Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Rozważania o niebieskich migdałach

117

Wyobraźnia scala to, co niemożliwe do scalenia. Tworzy światy nieistniejące, a istniejące nasyca barwą i sensem. A potem łączy jedne z drugimi. Zmusza do wędrowania.

Jednych gna gościńcami, ulicami miast albo przez oceany, innych w odmętach ich własnych myśli. I jedni i drudzy odkrywają nowe kształty i miejsca, a potem włączają je w to, co znane. Dopisują nowe rozdziały do starych ksiąg. Albo na starych mapach wytyczają nieznane szlaki.

Wyobraźnia uczłowieczyła człowieka. Uczyniła jedno z ziemskich zwierząt istotą nieprzewidywalną, wyrywającą się poza granice wyznaczone przez naturę, anielską i diaboliczną. Właśnie ten aspekt wyobraźni – jej cudowny, a jednocześnie szatański charakter – wydaje się fascynujący i wart głębokiego przemyślenia. Zanim jednak będziemy mogli do tego przejść, wypadałoby uzasadnić przedstawioną powyżej mocną tezę o wadze wyobraźni dla człowieczeństwa.

Antropologowie zastanawiający się nad tym, co z jednegoze szczepów małp naczelnych uczyniło ludzi, kładli akcentna bardzo różne właściwości. Ulubioną teorią XIX-wiecznego pozytywizmu była koncepcja, iż człowieka uczłowieczyła zdolność do posługiwania się narzędziami i związana z tym praca. Jednak dzisiaj wiemy, że przecież wiele zwierząt potrafi w pewnych okolicznościach sięgać po gałęzie albo kamienie,by użyć ich jako instrumentów. Czyżby nie było tutaj różnicy? Mircea Eliade kładzie akcent na sposób wykorzystywania narzędzi. Nawet najzdolniejsze zwierzęta wykorzystują przedmioty do przedłużenia czy wzmocnienia ruchów i funkcji, danych im w naturalny sposób przez budowę ich ciała.

Szympans zagarniający owoce gałęzią wykonuje gesty, które powielają funkcję dłoni. Człowiek używa narzędzi w zupełnie inny sposób. Stwarza funkcje, które w naturze nie istnieją. W swoim umyśle unaocznia pewne działania i ruchy, których nigdy nie widział ani nie wykonywał, a następnie znajduje lub tworzy przedmioty, które tym działaniom odpowiadają. Tak było, twierdzi Eliade, z jak najbardziej pierwotną, a jednak rewolucyjną czynnością cięcia. W świecie sprzed dwóch, trzech milionów lat, w którym żył nasz paleoantropiczny przodek, czynność cięcia nie istniała. Mięso czy skórę rozrywało się zębami albo pazurami. Ale ktoś wyobraził sobie gest, którego nikt nigdy jeszcze nie wykonywał i ktoś wyobraził sobie to, że ostra krawędź krzemienia pasuje do owego gestu, który może być wygodny. I zrobił to. Kluczowa była właśnie wyobraźnia.

W XX wieku antropologowie kładą akcent na umiejętności społeczne jako podstawowy czynnik hominizacji. Zgodnie z poglądami Richarda Leakey’a, sukces w społecznościach naczelnych zapewnia zdolność przewidzenia tego, jak zachowają się inni. Szczególnym sposobem na owo przewidywanie, który wymyślił człowiek, jest wymodelowanie swoich własnych zachowań, czyli samoświadomość, a następnie ekstrapolowanie tych zachowań na sytuacje społeczne, na innych. W niektórych społecznościach pierwotnych istnieje na przykład obyczaj upokarzania przez obdarowywanie.

Wódz jednej wioski obdarza wodza drugiej stosami cennych przedmiotów, ten zaś, zamiast się cieszyć, wpada w rozpacz i cały wysiłek skupia na zemście – obdarowaniu tego, kto go tak perfidnie poniżył. Zapewne tylko istota, która sama zna uczucie upokorzenia wywoływane przez przyjęcie daru, może odwrócić tę sytuację i postawić innego w takiej pozornie miłej, a jednak trudnej sytuacji.To jednak wymaga skomplikowanych operacji. Wpierw reprezentowania w umyśle złożonej sytuacji społecznej i związanego z nią własnego stanu emocjonalnego, a następnie zdolności takiego przekształcenia tej reprezentacji,by dotyczyła ona kogoś zupełnie innego.

A więc właśnie wyobraźni.

Tak więc niezależnie od tego, jaką teorię antropogenzezy wybierzemy, jaka jest aktualnie modna, każda z nich odwołuje się do owej tajemniczej własności człowieka, wyobraźni.

Na czym jednak ta właściwość polega? Gdy mówi się o wyobraźni, podkreśla się zwykle aspekt twórczy. Wyobraźnia tworzy. Jednak, jak boleśnie nie uderzałoby to w nasze marzenia o wszechmocy, nie jesteśmy obdarzeni boską potencją. Nie jest nam dana zdolność creatio ex nihilo, tworzenia z niczego. Już David Hume zauważył, że umysł ludzki stwarza, zestawiając ze sobą w nowy sposób elementy, z którymi już kiedyś się spotkał. Na dowód zalecał eksperyment. Polegał on na próbie narysowania zwierzęcia, którego ciało nie zawierałoby żadnego elementu wcześniej widzianego przez rysującego. Okazuje się to niemożliwe. Wyobraźnia jest więc rodzajem twórczej syntezy. To i tak niemało. Jak zobaczymy poniżej, źle kończą się próby dokonywania syntez bez zapożyczania ze świata elementów syntetyzowanych. Grzech pychy karany jest szaleństwem.

Za tropem myślenia wyznaczonym przez Hume’a poszedł Immanuel Kant. Zadał pytanie, czy wyobraźnia, zdolność twórczego syntetyzowania, jest tylko przypadłością, jednym przysługującą w większym stopniu, a innym w mniejszym albo wcale? Potoczne myślenie o wyobraźni skłaniałoby do takiego właśnie wniosku. Wiadomo przecież, że jedni mają skłonność do myślenia o „niebieskich migdałach” (samo to określenie jest przykładem twórczej syntezy, bo czy ktoś widział niebieski migdał?), inni zaś właściwie nie robią tego nigdy. Kant jednak traktuje wyobraźnię jako właściwość transcendentalną, a to znaczy, że wyobraźnia jest według niego niezbędnym warunkiem myślenia. Nie czymś, co można mieć albo nie mieć, czym niektórzy są obdarzeni, a inni są całkowicie tego pozbawieni. Nie. Wyobraźnia według niego warunkuje możliwość pomyślenia czegokolwiek. Wyobraźnia w takim rozumieniu jest zdolnościądo syntetyzowania spójnych myśli w ogólnym chaosie, który atakuje nasze głowy. Jeżeli więc wyobraźnia jest też twórczym kłamstwem – bo przecież łączy elementy świata w sposób, który nie jest nigdy po prostu dany – to żeby cokolwiek zrozumieć ze świata, musimy go odrobinę zafałszować. Uprościć, podmalować, posklejać. Taki, jaki jest, przerasta nas nieskończenie.

Jest to zgodne z ogólnym kierunkiem myślenia mówiącym, że człowiek raczej konstruuje świat, który postrzega, a nie odzwierciedla go. Niezbędnym czynnikiem takiej konstrukcji świata jest wyobraźnia.

Nie jest jednak tak, że wyobraźnia podzielona jest równo. Jeśli nawet przyjmiemy, że jest niezbędna wszystkim, to jedni mogą poddawać się jej władzy w większym stopniu, inni zaś w mniejszym. Z drugiej strony, jak to już zauważyliśmyna wstępie, wyobraźnia jednym jawi się jako cud, iskra Boża w istnieniu, a dla innych potrafi być jakby głosem diabła,tym, który zwodzi nas na manowce, często straszne manowce. Wyobraźni zawdzięczamy urocze fantazje erotyczne i obrazy Paula Klee, ale przynosi nam też mordercze rojenia i prześladowcze myśli o obcych agentach, którzy nas śledzą, albo sąsiadach, którzy zatruwają, podrzucając trutkę do studni. Jaka jest więc natura mocnej i słabej wyobraźni? I kiedy jest ona dobra, a kiedy straszna?

Spróbujemy posłużyć się intuicją Hume’a, by udzielić odpowiedzi na to pytanie. Wyobraźnia zawsze posługuje się treściami, które czerpie ze spotkania z tym, co poza nią, co wobec niej zewnętrzne. Jednak treści te łączy i przekształca twórczo. Tak właśnie doświadczenie koloru niebie...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy