Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Laboratorium

18 grudnia 2015

Przypadek Pana C.

0 447

Oscar C. miał zaskakujące koneksje. Jego bratanica była muzą wybitnych pisarzy, a przyjaciela uwiecznił na płótnie sam van Gogh. Oscara jednak niewielu pamięta, choć ze względu na osobliwą chorobę wspominany jest w pracach medycznych.

Joseph Jules Déjerine łączył zainteresowania teoretyczne z praktycznymi. Zajmował się dziejami medycyny, prowadził praktykę lekarską, publikował wyniki badań. W jego czasach nikomu nie przyszłoby do głowy, by uczonych dzielić na teoretyków i „scjentystów”. U czynnego badacza ceniono solidną znajomość historii swojej dyscypliny. Doskonale rozumiano, że ten rodzaj teoretycznej wiedzy pozwala uniknąć wyważania otwartych drzwi, inspiruje, poszerza horyzonty uczonego i przede wszystkim chroni go przed megalomanią.

Psychologizujący neurolog
Jako praktyk Déjerine był „psychologizującym neurologiem”. Podobno stwierdził kiedyś, że w człowieku niemal wszystko jest emocją, a bardzo niewiele zachowań ma związek z rozumem. To bardzo prawdopodobne – jemu między innymi przypisuje się rozpropagowanie określenia „psychonerwica”. Zdecydowanie zwalczał poglądy Jeana-Martina Charcota na temat histerii oraz jej związków z hipnozą i sugestią. Zdaniem Déjerine’a przyczyną tych zaburzeń – w których obserwuje się dolegliwości neurologiczne bez wyraźnych przyczyn organicznych – są problemy natury psychicznej lub moralnej. Jest jedno źródło (zmiana w sferze umysłowej), lecz wiele zróżnicowanych objawów wtórnych. Dlatego wyodrębniono dwa rodzaje nerwic: histerię i neurastenię. Neurastenia ma w swym obrazie klinicznym różne zaburzenia czynnościowe (duszności, problemy gastryczne i sercowo-naczyniowe). Jako że jej objawy mają podłoże uczuciowe, jest podatna na psychoterapię. Histeria natomiast to rodzaj emocjonalnego wyładowania, u podstawy którego również znajdują się emocje. Dochodzi tu jednak do pewnej rozbieżności – chory nie kojarzy ich z problemem. Mamy więc do czynienia ze swoistym „zapomnieniem psychicznym”.

Podkreślając wagę emocji w powstawaniu psychonerwic, Déjerine wytyczył własną ścieżkę psychoterapii. Podkreślał, że podstawą skutecznej pomocy jest zdobycie zaufania chorego. Ważną rolę odgrywa wsparcie emocjonalne, którego chory oczekuje od lekarza. Francuski neurolog miał wielokrotnie okazję sprawdzić tę teorię w praktyce. Jako lekarz spotkał się bowiem z wieloma interesującymi przypadkami, które prezentował w komunikatach naukowych i rozprawach.

Obce litery
W 1891 roku Déjerine opisał pacjenta – pod skrótem „Leud...” – z aleksją i agrafią. Był to 64-letni Jules Michel Leudot, pochodzący z Paryża rytownik, od kilku lat przebywający na oddziale geriatrycznym szpitala Bicêtre. Latem 1890 roku zapadł na krótko w śpiączkę. Po wybudzeniu okazało się, że stracił zdolność czytania i pisania. Gdy pokazywano mu gazetę lub rękopis, patrzył na papier, jakby nic na nim nie było. Gdy dawano mu do ręki pióro, umiał je prawidłowo ująć, lecz znaki, które stawiał na papierze, były nieczytelne. Na pytania odpowiadał nieskładnie i nielogicznie, często powtarzając przypadkowe wyrażenia. Jedyne zwroty, które wypowiadał stosownie do sytuacji, to „dzień dobry” i „dziękuję”. Pół roku od ujawnienia się zaburzeń Leudot zmarł. Podczas sekcji zwłok Déjerine zidentyfikował obszerne uszkodzenia w lewej półkuli mózgu.

POLECAMY

Wydawało się oczywiste, że utracie zdolności czytania powinna towarzyszyć utrata umiejętności pisania. Jednak kilka miesięcy później lekarzowi przedstawiono chorego, który miał bardziej osobliwą postać zaburzenia poznawczego. Przypadek ten został uznany za wzorcowy przykład aleksji bez agrafii. Pacjent, którego tożsamość skrywano pod literą „C.”, nie potrafił czytać, choć pisanie pod dyktando nie sprawiało mu problemu. Déjerine i kilku innych lekarzy paryskich pozostawili dość szczegółowe studia historii choroby „pana C.”, a także trochę luźnych informacji biograficznych na jego temat. Dopiero w jednej ze swych późniejszych prac Déjerine podał pełne nazwisko pacjenta („przypadek Courrière”). Mimo to niewielu współczesnych badaczy identyfikuje go, opisując jego zaburzenia. Zresztą sama identyfikacja niewiele wniosłaby do jego historii. Nieznany dotąd był jego rodowód. Nadszedł czas, by wreszcie uzupełnić tę lukę.

Pan C. i jego rodzina
„Pan C.” miał ciekawe zdolności oraz zaskakujące koneksje. Urodził się w 1823 roku w Lille jako Oscar Louis Courrière. Był przedostatnim z siedmiorga dzieci majętnego mieszczanina, który praktykował jako „oficer zdrowia” (osoba z podstawowym wykształceniem medycznym, która nie złożyła egzaminów lekarskich), a także prowadził interesy w branży tekstylnej. Jako uczeń liceum zdobywał liczne nagrody. Po ukończeniu szkoły średniej zdecydował się na pracę w handlu, w której doskonale mu się powodziło. Zdobył duży majątek. W Paryżu obracał się w specyficznym środowisku. Siostra Oscara, Clémence, wyszła za mąż za kupca Louisa Gacheta, którego młodszy brat, Paul-Ferdinand Gachet, zasłynął bliskimi związkami z grupą francuskich impresjonistów i postimpresjonistów. Sam Vincent van Gogh namalował jego bardzo znany dziś portret, uznawany za arcydzieło i wyceniany na horrendalną sumę. Oscar Courrière i Paul Gachet byli przyjaciółmi od czasu ślubu Clémence Courrière, na którym obaj byli świadkami.

Z kolei bratanica Oscara, Caroline Courrière, znana jako „Berthe”, była utrzymanką kilku polityków paryskich oraz muzą wybitnych pisarzy i artystów. Zwracała na siebie uwagę potężną budową ciała. Podobno posłużyła za modelkę do podobizny Marianny zdobiącej budynek Senatu. Parała się okultyzmem, była bohaterką kilku skandali. Podejrzewano ją o chorobę psychiczną, a nawet wysyłano na leczenie do Jeana-Martina Charcota. Świetny symbolista francuski, Remy de Gourmont, który związał się z nią w roku 1886, poświęcił jej kilka swoich dzieł, w tym Lettres à Sixtine (Listy do Sixtine), wydane po śmierci autora i jego muzy.

Oscar Courrière zamieszkał w Paryżu ze swoją młodszą o prawie dwadzieścia lat przyjaciółką Virginie Augustine Delannoy, z którą żył w konkubinacie. Déjerine ominął tę kłopotliwą informację w opisach przypadku, określając towarzyszkę życia swego pacjenta mianem żony. Prawda jest jednak taka, że to dopiero niezwykła choroba Oscara Courrière’a wpłynęła na jego decyzję o sformalizowaniu związku: w marcu 1888 roku poślubił przyjaciółkę, zapewne w trosce o zabezpieczenie jej potrzeb materialnych. W przeciwnym razie, w przypadku jego śmierci miałaby kłopoty z dziedziczeniem majątku.

Dziwna choroba
Choroba „pana C.” pojawiła się nagle. Pewnego jesiennego poranka 1887 roku poczuł drętwienie w prawej nodze, które szybko ustąpiło. Niepokojące odczucie powtarzało się przez kolejne dni; towarzyszyło mu osłabienie ręki po prawej stronie i lekkie zaburzenia mowy. W pewnym momencie Oscar uświadomił sobie, że nie może odczytać tekstu. W przekonaniu, że ma problemy z ostrością wzroku, wybrał się na konsultację do doktora Edmonda Landolta, który prowadził modną klinikę okulistyczną w Dzielnicy Łacińskiej (leczyli się tam między innymi znani artyści paryscy). Landolt i jego dwaj asystenci przeprowadzili wstępne badanie.

Okazało się, że pacjent nie był w stanie rozpoznać żadnej...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy