Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

REKLAMA I EROTYKA

0 272

Wykorzystywanie seksu i erotyki w reklamie jest bardzo ryzykowną strategią. Czasami może pomóc, ale wielokrotnie szkodzi produktowi – twierdzi DOMINIKA MAISON.

Erotyka i symbole seksualne często pojawiają się w reklamach. Zdaniem wielu twórców i odbiorców reklamy pomagają one zwiększyć jej skuteczności, czyli wpływają na wzrost zainteresowania produktem i wzrost chęci jego posiadania. Czy jest tak rzeczywiście?

Zanim odpowiemy sobie na to pytanie, warto się zastanowić nad różnorodnością bodźców erotycznych w reklamie. Przybierają one bowiem rozmaite formy: od bardzo subtelnych do wręcz wulgarnych. Bodźcem erotycznym może być ton głosu, sposób zachowania aktorów lub samo hasło reklamowe. Chyba najczęściej spotykanym bodźcem tego rodzaju jest atrakcyjna modelka, często zachowująca się w sposób erotycznie prowokujący. Stosując tę metodę oddziaływania, twórcy reklam wychodzą z założenia, że wzbudzone w odbiorcach pożądanie kobiety przełoży się na pożądanie produktu. Tak oczywiście może się zdarzyć, jednak istnieje również ogromne ryzyko, że modelka wzbudzi tak duże zainteresowanie samą sobą, że widz całkowicie zapomni o reklamowanym towarze. Podobna możliwość odwrócenia uwagi od produktu jest typowa dla wielu innych formalnych sposobów oddziaływania stosowanych w reklamach, takich na przykład, jak humor czy przebojowa muzyka, które niestety często stają się dystraktorami. Wyniki badań pokazują, że obecność rozebranej modelki ułatwia zapamiętanie reklamy, jednak zazwyczaj nie pomaga (czasami wręcz przeszkadza) w zapamiętaniu przekazu reklamowego i propagowanej marki. Ciekawe również, że seksowna kobieta występująca w reklamie przyciąga uwagę zarówno kobiet, jak i mężczyzn. Tłumaczy się to tym, że prawdopodobnie efekt przyciągania uwagi wzbudza nie tyle seksowność, co raczej ogólna atrakcyjność osoby.

Zupełnie inną sprawą jest wykorzystywanie nagich (lub częściowo rozebranych) kobiet w reklamach fachowych, kierowanych raczej do odbiorców instytucjonalnych niż indywidualnych, zachwalających różnego rodzaju sprzęt techniczny. Tu modelka pełni funkcję wyłącznie dekoracyjną, jest osobą wyraźnie niekompetentną (nigdy nie występuje jako specjalista) i na dodatek bywa ubrana nieadekwatnie do kontekstu (np. w kostium kąpielowy, gdy reklamuje opony do samochodów ciężarowych). Tego rodzaju reklamy – z punktu widzenia zasad tworzenia reklam w ogóle – są złe, a jednak bardzo często się je spotyka (nie tylko w Polsce). Dlaczego tak się dzieje? Osobiście nie rozumiem takiej strategii marketingowej (w zasadzie braku strategii), a jedyny pożytek, jaki mogę sobie wyobrazić w odniesieniu do podobnych reklam, jest następujący: być może ktoś chętnie powiesi tego rodzaju plakat na ścianie fabryki lub warsztatu, w których pracuje.

Okazuje się, że elementy erotyczne w reklamie lubią nie tylko jej twórcy, ale również odbiorcy. W badaniu sondażowym przeprowadzonym w styczniu 1998 roku przez Demoskop zapytano reprezentatywną grupę Polaków: „Co powinna zawierać reklama, aby można ją było nazwać dobrą reklamą?”. Aż 80 proc. respondentów wskazało odpowiedź „ładną kobietę” (prawie w równym stopniu badane kobiety – 76 proc. i mężczyźni – 83 proc.), 69 proc. wybrało „przystojnego mężczyznę” (kobiety – 78 proc., mężczyźni – 58 proc.), a „trochę erotyki” – 48 proc. (41 proc. kobiet i 55 proc. mężczyzn).

Obecność elementów erotycznych w reklamach w dużym stopniu zależy od kultury kraju, w których one powstaj...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy