Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Powtórki z traumy

70

Dlaczego powtarzamy w życiu wciąż te same błędy? Nieświadomie prowokujemy przykre zdarzenia? Wchodzimy w związki, w których czujemy się odrzucani, nierozumiani, wykorzystywani?

Zygmunt Freud w „Poza zasadą przyjemności” zastanawiał się, na jakiej zasadzie „ludzie trzymają się starych nawyków i patologicznych skłonności wbrew rozumowi i chęci zmiany”. W terminologii psychoanalitycznej ulegamy przymusowi powtarzania. Zachowujemy się i reagujemy tak, jak kiedyś wobec ważnych dla nas osób. Psychologicznie „mylimy” czas przeszły z teraźniejszym. To, czego tak bardzo chcemy, wydaje się nieosiągalne. W różnych trudnych sytuacjach mobilizujemy i utrwalamy nasz „sposób na życie”. Ten sposób służy obronie, lecz wzmacnia zarazem błędne koło cierpienia. Bronimy się, nie chcąc więcej wiedzieć o sobie. Aktywnie narażamy się na przykre sytuacje, powtarzamy dawne doświadczenia, nie będąc świadomymi pierwowzoru. Przeciwnie, mamy poczucie, że nasza sytuacja wynika z aktualnych okoliczności.
Pacjent w relacji z terapeutą również powtarza nieświadome pragnienia i obawy, dziecięce wzorce reagowania wobec rodziców, które przeżywa tak, jakby odnosiły się do teraźniejszości (określa się to pojęciem przeniesienia). Zakłada się, że w ten sposób przejawiają się podstawowe problemy pacjenta, dając terapeucie możliwość zrozumienia natury tego, co pacjent powtarza.
Pani A wśród różnych objawów depresyjnych wymieniła problemy seksualne. Mówiła, że mąż dużo od niej chce seksualnie. O ojcu długo w trakcie terapii nie wspominała. Gdy zaczęła o nim mówić, określała go jednoznacznie negatywnie – jako zachowującego się impulsywnie i prymitywnie wobec kobiet. Dziwiła się matce, że nadal z nim jest i nie rozwodzi się. Twierdziła, że małżeństwo rodziców to mezalians. Widziała ich osobno, bycie razem niosło groźbę awantury. Uważała, że matka nie potrzebowała seksu. To ojciec żądał go i nie przyjmował odmowy. Gdy pani A miała 13 lat, jej rodzina przeprowadziła się do innego miasta. Pacjentka podkreślała, że z ojcem nie dałoby się mieszkać. Rodzice ulegli niechęci córki, gdy dostała ona silnych objawów psychosomatycznych – cierpiała na zawroty głowy, omdlenia. Zamieszkała więc u cioci.
Melanie Klein, rozwijając pojęcie kompleksu Edypa, w którym miłości dziecka do rodzica płci przeciwnej towarzyszy chęć usunięcia, jako rywala, rodzica tej samej płci, podkreśliła uczucia zawiści dziecka wobec seksualnej relacji matki i ojca oraz nienawiści z powodu wykluczenia z pary rodzicielskiej. R. Money-Kyrle dowodzi, że człowiek jest niechętny odkrywaniu prawdy o seksualności rodziców i unika pełnego doświadczenia sytuacji edypalnej. Zdrowie psychiczne jako realistyczna relacja ze światem zewnętrznym i odróżnianie go od wewnętrznego świata jest wynikiem akceptacji więzi między matką i ojcem – konstatuje brytyjski analityk Ronald Britton.
Pacjentka A nie była wstanie przyjąć, że jest owocem seksualnej relacji rodziców. Starała się niszczyć tę relację, jak również własną seksualność wobec męża. Negowała seksualność matki w poczuciu, że matkę łączy z ojcem coś, co dla niej jest niedostępne. Starała się widzieć rodziców jako osobnych. Stwierdzenie o mezaliansie rodziców wyrażało poczucie pani A, że składa się ona z dwóch osobnych części. Można powiedzieć, że objawy, z jakimi zgłosiła się na terapię, wynikały z odłączenia w sobie części skojarzonej z ojcem.
W czasie sesji pacjentka zachowywała się biernie, czuła się nierozumiana. Zaprzeczała swoim potrzebom i umieszczała je we mnie. Wiele wysiłku kosztowało mnie utrzymanie z nią kontaktu, co wyrażało się moją dużą aktywnością i irytacją. Z czasem stało się dla mnie jasne, że skłonny jestem reagować na nią tak, jak kiedyś jej ojciec. Pacjentka skarżyła się na impulsywnego i nadmiernie aktywnego ojca (a potem męża), co uniemożliwiało z nim kontakt – nie będąc świadomą własnego aktywnego w tym udziału. Nieświadomie dążyła do tego, abym odegrał złego ojca z jej przeszłości (mechanizm identyfikacji projekcyjnej).
W fazie dojrzewania psychoseksualnego, czyli stawania się kobietą, pani A odczuwała intensywne pragnienia i obawy w relacji z obojgiem rodziców. Córka pragnie wtedy, aby jej kobiecość była przez ojca zauważona i zaakceptowana. Można przypuszczać, że pacjentka nieświadomie obawiała się, że zamieszkanie razem z rodzicami spowodowałoby wybór jej jako kobiety przez ojca i tym samym zwycięstwo córki nad matką. Objawy psychosomatyczne pani A były więc wyrazem wykluczenia, a także obrony przed nieakceptowanymi pragnieniami i w związku z tym poczucia seksualnej nieatrakcyjności. W poczuciu pacjentki ojciec odrzucił jej ciało (płeć) i ona sama teraz atakuje ten aspekt siebie.
Freud obserwował, jak półtoraroczny chłopiec bawi się szpulką. Pozwoliło mu to zrozumieć powtarzanie czegoś, co przykre, z zamianą biernego w aktywne, roli krzywdzonego i krzywdziciela. Przez kilka tygodni Freud mieszkał w domu, w którym przebywało małżeństwo z dzieckiem. Zwrócił uwagę, w jaki sposób chłopiec reagował, gdy matka opuszczała go na jakiś czas.

[nowa_strona] Otóż bawił się szpulką owiniętą sznurkiem: trzymaną za sznurek szpulkę chłopczyk rzucał do swojego łóżeczka, a następnie z radością, ciągnąc za sznurek, wydobywał ją z łóżka. Treścią tej zabawy było znikanie i powracanie. Dziecko w ten sposób zamienia bierność przykrego przeżycia bycia opuszczanym przez matkę na aktywność w zabawie, w której ono sprawia przykrość (wydobywanie szpulki z łóżka), jakiej samo doświadczył...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy