Przemoc w związku

Kiedy mężczyzna staje się ofiarą?

Psychologia i życie

O przemocy wobec kobiet mówimy od lat coraz głośniej – i słusznie. Kampanie społeczne, zmiany w prawie, rosnąca świadomość. Tymczasem przemoc wobec mężczyzn wciąż bywa tematem tabu. Wstydliwym, przemilczanym, czasem wręcz wyśmiewanym. 

Z najnowszego raportu (2025) Fundacji Sexed.pl wynika, że aż 63% polskich mężczyzn deklaruje, że doświadczyło w swoim życiu jakiejś formy przemocy i mimo tego, że większość mężczyzn doznało jej od osób tej samej płci (88%), to aż 68% wskazuje na sprawcę kobiety, z czego prawie 20% poszkodowanych doświadczyło jej od swojej partnerki. 

To liczby, które zdecydowanie powinny uruchomić publiczną debatę. Niestety zamiast tego u wielu osób uruchamiają co najwyżej zdziwienie lub pobłażliwy (u)śmiech. No bo przecież „facet powinien sobie poradzić”, bo „jeśli nie potrafił się obronić, to jest sam sobie winny”, bo „jeśli się nad sobą rozczula, to kto tu nosi w tym związku spodnie?”.

Wielu mężczyzn nie definiuje wyzwisk, upokarzania, szantażowania czy nawet popychania lub spoliczkowania jako przemocy. Jeśli od dziecka przekazywane są im wzorce, że „chłopaki nie płaczą”, że mają być silni, odporni i potrafić się bić, to trudno, by w dorosłości łatwo przyznali się do tego, że ktoś ich skrzywdził. Szczególnie jeśli sprawcą jest kobieta, a tym bardziej partnerka. Stereotyp staje się silniejszy niż problem i cierpienie. Dodatkowo utrwalone społecznie wyobrażenia nadal najczęściej przedstawiają kobietę jako osobę słabszą i wymagającą ochrony, a mężczyznę jako naturalnego sprawcę przemocy. Tymczasem jak pokazują wyniki najnowszych raportów, rzeczywistość jest bardziej złożona.

Rodzaje przemocy

W badaniach nad przemocą partnerską (IPV, Intimate Partner Violence) uwzględnia się trzy główne kategorie przemocy: fizyczną, seksualną i psychiczną.

POLECAMY

Zgodnie z definicją CDC (Centers for Disease Control and Prevention) przemoc fizyczna obejmuje m.in.: popychanie, policzkowanie, kopanie czy bicie z zamiarem wyrządzenia fizycznej szkody. Przemoc seksualna to sytuacja, w której osoba zmusza lub próbuje zmusić do kontaktu seksualnego (stosunek, dotyk itp.) drugą osobę. Przemoc psychiczna to groźby, upokarzanie, izolowanie, kontrolowanie, ograniczanie dostępu do pieniędzy czy opieki medycznej w celu zastraszenia i podporządkowania partnera(-ki). Jak pokazują badania, przemoc psychiczna występuje częściej niż przemoc fizyczna. Za to jest mniej widoczna i przez to trudniejsza do wykrycia. Przemoc psychiczna nie zostawia bowiem siniaków i czasami trudno uchwycić moment, w którym np. „kłócenie się” staje się systematycznym poniżaniem. Natomiast jej skutki mogą być równie, a nawet czasami bardziej wyniszczające niż skutki przemocy fizycznej.

Co mówią badania i czy możemy im w pełni ufać?

Z danych policji (2022–2023) wynika, że wśród osób zarejestrowanych jako ofiary przemocy domowej około 70–75% stanowią kobiety, zaś około 20–25% stanowią mężczyźni. W tej kategorii kobiety są więc oficjalnie rejestrowane jako ofiary około trzy razy częściej niż mężczyźni. Trochę inny, chociaż spójny, obraz pokazują wyniki badań Feminoteki z 2025 r., które wskazują, że 33% respondentek deklaruje, że doświadczyło w swoim życiu przemocy domowej. Mężczyźni przyznają się do bycia ofiarą w 19% przypadków. 

Większość badań dotyczących przemocy domowej potwierdza, że jako sprawcy przeważają mężczyźni, a jako ofiary kobiety. Kobiety o wiele częściej doświadczają też poważnych obrażeń fizycznych i przemocy seksualnej. Inaczej ma się sprawa dotycząca doświadczania przemocy fizycznej o mniejszym nasileniu (np. uderzenie w policzek, popchnięcie, rzucenie przedmiotem) – tutaj w równej mierze przyznają się do bycia ofiarą zarówno mężczyźni, jak i kobiety. Również w obszarze przemocy psychicznej różnice płciowe bywają mniej wyraźne i zależą od postawionego pytania.

Wyniki badań (Feminoteka 2025) pokazują też, że mężczyźni częściej niż kobiety przyjmują postawy usprawiedliwiające lub bagatelizujące przemoc, podczas gdy kobiety w większym stopniu rozumieją jej różne formy i konsekwencje. Ta asymetria percepcji przemocy to obusieczny miecz raniący zarówno kobiety, jak i mężczyzn. Z jednej strony mężczyzna może bowiem interpretować przemoc wobec siebie bardziej łagodnie lub w ogóle nie zakwalifikuje danego zachowania jako przemocowe. Z drugiej strony może stosować przemoc częściej, ponieważ 
nie będzie swojego zachowania rozumieć jako agresji.

Analizując wyniki, pojawia się zatem kluczowe pytanie: skoro mężczyźni inaczej widzą przemoc oraz rzadziej ją zgłaszają i sięgają po pomoc, to czy dane te nie są zaniżone? Wiele wskazuje na to, że tak. Specjaliści od lat podkreślają, że normy męskości utrudniają ujawnianie roli ofiary. Za zamkniętymi drzwiami domów dzieją się rzeczy, które nigdy nie trafią do policyjnych statystyk. Bo wstyd, lęk przed ośmieszeniem czy brak wiary w pomoc okazują się silniejsze niż potrzeba zgłoszenia krzywdy.

Ta sama scena, inna ocena

Wyobraźmy sobie dwie niemal identyczne sytuacje.

W pierwszej mężczyzna podejrzewa żonę o zdradę. Krzyczy, wyzywa ją, uderza w twarz, rzuca w nią telefonem i wyrzuca jej prywatne rzeczy przez okno, każąc jej się wynosić.

W drugiej sytuacji to kobieta podejrzewa o zdradę męża. Krzyczy, wyzywa go, policzkuje i rzuca w niego telefonem. Kolejno wyrzuca jego rzeczy przez okno i każe mu się wynosić.

Jak pokazują badania, w pierwszym przypadku większość z nas bez wahania nazwie zachowanie mężczyzny przemocowym. W drugiej historii reakcje będą już bardziej ambiwalentne. „Pewnie emocje ją poniosły”, „Sam jest sobie winien”, „Przecież tym uderzeniem w policzek nie zrobiła mu jakiejś wielkiej krzywdy”.

Zjawisko to bywa określane jako asymetria percepcji przemocy. Badania eksperymentalne pokazują (Sylaska, Walters, 2014), że identyczne sceny przemocy oceniane są jako poważniejsze, gdy ofiarą jest kobieta, a sprawcą mężczyzna. Gdy role się odwracają, surowość ocen spada. Przykładowo podczas badań z symulacją procesów sądowych ławnicy częściej uznawali winę, gdy sprawcą był mężczyzna, a ofiarą kobieta. Podobne wyniki uzyskano w badaniach reakcji na artykuły prasowe o przemocy partnerskiej (Savage i wsp., 2017) oraz ocen obrażeń po przemocy (Allen, Bradley, 2018).

„Najpierw kobiety i dzieci”, czyli o luce empatii

Stereotypy płciowe działają jak błąd poznawczy, a ta asymetria empatii ma realne konsekwencje w życiu męskiej i nie tylko części populacji. Jeśli mężczyzna nie jest postrzegany jako potencjalna ofiara, rzadziej otrzyma wsparcie, rzadziej ktoś uwierzy w jego historię i sam rzadziej nam o swoich problemach opowie.

Gdzie ma swoje korzenie luka empatii? Na przyczyny wskazuje się najczęściej: stereotypy dotyczące siły fizycznej („Nie bolało go”); przekonania o uprzywilejowaniu mężczyzn („Facet zawsze spadnie na cztery łapy”); historycznie oraz kulturowo silniejsze potępienie przemocy wobec kobiet; utrwalony schemat społeczny (sprawca = zawsze mężczyzna) oraz humoryzację przemocy kobiet wobec mężczyzn w mediach i popkulturze („baba mnie bije”).

Powyższe przekonania sprawiają, że wobec mężczyzn pozwalamy sobie często na więcej. Przykład? Klepnięcie mężczyzny w pośladki przez koleżankę z pracy bywa odbierane jako flirt, nie molestowanie, publiczne drwiny z jego zarobków jako zwykłe „docinki”, a seksistowskie aluzje dotyczące na przykład męskiej potencji jako żart, nie przekroczenie granic. Ważne rozróżnienie brzmi jednak: społeczna percepcja nie jest równoznaczna z rzeczywistą szkodliwością. Jeśli osoba nie wyraziła na to zgody, pojedyncze uderzenie w polik lub klepnięcie w pośladki jest przemocą, niezależnie od płci sprawcy czy sprawczyni.

Jak może wyglądać przemoc w związku wobec mężczyzn?

Kiedy mówimy o przemocy w małżeństwie lub szerzej w relacji, często pierwszym obrazem, jaki pojawia się w głowach ludzi, jest mężczyzna jako sprawca. Wielu osobom wciąż trudno wyobrazić sobie obraz mężczyzny jako ofiary, a jeszcze trudniej kobiety jako sprawczyni. Nie mieści się to w kulturowym scenariuszu. Nie pasuje do stereotypu. A jednak w relacjach intymnych przemoc wobec mężczyzn ma swoje bardzo realne, codzienne formy i najczęściej nie zaczyna się od uderzenia. Zaczyna się od słowa, tonu, spojrzenia. Od powolnego przesuwania granic.

Przemoc psychiczna – to ona pojawia się najczęściej i najdłużej pozostaje nienazwana. Może przyjmować formę ciągłej krytyki i podważania kompetencji („Do niczego się nie nadajesz”, „Beze mnie byś sobie nie poradził”); ośmieszania przy innych (znajomych, rodzinie, dzieciach); ironicznych komentarzy podważających męskość („Facet powinien zarabiać więcej”); gaslightingu („przesadzasz”, „masz problem z emocjami”); manipulowania poczuciem winy („Gdybyś był lepszym partnerem, nie musiałabym tak reagować”).
Tego typu zachowania często są rozmyte. Łatwo je zracjonalizować jako „kłótnię”, „temperament” i „emocjonalność”. Tymczasem ich długotrwałość sprawia, że uderzają w samo jądro tożsamości. Skutkiem bywa spadek poczucia własnej wartości, wstyd, wycofanie, izolacja. Mężczyzna zaczyna wątpić w siebie – nie dlatego, że coś zrobił, lecz dlatego, że codziennie słyszy, kim rzekomo jest.

Kastrowanie psychiczne – to potoczne określenie, ale dobrze oddaje dynamikę zjawiska. Chodzi o systematyczne podważanie męskiej tożsamości i sprawczości. Może przybierać formę porównywania z innymi („Zobacz, jak X potrafi zadbać o rodzinę”); wyśmiewania słabości i publicznego umniejszania („Nie potrafisz nawet przybić gwoździa”); ironicznych żartów o seksualności; odbierania decyzyjności w sprawach rodzinnych. Kastrowanie trafia w centrum społecznych przekonań o „roli mężczyzny” – byciu silnym, zaradnym, sprawczym, męskim (np. wygląd). W kulturze, która już od chłopców wymaga odporności i sukcesu, komunikat „nie jesteś wystarczający” działa jak cichy demontaż tożsamości.

Przemoc ekonomiczna – w Polsce częściej dotyka kobiet ze względu na statystycznie niższe zarobki. Może też jednak dotyczyć mężczyzn, paradoksalnie nawet wtedy, kiedy mężczyzna zarabia więcej. Objawia się m.in.: kontrolowaniem wydatków partnera; odbieraniem dostępu do wspólnych pieniędzy; sabotowaniem pracy 
(np. awantury przed ważnymi spotkaniami, celowe utrudnianie obowiązków); zadłużanie partnera bez jego wiedzy czy zgody. To forma przemocy szczególnie trudna do udowodnienia, bo łatwo ją przedstawić jako „zarządzanie budżetem domowym” czy „konflikt finansowy”, a jednak konsekwencje są realne: utrata autonomii, zależność ekonomiczna, chroniczne napięcie. W skrajnych przypadkach – utrata poczucia bezpieczeństwa.

Przemoc społeczna i relacyjna – przemoc w związku nie zawsze dzieje się wyłącznie „we dwoje”. Czasem rozgrywa się na oczach innych lub za ich plecami. Może obejmować: oczernianie partnera przed rodziną i znajomymi; tworzenie narracji „to on jest problemem”; izolowaniem od bliskich (np. dzieci); wykorzystywaniem stereotypu „mężczyzna nie może być ofiarą”. Gdy mężczyzna słyszy, że „wszyscy wiedzą, jaki jest”, może zacząć tracić oparcie w relacjach. Wstyd i obawa przed ośmieszeniem sprawiają, że milczy. Bo jak powiedzieć przyjaciołom, że jest się poniżanym?

Przemoc seksualna – to jeden z najbardziej przemilczanych obszarów. Rzadko zgłaszany, silnie stygmatyzowany. Może przyjmować formę wymuszania współżycia; wyśmiewania odmowy; manipulowania seksem jako nagrodą lub karą; zawstydzania libido lub wyglądu. Dla wielu mężczyzn przyznanie się do takiego doświadczenia oznacza podważenie ich męskości – 
w oczach własnych i społecznych. W kulturze, która utożsamia męskość z gotowością seksualną, odmowa bywa interpretowana jako słabość.

Co dalej? 

Przeciwdziałanie przemocy wobec mężczyzn zaczyna się od zmiany perspektywy. Potrzebujemy społecznego uznania, że mężczyzna może być ofiarą i że jego granice są tak samo realne i warte ochrony jak granice każdej innej osoby. To oznacza edukację – w szkołach, mediach i miejscu pracy – że przemoc to nie tylko uderzenie, lecz także systematyczne podważanie godności, ośmieszanie, kontrola czy manipulacja. W relacjach przekłada się to na budowanie kultury otwartej rozmowy o emocjach, uczenie się konstruktywnego rozwiązywania konfliktów oraz reagowanie na pierwsze sygnały przemocy, zanim staną się normą – bez upokarzania i podważania tożsamości partnera.

Drugim krokiem jest przełamanie kulturowego przekazu, że „facet musi poradzić sobie sam”. Sięganie po pomoc nie jest oznaką słabości, lecz męskiej dojrzałości i odpowiedzialności za siebie. Mężczyźni potrzebują społecznego przyzwolenia na mówienie o krzywdzie bez lęku przed ośmieszeniem czy utratą twarzy. Zwiększenie dostępu do bezpiecznych, adekwatnych form wsparcia, takich jak telefony zaufania, grupy wsparcia, męskie kręgi czy terapia, oraz jasna informacja, gdzie i jak szukać pomocy, realnie zwiększają szansę na przerwanie milczenia.

Dyskusja o przemocy wobec mężczyzn nie kwestionuje faktu, że przemoc wobec kobiet jest poważna i częsta. Nie chodzi o licytację krzywd. Chodzi o pełniejszy obraz. Liczne badania pokazują, że nasze reakcje społeczne bywają filtrowane przez stereotypy. Że empatia nie zawsze rozkłada się równomiernie. Że mężczyzna, który doświadcza przemocy, może zostać z nią sam. Jeśli chcemy realnie przeciwdziałać przemocy, musimy uznać, że może ona dotyczyć każdego, bez względu na płeć. Bo przemoc nie zaczyna się od siły fizycznej. Zaczyna się od przekroczenia granicy. A granice ma każdy człowiek – także mężczyzna. 

 

Przypisy

    Dr trener biznesu, mówca inspiracyjny, właściciel firmy szkoleniowo-doradczej TRAINING TREE. Od 2021 roku autor podcastów i webinariów Maska Męskości, gdzie z zaproszonymi gośćmi, przedstawicielami świata nauki, biznesu i psychologii rozmawia o współczesnych mężczyznach oraz zjawiskach związanych z męskością. 

    POZNAJ PUBLIKACJE Z NASZEJ KSIĘGARNI