Dołącz do czytelników
Brak wyników

Nałogi i terapie , Praktycznie

23 lutego 2016

Różne wyjścia z sytuacji bez wyjścia

167

Chcemy żyć w dobrym zdrowiu, bez trosk i zmartwień. Ale tak się na ogół nie zdarza. Jak radzimy sobie w trudnych sytuacjach? W jaki sposób spostrzegamy swoje problemy?

Przy rozmaitych okazjach sobie i bliźnim (przynajmniej tym najbliższym) życzymy szczęśliwego życia, bez trosk i zagrożeń. Niektórzy wierzą, że to możliwe. Takich niepoprawnych optymistów psychologia nazywa nierealistycznymi optymistami. Ten nierealistyczny optymizm traktuje się jako atrybucję obronną, będącą przejawem ucieczki od zagrażających spokojowi ducha problemów, jako brak przygotowania do przyjęcia życia takim, jakie jest obiektywnie, z jego blaskami i cieniami, ze śmiercią w tle. Z określoną dawką cierpienia, którą każdy z nas ma przypisaną – jak ująłby to Viktor Frankl, austriacki psychoterapeuta i filozof, więzień obozu koncentracyjnego.

Jednak pesymistyczna postawa wobec życia nie jest ani bardziej realistyczna niż nierealistyczny optymizm, ani też lepiej przygotowująca do zmagania się z trudem istnienia, na co zwracają uwagę psychologowie społeczni, m.in. Dariusz Doliń-ski w swojej książce pt. „Orientacja defensywna”. Pesymiści są wprawdzie lepiej przygotowani na ewentualność jakiegoś nieszczęścia, kataklizmu, ale wiele okazji życiowych, które optymista bez trudu wykorzystuje – umyka pesymiście, gdyż posiada za mało wiary w sukces, jest zbyt sceptyczny, nieufny – ażeby włączyć się w realizację szansy, jaką okoliczności podsuwają. Optymistyczna postawa wobec życia natomiast, wyrażająca się w przekonaniu, że przyszłość i teraźniejszość należą do nas – działa jak samosprawdzające się proroctwo – prowokuje rzeczywistość do spełnienia zamierzeń.

Jednak nawet najbardziej nierealistyczny z nierealistycznych optymistów nie jest w stanie zakląć losu, by ustrzec się zagrożeń. Nawet on musi zmagać się z życiem, zetknąć się z niechcianą stroną egzystencji. Nie jest ona zarezerwowana jedynie dla pesymistów – byłoby to rzeczywiście wysoce niesprawiedliwe.

Jak się jednak wydaje, na pełną sprawiedliwość w obszarze psychologii, czyli tam, gdzie subiektywność odgrywa tak wielką rolę – nie ma miejsca. Nie cierpimy po równo, cierpienie nie jest w tym samym wymiarze każdemu z nas przydzielone, między innymi dlatego, że różnie spostrzegamy i interpretujemy sytuacje, nawet te trudne, czy wręcz zagrażające. Róż-nimy się więc oceną sytuacji, na co już dwadzieścia, trzydzieści lat temu zwróciło uwagę wielu psychologów, m.in. profesorzy: amerykański, Richard S. Lazarus i polski, Wiesław Łukaszewski.

Tę samą sytuację jedni z nas spostrzegą i ocenią jako całkiem naturalną, a inni jako zagrażającą: utrudniającą czy wręcz uniemożliwiającą realizację tego, co dla nas najważniejsze. Różnice w ocenach wynikają oczywiście z wielu czynników i podmiotowych, i sytuacyjnych. Im więcej np. posiadamy celów i wartości dla nas istotnych, lecz zagrożonych w swojej realizacji, im bardziej jesteśmy wrażliwi, lękliwi, pesymistyczni, z zaniżonym poczuciem własnej wartości itp. – tym łatwiej zaliczymy daną sytuację w poczet zagrażających. Dlatego też rozwód dla jednej osoby może być wielkim nieszczęściem, wręcz krytyczną sytuacją, podczas gdy dla innej może stanowić wygodny i naturalny sposób regulowania stosunków międzyludzkich w sytuacji, gdy kobieta i mężczyzna nie widzą możliwości dalszego wspólnego życia. A zatem nie wszystkie sytuacje potocznie uznawane za zagrażające – są nimi w subiektywnym odczuciu konkretnych osób.

Istnieją wprawdzie, zdaniem niektórych psychologów, np. Lennarta Levi’ego i Marianne Frankenhauser z Uniwersytetu Sztokholmskiego – obiektywne, uniwersalne zagrożenia i stresory, które oceniane są tak samo, niezależnie od specyfiki osób je oceniających. Do takich uniwersalnych zagrożeń zaliczamy np. kataklizmy.

W przypadku kataklizmu

Prowadziłam badania, które dotyczyły ustosunkowania wobec powodzi jako zagrożenia oraz własnych reakcji na ten kataklizm.

Osobami badanymi była grupa młodzieży, mieszkańców wrocławskiej dzielnicy Kozanów, uwięzionych przez prawie trzy tygodnie w swoich mieszkaniach przez powódź w 1997 roku. Wszyscy badani, jak pokazały wyniki, traktowali powódź jako silne zagrożenie, ale część młodych ludzi jednocześnie spostrzegała sytuację powodzi jako wyzwanie. A zatem, mimo jednoznaczności sytuacji – jej subiektywne oceny różnią się.

Różnice w ocenach dotyczą również treściowej charakterystyki zagrożeń, tzn. tego, jakie konkretne zagrożenia skłonni jesteśmy spostrzegać i co wpływa na to szczególne uwrażliwienie na określone zagrożenia.

Z badań, również moich, wynika, że wiek może determinować nasze wyczulenie na pewne kategorie zagrożeń. Badania te pokazują, że np. młodsi adolescenci (14-, 15-letni) najwięcej zagrożeń spostrzegają w sferze incydentów społecznych (zaczepianie na ulicy przez nieznajomych, wymuszanie pieniędzy, kradzież mienia itp.). Z kolei dla najstarszej młodzieży (19-, 20-latków) najczęstszymi zagrożeniami są problemy szkolne – incydentów społecznych natomiast w ogóle nie oceniała w kategoriach zagrożeń. Badana młodzież różniła się również szacowaniem problemów egzystencjalnych (kłopotów z samookreśleniem się, lękiem przed śmiercią, trudnościami w odnalezieniu sensu życia itp.).

Dla 14-, 15-latków ten obszar zagadnień nie jest jeszcze tak istotny jak dla starszych adolescentów i doros-łych, dlatego też problemy egzystencjalne nie stanowiły dla nich żadnego zagrożenia. Tymczasem młodzież najstarsza zaznaczała ich istotnie więcej niż jej najmłodsi przedstawiciele (choć i w tej grupie problemy egzystencjalne były najrzadziej szacowanymi zagrożeniami w porównaniu z zagrożeniami doświadczanymi w szkole, rodzinie, z sympatią czy też nieporozumień z kolegami i przyjaciółmi).

Na to czy, i jakie zagrożenia skłonni jesteśmy postrzegać, wpływają również nasze doświadczenia, głównie te z wczesnego dzieciństwa, na co zwracają uwagę np. psychoanalitycy, z Freudem na czele. Bierze się przy tym zwykle pod uwagę zarówno częstość doświadczanych zagrożeń, jak i ich rodzaj oraz stopień ich traumatyczności. Wielu z nas – zdaniem austriackiego psychoterapeuty Erwina Ringela, zajmującego się od ponad dwudziestu lat problemem samobójstw – ma swoją „piętę achillesową”, swój słaby punkt, co wyraża się w specyficznej fiksacji na określonej grupie zagrożeń, analogicznych do tych, jakich najczęściej doświadczaliśmy, będąc dziećmi, bądź do tych, które poprzez ich wyjątkową traumatyczność wywarły w dzieciństwie piętno na naszym życiu. Właśnie ten rodzaj zagrożeń najszybciej identyfikujemy, a niektórzy z nas, ci najbardziej przewrażliwieni, potrafią dostrzec je tam, gdzie ich de facto nie ma.

Jednak nie tylko dzieciństwo wpływa na naszą percepcję sytuacji zagrażających. Również kłopoty, jakich aktualnie doświadczamy w określonych obszarach życia, przyczyniają się do swoistej na nich fiksacji, do szybkiego interpretowania ich w kategoriach zagrożenia. Zależności te ilustrują wyniki kierowanych przeze mnie dwóch rodzajów badań: w jednym z nich diagnozowano percepcję zagrożeń i reakcję na owe zagrożenia u młodzieży z rodzin z problemem alkoholowym. W drugim badaniu tej samej diagnozy dokonano u dziewcząt zdeprawowanych z Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego. Okazało się, że najwięcej zagrożeń w sferze problemów rodzinnych doświadczała młodzież z rodzin alkoholowych, a w obszarze incydentów społecznych i problemów towarzyskich – dziewczęta z Ośrodka. A zatem badani spostrzegali je najczęściej w tych obszarach życia, które stanowiły dla nich swoistą „piętę achillesową”.

Jak reagujemy na nieszczęścia, które nam się przytrafiają?

To zależy od naszej oceny zagrożenia. Jeżeli wydarzenie jest dla nas i zagrożeniem, i wyzwaniem równocześnie – jesteśmy w stanie uruchomić więcej naszych konstruktywnych reakcji niż te osoby, dla których to wydarzenie jest jedynie zagrożeniem. Tak wskazują wyniki wspomnianych już badań przeprowadzonych wśród wrocławskich powodzian. Badani, którzy spostrzegali powódź jako silne zagrożenie i wyzwanie – częściej niż pozostali stosowali konstruktywne formy obron, tzn. wykonywali takie czynności, które, w mojej interpretacji, poprzez swoje rezultaty posiadają moc wspierania procesów rozwojowych. Należą do nich m.in. zaradczo-eksploracyjne obrony, jakie szczególnie często manifestowała młodzież. Są to takie czynności, jak: rozważanie z bliskimi, w jaki sposób przezwyciężyć zagrożenie, wypróbowywanie różnych sposobów radzenia sobie dostosowanych do sytuacji itp.

Młodzież, którą powódź nie tylko przerażała, ale i mobilizowała – stosowała nie tylko więcej obron konstruktywnych w porównaniu do swoich jedynie przerażonych powodzią rówieśników, lecz również więcej niekonstruktywnych obron psychologicznych niż oni. W myśl mojego, funkcjonalno-czynnościowego ujęcia obrony psychologicznej, niekonstruktywne obrony to takie, które poprzez swoje rezultaty nie wspierają rozwoju, a jedynie pomagają (i to nie zawsze z pozytywnym skutkiem...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy