracownika kurierskiej firmy FedEx. W wyniku katastrofy samolotu Chuck trafia na bezludną wyspę, gdzie spędza samotnie kilka lat. Sam z paczkami, które, jak się zdaje, nie zostaną już nigdy doręczone. Ciekawe, co kryją te zamknięte, opieczętowane pudełka? Do końca pozostanie to dla widza tajemnicą, ale zapytany o ten zabieg artystyczny reżyser filmu, odpowiada z niejakim szyderstwem, że pewnie w jednym z nich jest wodoodporny telefon satelitarny zasilany baterią słoneczną! Odpowiedź ta celnie trafia w paradoks naszych czasów – w zasięgu ręki mamy narzędzia do kontaktu ze światem, z innymi ludźmi, z naszymi bliskimi, lecz nie chronią nas one przed samotnością.

A jednak bohater filmu, wyrzucony niejako poza świat, znajduje na nią sposób. Oto bowiem wobec wyimaginowanego przyjaciela – piłki Wilson z jednej z paczek – podejmuje zobowiązanie godne przykładnego pracownika Fed[-]Exu: postanawia, że pomimo okoliczności przesyłka trafi do adresata.

Szósty wymiar

Choć żyjemy otoczeni ludźmi, choć nieustannie się z nimi porozumiewamy, coraz częściej czujemy się samotni. Badania pokazują, że już co trzecia badana osoba dorosła nie ma poczucia wspólnoty z szerszą społecznością. To niepokojące, bo rodzi obywatelską apatię albo rewolucyjny gniew. Przestrzegał przed tym jeszcze w latach 90. Robert Putnam, autor książki Samotna gra w kręgle. Czy nie jest prorokiem?

A może, jak zauważa Tadeusz Konwicki, „Przeznaczeniem inteligentnego człowieka jest samotność”. W mniejszym lub większym stopniu odczuwamy ją wszyscy. Pojęcie to reprezentowane jest we wszystkich językach świata. A to – zgodnie z hipotezą leksykalną Lewisa Goldberga – oznacza, że różnice indywidualne w odczuwaniu samotności musiały być ważne dla przetrwania i adaptacji gatunku ludzkiego. Być może zatem słynną Wielką Piątkę, opisującą osobowość, należałoby uzupełnić o szósty wymiar – wymiar samotności.

Nawet w bliskich związkach odczuwamy czasem głód bliskości, intymności. Samotność przeżywana w małżeństwie czy w rodzinie bywa najbardziej dojmująca. Bywamy też samotni w pracy, np. w korporacji, dla której wypruwamy sobie żyły, a która nawet w weekend nie daje nam spokoju, zasypując mailami. Z drugiej strony życie w pojedynkę wcale nie musi oznaczać samotności. Możemy mieszkać sami, ale utrzymywać dobre kontakty z ludźmi i doświadczać ich wsparcia.

Epizodyczna i chroniczna

Rzecz bowiem nie w tym, czy jesteśmy sami, lecz czy czujemy się samotni. Trzeba zatem odróżnić psychologiczną samotność od fizycznego bycia osobno; oddaje to język angielski, w którym be alone nie oznacza sense of loneliness. Poczucie samotności jest złożoną emocją. Składają się nań m.in.: rozczarowanie, poczucie zawodu, znudzenie, poczucie pustki, frustracja z braku intymności, bliskości i przynależności, rezygnacja, bezradność i lęk. Głównie jednak na poziomie świadomym dostępny jest smutek. Może on wynikać z realnej straty, np. odejścia partnera życiowego, lub brać się po prostu z rozczarowania bieżącymi kontaktami z ludźmi. Odczuwamy samotność, gdy nie mamy kogoś bliskiego, z kim czulibyśmy wspólnotę i mogli porozmawiać, gdy tego potrzebujemy. „Czasem brak jednej osoby sprawia, że świat zdaje się wyludniony” – twierdził Alphonse de Lamartine, polityk i pisarz uważany za twórcę francuskiego romantyzmu. Gdy nasze kontakty wydają się nam interesowne i nie doświadczamy w nich szacunku, do naszego serca wkrada się samotność, zawsze odczuwana jako niesprawiedliwa, niezasłużona.

To, jak bardzo nas dręczy, zależy od jednego tylko czynnika obiektywnego – czasu. Dr Carolyn Cutrona, psycholożka z Iowa State University, już w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku zwróciła uwagę na dwie formy samotności: epizodyczną i chroniczną. Pierwsza dotyczy przeżyć krótkotrwałych i odnosi się do konkretnego zdarzenia, bieżącego kontekstu, na przykład chwilowego braku kontaktów. Powstaje w wyniku rozbieżności między tym, jakich relacji pożądamy, a jakie są nam dostępne. Oczywiście owo pożądanie jest kwestią indywidualną i odmienną u różnych ludzi. Groźniejsza jest druga forma – samotność chroniczna – i to zarówno jeśli chodzi o głębię cierpienia, jak i jego konsekwencje. Rodzi się najczęściej w wyniku nieprzezwyciężonych trudności egzystencjalnych, a także długotrwałych problemów osobistych. Niektórzy badacze, np. Ami Rokach, autorka m.in. książki Loneliness, Love and All that’s Between: A Psychological Look at What Makes Us Lonely and What Keeps Us in Love, twierdzą, że chroniczne doświadczanie samotności zmienia nas charakterologicznie, utrwalając strukturę osobowości o swoistej konstelacji cech i predyspozycji.

Samotnością przez wiele lat zajmował się zmarły niedawno psycholog społeczny prof. John Cacioppo. Razem ze współpracownikami próbował wyjaśnić, w jaki sposób pewne cechy i zachowania pogłębiają samotność społeczną. Otóż osoby trwale nią dotknięte zachowują się w kontaktach z ludźmi niejednoznacznie i mało otwarcie. W efekcie uruchamiają mechanizm afektywnego „zarażania się” – ludzie odpowiadają im tym samym. A im częściej spotykają je niepowodzenia w kontaktach, tym bardziej wycofują się i izolują. Narasta w nich bowiem lęk przed ponownym rozczarowaniem.

Ten model nie rozstrzyga, co jest początkiem cyklu: czy problem tkwi w naszym otoczeniu, czy w nas samych. Pokazuje natomiast, że pewne cechy, takie jak np. małe umiejętności społeczne czy obniżony nastrój, mogą stanowić osobowościowe podłoże samotności. Badania potwierdzają, że utrwalone poczucie samotności wiąże się z niskim lub niepewnym poczuciem własnej wartości, niestabilnością emocjonalną, słabym poczuciem kontroli nad zdarzeniami, nadmierną koncentracją na sobie, nieśmiałością, podwyższonym lękiem oraz biernością społeczną. Ludzie chronicznie samotni bywają też narcystyczni i drażliwi, ale jak zauważa Józef Kozielecki, w głębi duszy mają silną potrzebę przynależności. Poszukują akceptacji, lecz zarazem boją się odrzucenia i utraty autonomii.

Dieta dla umysłu

Niekiedy, choć rzadko, samotnicy mają skłonność do zachowań transgresyjnych, napędzanych motywacją hubrystyczną, czyli dążeniem do doskonałości i ciągłego potwierdzania własnej wartości. Zdaniem prof. Kozieleckiego wynika ono z chęci pokazania własnej sprawności w działaniu i zdobycia uznania dla własnych zalet. Takie osoby narażają się, igrając z losem, by wykazać swą wyjątkowość. Są wśród nich też samotnicy-pasjonaci, np. długodystansowcy, żeglarze, zdobywcy biegunów. Ich zachowania mają niekiedy w sobie coś z autoagresji, która tłumi lęk. W końcu hubris to (z grec.) duma, nawet pycha, która uniemożliwia prawidłowe rozpoznanie sytuacji. Heros ma czelność przekraczać miarę, jaką wyznaczają nam bogowie.

Niekiedy samotność bywa pożądana. Niektórzy single twierdzą, że wolą żyć w pojedynkę, bo tak jest im wygodniej. Mogą dzięki temu rozwijać swoje zainteresowania. Samotność nierzadko stanowi warunek procesu kreacji, wyposaża twórcę w wolę tworzenia. Aby jednak dzieło mogło zaistnieć, jego autor musi w końcu wyjść z samotnej pracowni, bo jak zauważa Michel Houellebecq w Mapie i terytorium: „w łonie gatunku społecznego jednostka jest zaledwie przelotną ułudą”. Dylemat twórcy zazdrośnie strzegącego swej przestrzeni wieki temu uchwycił Albrecht Dürer. Jego miedzioryt Melancholia II jest alegorią samotności artysty nierozumianego przez zwykłych zjadaczy chleba, ogarniętego zwątpieniem w swe siły twórcze, poczuciem bezradności wobec upływającego czasu.

A jednak, jak mawiał Luc de Vauvenargues, francuski pisarz, aforysta i moralista, „Samotność jest dla umysłu tym, czym dieta dla ciała”.

W zgiełku świata chwile odosobnienia dają szansę zatrzymania się w biegu, zajrzenia w siebie, poddania się refleksji, pogłębienia duchowości. Ale mogą też tworzyć złudzenie wolności wyboru celów i swobody działań. Jeśli stają się chroniczne, mogą napędzić błędne koło niezaspokojonego nigdy głodu bliskości, intymności i sensu bycia w relacji z ludźmi.

Kuzynka depresji

Samotność niekiedy pociąga, najczęściej jednak dręczy i zagraża zdrowiu. Bywa nawet groźniejsza niż stres. Nie rzuca się tak w oczy, ale skutecznie odbiera radość, narusza zdrowie i psuje nam życie.

Duńskie badania prowadzone przez Anne Vinggaard Christensen, zaprezentowane podczas kongresu EuroHeartCare 2018, obejmujące ponad trzynaście tysięcy pacjentów kardiologicznych, dowodzą, że chroniczne poczucie samotności wiąże się m.in. z dwukrotnie wyższym ryzykiem zgonu z powodu chorób sercowo-naczyniowych, choroby niedokrwiennej serca, arytmii i udaru serca. A zatem to nie tylko przepracowani i rywalizujący menedżerowie z osobowością typu A padają ofiarą zawałów serca. Równie niebezpiecznym, a może większym zagrożeniem jest brak satysfakcjonujących więzi społecznych.
Potrzebujemy bowiem czuć, że jesteśmy dla innych kimś ważnym, wartym uwagi.

Badania neurobiologiczne dowodzą, że podczas dobrych kontaktów z ludźmi w naszych mózgach wydziela się oksytocyna, wazopresyna i neuropeptydy, które sprawiają, że m.in. obniża się ciśnienie krwi, szybciej goją się rany, wzrasta odporność. Samotność zaś zwiększa podatność na stres, nasila stany zapalne, upośledza zdolność zapamiętywania faktów i rozwiązywania problemów.

Rok temu dr Paula V. Nersesian z Johns Hopkins University opublikowała w prestiżowym czasopiśmie „Cell” wyniki badań dowodzące, że poczucie samotności wiąże się z reakcją zapalną organizmu w zakresie funkcji kardiometabolicznych. Okazało się, że samotność narusza kondycję serca, jeśli towarzyszy jej podwyższone ciśnienie krwi, brak ruchu i problemy ze snem. Samotność, zwłaszcza chroniczna, ma swój udział w ogólnoustrojowym zapaleniu organizmu i sprzyja rozwojowi chorób sercowo-naczyniowych. Ale nie wiąże się, jak podejrzewano, z zespołem metabolicznym i jego przejawami, takimi jak otyłość brzuszna, nadciśnienie, nieprawidłowy poziom lipidów i cukru we krwi. Jak widać, wpływ samotności na zdrowie jest podstępny, ale niejednoznaczny.

Niewątpliwie natomiast samotność narusza nasz dobrostan. Prof. John Cacioppo uważał ją za „kuzynkę” depresji, bo podobnie jak ona może zmieniać chemię naszego mózgu, a tym samym jego pracę. Już dawno zauważono, że izolacja społeczna może inicjować stany depresyjne, a samotność emocjonalna – stany lękowe. Statystyki odnotowują znaczący przyrost prób samobójczych i samobójstw. Wśród osób w wieku 15–19 lat są one drugą, po nieszczęśliwych wypadkach, przyczyną śmierci lub niepełnosprawności. Na zaburzenia afektywne cierpi już co czwarta osoba poniżej 18. roku życia. Czy nie kryje się za tym poczucie osamotnienia i wołanie, by być zauważonym?

Badania populacyjne pokazują zbieżność między wzrostem zaburzeń psychicznych a rozpowszechnianiem się samotności. Skarży się na nią co dziesiąte dziecko i co trzeci nastolatek. Około połowa badanej młodzieży ujawnia ponadprzeciętne nasilenie samotności. Powtarzające się niepowodzenia w relacjach z innymi stanowią ryzyko dystymii, czyli tzw. depresji nerwicowej, charakteryzującej się m.in. długotrwałym obniżeniem nastroju, niskim poczuciem własnej wartości, bezradnością i anhedonią. Samotność może ukrywać się za ciąg[-]łym poczuciem zmęczenia, bólami głowy, niezrozumiałymi alergiami i innymi objawami psychosomatycznymi, takimi jak brak apetytu lub nadmierne łaknienie, niebezpieczne eksperymenty z dietami, zaburzenia snu, problemy z koncentracją czy brak energii. To wszystko mogą być maski chronicznego osamotnienia.

Podobnie uzależnienia – poczucie samotności skłania ludzi do sięgania po alkohol lub inne substancje psychoaktywne, wdawanie się w hazard lub zakupoholizm, nadużywanie technologii IT. A może zależność jest odwrotna: może to uzależnienie wpycha alkoholika w czeluść samotności i izolacji?

Widzę cię

Samotność jest demokratyczna, odczuwają ją osoby w różnym wieku i różnej płci. Stereotypowo wydaje się, że kobiety czują się bardziej samotne, ale badania zwykle tego nie potwierdzają. A jeśli nawet niekiedy wyższe wyniki są po stronie kobiet, być może jest to konsekwencją gender, czyli płci zorientowanej społecznie poprzez kulturę i wychowanie. Kobiety po prostu łatwiej się do samotności przyznają, choć mężczyźni mogą mieć z nią większy kłopot.

Podobnie niejednoznaczna jest kwestia wieku. Sądzimy, że najbardziej samotni są ludzie w podeszłym wieku. Tymczasem wszystko zależy od aspektu samotności, który bierzemy pod uwagę. Seniorów nie dręczą już zazwyczaj egzystencjalne lęki w stylu „cierpień młodego Wertera”. Odczuwają natomiast silną samotność, gdy doznają deficytu uważności ze strony najbliższych, gdy otoczenie ich lekceważy, traktuje protekcjonalnie i minimalizuje ich potrzeby. Uruchamia się w nich wówczas mechanizm autodeprecjacji, czyli skłonność do samoponiżania, niewiary w siebie, ulegania naciskom innych, nawet jeśli przynosi im to szkodę. Dlatego tak ważna jest uważność. Wzajemnie się widzieć i szanować swoją obecność to jedna z recept na szerzącą się samotność. Przypomina się scena z filmu „Avatar”, kiedy witający się zamiast bezpłciowego „Dzień dobry” mówią „Widzę cię”.

Silnie odczuwają też samotność nastolatki. Gorączkowo szukają związków z rówieśnikami, a jednocześnie cechują się dużą podatnością na emocjonalne zranienia. Doznają więc samotności z byle powodu. Łatwo wyczuwają fałsz. Potrzebują kontaktów opartych na zaufaniu i autentyczności, dlatego internetowe znajomości i polubienia nie są im tego w stanie dać. Poważnym źródłem samotności wśród dorastających jest rosnąca patologia relacji rówieśniczych – przemoc, poniżanie, ostracyzm grupowy, nadużycia i wymuszenia. Jeśli wsparcie z zewnątrz nie przychodzi, pojawia się zagubienie, bezradność i rezygnacja. Być może doświadcza ich Alosza, bohater filmu „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa. Jego rodzice rozstali się, ich uczucie się wypaliło. Każde z nich próbuje ułożyć sobie na nowo życie z kimś innym. I okazuje się, że w ich nowych światach nie ma miejsca dla nastoletniego syna. O jego istnieniu przypominają sobie dopiero, gdy znika.

Trzy odcienie samotności

Samotność kojarzy się z izolacją, marginalizacją, wykluczeniem, opuszczeniem, odrzuceniem, alienacją i nostalgią. Prof. John McGraw, autor książki Intimacy and Isolation, określa ją jako tęsknotę za bliskością, intymnością i sensem. Wymienia wiele jej form: społeczną, egzystencjalną, kulturową, erotyczną, interpersonalną, komunikacyjną, etyczną, metafizyczną, religijną, a nawet kosmiczną. We wszystkich kluczowy jest lęk przed izolacją. Wydaje się, że można je zredukować do trzech form samotności: emocjonalnej, społecznej i egzystencjalnej.

Samotność emocjonalna, inaczej emocjonalne osamotnienie, wywodzi się z okresu wczesnego dzieciństwa, gdy tworzy się relacja przywiązania, a dziecko doświadcza lęku separacyjnego. Ten lęk pozwala mu poznać wagę bliskości, zaufania i więzi oraz nauczyć się je współtworzyć. Jest także ceną za konieczną psychologiczną separację od opieki rodzicielskiej i zdobycie pożądanej autonomii działania. W późniejszym życiu okazuje się, że ta cena nigdy nie jest zbyt wysoka.

Samotność emocjonalna pojawia się każdorazowo, gdy odczuwamy, że możemy zostać całkiem sami, porzuceni. Bywa psychologicznym echem totalnej zależności od kochających opiekunów oraz lęku i smutku z powodu utraty ich opieki. Może być tak nieznośna, że jest w stanie zmienić pracę mózgu. Eksperymenty przeprowadzone niedawno na myszach przez dr Moriel Zelikowsky potwierdzają, że jeśli izolacja społeczna jest długa, to niekorzystnie zmienia funkcje układu limbicznego, odpowiedzialnego za regulację zachowań emocjonalno-społecznych.

Zwykle samotność emocjonalna ma niskie natężenie. Niebezpiecznie robi się, jeśli dotyczy dzieci doświadczających traumy relacyjnej, zwłaszcza gdy ich godność naruszana jest poprzez kary fizyczne. Czasem klaps wystarczy, by skruszyć wiarę karconego dziecka w ważność swego istnienia. Ojciec Wojtka z filmu „Pręgi” Magdaleny Piekorz, nakręconego na podstawie powieści Wojciecha Kuczoka, chce dla syna jak najlepiej. Ale próbuje osiągnąć to biciem i krzykiem. W efekcie okalecza psychicznie syna, a kiedy ten dorasta, mimowolnie reaguje tak samo jak znienawidzony ojciec.

Samotność społeczna z kolei obejmuje przeżycia wynikające z bieżąco odczuwanej rozbieżności między siecią kontaktów i relacji, jakich pożądamy, a tymi, które mamy tu i teraz. Kluczowe jest tu rozczarowanie i przekonanie, że jest się lekceważonym, spychanym do kąta, niewidocznym dla innych. Jeśli to poczucie się powtarza lub jest długotrwałe, może prowadzić do lęku, że „znowu mnie będą tak traktowali”. Boimy się tego i przyjmujemy różne strategie zaradcze. Niektórzy fantazjują o swojej wielkości, kłamią i manipulują innymi. Inni kapitulują, izolują się, godzą na życiową monotonię i powtarzanie rytuałów. Przykładem jest Fúsi, tytułowy bohater filmu Dagura Káriego – grubas, dziwak i samotnik. Choć ma czterdzieści lat, wciąż mieszka z apodyktyczną matką. Koledzy z pracy wyśmiewają go i dokuczają mu z powodu tuszy i tego, że nigdy nie miał dziewczyny. Fúsi w głębi duszy jest zagubionym wrażliwcem. To film o zwodniczej powierzchowności i nieakceptacji inności.

Trzecia – samotność egzystencjalna – jest konsekwencją lęku pierwotnego. Jako rodzaj ludzki mamy świadomość swojego istnienia i jego końca. Samotność egzystencjalna dotyka każdego, ale podlega też silnej represji. Na co dzień nie myślimy o ulotności życia, przemijaniu i nieuchronności śmierci. Zgodnie z teorią opanowania trwogi zwykle skutecznie chronią nas przed tym albo prymitywne mechanizmy obronne, jak np. wyparcie, albo mechanizmy bardziej dojrzałe, jak np. poczucie wspólnoty, religijność – czasem wystarcza udział w praktykach religijnych, a także zaangażowanie społeczne, działalność twórcza, rodzicielstwo itp.

Silne poczucie samotności egzystencjalnej pojawia się w sytuacji silnego stresu, w efekcie kryzysów osobistych i różnych kataklizmów, gdy tracimy poczucie kontroli nad losem, bo tego, co się stało, cofnąć nie sposób, a tego, co się zdarzy, jesteśmy skrajnie niepewni. Przykładem jest Adam, bohater filmu „Onirica” Lecha Majewskiego, który traci w wypadku dwie najbliższe osoby: ukochaną kobietę i najbliższego przyjaciela. Porzuca pracę akademickiego wykładowcy literatury i zatrudnia się jako kasjer w supermarkecie, chcąc uciec jak najdalej od tego, co kojarzy mu się ze stratą. Ale przed świadomością krańca istnienia nie ma ucieczki.

Cyfrowi tubylcy

Prof. Jenny de Jong Gierveld, socjolożka i demografka z Uniwersytetu w Amsterdamie, twórczyni skali do badania poczucia samotności, twierdzi, że osiowe w samotności są problemy z komunikacją między ludźmi. Dziś dzięki technologii IT mamy niezliczone okazje do podejmowania kontaktów społecznych, zawierania znajomości, tworzenia związków i uczestniczenia w życiu różnorodnych grup. Tyle tylko, że ten sposób komunikowania się tworzy pokolenie pochylonych (nad smartfonem) głów, a nie ludzi uważnie przyglądających się sobie. Cyfrowi tubylcy nie doświadczają „efektu wioski”, o którym pisze Susan Pinker i który jej zdaniem jest odpowiedzialny za nasze zdrowie, samopoczucie i długowieczność. Zastanawia się, skąd bierze się ponadprzeciętna kondycja i długowieczność Sardyńczyków. Jak twierdzi, z ich niespiesznego życia i wzajemnej uważności.

Współczesnym trudno o nią. Wiąże się to zapewne ze stechnicyzowaną kulturą, ale również z samą naturą ludzkiej psychiki – odrębnej, niepowtarzalnej, osobnej, z ograniczoną możliwością wejścia w psychikę innych. Wprawdzie jako ludzie posiedliśmy zdolność do mentalizacji, a więc czytania w cudzych umysłach, ale odzwierciedlenie czyichś stanów psychicznych jest trudne; kto wie, czy w ogóle możliwe. Empatyczne wczuwanie się jest obciążone błędami interpretacji, projekcją, egocentryzmem. „Nie o to mi chodziło”, „Ty mnie w ogóle nie rozumiesz”, „O co ci chodzi, kobieto” – wykrzykują do siebie kłócący się kochankowie. Bariery mentalne utrudniają głębsze wzajemne zrozumienie i każdy z tego powodu jakoś cierpi.

Izraelska badaczka prof. Malka Margalit określa tę nieprzenikalność mentalną jako representational loneliness. Trudno znaleźć jej polski odpowiednik. Może to samotność epistemologiczna, jak mówi McGraw, wynikająca z niepewności ludzkiego poznania, z samego faktu, iż wiedza o sobie i o innych ma swoje ograniczenia. Trudno o pewność, co siedzi w zakamarkach własnej psychiki, a cóż dopiero innej osoby. Tkwimy w emocjonalnej izolacji, a nasz umysł pozostaje immanentnie samotny. Może to przygnębiające, ale jednocześnie zbawienne, bo z pełnią takiej wiedzy być może nie dałoby się żyć.

Kiedy po latach Chuck Noland, bohater „Cast away. Poza światem” wraca do świata, ten powrót okazuje się bolesny. Narzeczona nie czekała, wyszła za kogoś innego. Firma radzi sobie bez niego. A w obcym, hałaśliwym świecie bohater czuje się bardzo samotny. Bardziej nawet niż na bezludnej wyspie. Bowiem, jak z wrodzoną sobie wnikliwością zauważa Agatha Christie, „W sercu pustyni czy wśród tłumu, co za różnica? Człowiek w swej istocie jest wszędzie samotny...” . 

Dr hab. Zofia Dołęga, prof. SWPS, pracuje na Wydziale Zamiejscowym Uniwersytetu SWPS w Katowicach, jest specjalistką w zakresie psychologii rozwojowej i psychopatologii rozwoju psychicznego dzieci i młodzieży. Interesuje się problematyką straty, samotności psychologicznej, niedokończonej żałoby i stresu posttraumatycznego. Autorka wielu prac, m.in. Samotność młodzieży – analiza teoretyczna i studia empiryczne. Stworzyła m.in. Skalę do Badania Samotności SBS (dla młodzieży).

***


Samotny mózg
Zgodnie z teorią mózgu społecznego Robina Dunbara, duża część mózgu jest zaangażowana w „obsługę” interakcji społecznych (np. śledzenie zmian w grupach społecznych; reprezentowanie stanów umysłowych innych osób: ich intencji, przekonań, uczuć; odczytywanie wskazówek społecznych: mimika twarzy, kierunek spojrzenia, postawa ciała, gesty, dystans fizyczny). „Zrąb” mózgu społecznego tworzą okolice przedczołowe – część przyśrodkowa oraz obszary styku skroniowo-ciemieniowego . Co się dzieje w mózgach osób samotnych?

Odrzucenie społeczne powoduje wzbudzenie tych samych obszarów, które aktywują się, gdy doświadczamy bólu fizycznego. Jest to m.in. przednia część zakrętu obręczy w płacie czołowym 3.

U osób samotnych dochodzi do nadmiernego pobudzenia w obrębie sieci obręczowo-wyspowej (obejmującej zakręt obręczy 3 i wyspę 4), której funkcją jest utrzymywanie pobudzenia. Jego nadmierny poziom u osób samotnych badacze interpretują jako przejaw skłonności do podwyższonego pobudzenia wskutek „obaw” wywołanych nadwrażliwością na negatywne wskazówki społeczne.

U osób uważających się za samotne dochodzi do osłabienia łączności pomiędzy siecią obręczowo-wyspową a tzw. siecią zarządczą, obejmującą obszary boczne przedczołowe 1 i ciemieniowe 2, odpowiadającą m.in. za podejmowanie decyzji. Może to sprawiać, że osoby samotne działają bardziej impulsywnie i mogą podejmować „pochopne” decyzje, np. o wycofaniu się z interakcji społecznej lub niepodejmowaniu jej.

Samotność wiąże się z „nadwrażliwością” na zagrażające bodźce społeczne, np. nieprzyjazny wyraz twarzy. W mózgu efekt ten przejawia się w płatach potylicznych 6. Sugeruje to, że efekt nadwrażliwości ma charakter przeduwagowy, a więc następuje do pewnego stopnia poza świadomą kontrolą.

Osoby uważające się za samotne mają mniejszą objętość regionu w tylnej części lewej górnej bruzdy skroniowej 5. Obszar ten odgrywa istotną rolę w analizie wskazówek społecznych.


SŁOWNICZEK
Motywacja hubrystyczna – dążenie do potwierdzenia i wzmocnienia własnej wartości jako osoby; wewnętrzna siła skłaniająca do rozwoju, podejmowania nowych celów, przekraczania własnych granic.

9 sposobów na samotność

1. Zaakceptuj swoją samotność. To pierwszy krok, by się z nią uporać. Choć zmaga się z nią coraz więcej osób, wiele z nich wstydzi się swojej samotności i nie chce się do niej przyznać. A bez tego trudno sobie z nią poradzić.

2. Polub siebie. Ludzie nie lubią przebywać z marudami, negatywnie nastawionymi do samych siebie.

3. Zachowaj optymizm i myśl pozytywnie.
Samotni ludzie nie zawierają nowych znajomości, ponieważ boją się odrzucenia i rozczarowania. Zamiast skupiać się na tym, co może pójść nie tak, zaakceptuj naturalność i różnorodność relacji z innymi, w tym i to, że nie wszyscy i nie zawsze muszą nas lubić.

4. Mimo to spędzaj czas z ludźmi. Odnów dawne znajomości, zaproponuj spotkanie, w miarę możliwości odwiedzaj regularnie rodzinę, umawiaj się z kolegami z pracy. Przejmij inicjatywę. Wykonaj pierwszy ruch. Zadzwoń, zaproponuj formę spotkania.

5. Staraj się tworzyć sytuacje, by poznawać nowych ludzi. Skoncentruj się na tworzeniu dobrych relacji z tymi, którzy mają podobne zainteresowania czy wartości, lub po prostu potrzebują kontaktu.

6. Znajdź sobie hobby lub rozwijaj dotychczasowe zainteresowania. Gdy siedzimy bezczynnie, zwiększa się nasze poczucie samotności.

7. Pomyśl o wolontariacie. Samotność sprawia, że czujemy się bezwartościowi. Pomoc innym nie tylko zapełni czas, ale także pozwoli poznać ludzi, dzięki którym poczujesz, że jesteś potrzebny.

8. Zwierzęta pomagają uporać się z samotnością. Ale nie kupuj psa czy kota, bo przyjaciół nie da się przecież kupić. Wybierz adopcję. Adoptuj parę lub więcej zwierzęcych przyjaciół, bo zwierzęta też doświadczają samotności. W grupie raźniej. Może to być Twój sposób na samotność.

9. A jeśli Twoje uczucie samotności nie mija, skontaktuj się z psychologiem. Być może to pierwsze symptomy depresji.

Oprac. dj na podst.: www.businessinsider.com
 

Przypisy