Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

POWIEM MAMIE, ŻE MNIE ZGWAŁCIŁEŚ

0 265

To brak wiary w miłość jest źródłem gier w seksie. Jeżeli nie wierzę w to, że mogę być kochany i kochać, nie zostaje nic innego, jak sięgnąć po podstępne działania, aby przeżyć choćby namiastkę akceptacji. Źródłem gier w seksie jest brak wiary w to, że mogę kochać i być kochanym – twierdzi JAROSŁAW JAGIEŁA.

Podczas seminarium z analizy transakcyjnej jedna ze studentek stwierdziła: „Mam poczucie, że mężczyźni najczęściej traktują seks jak rozrywkę lub zawody sportowe, kobiety natomiast uznają seks za swoistą grę”. Trudno odmówić jej wnikliwości. Mam jednak przeświadczenie, że mężczyźni podejmują różne gry seksualne tak samo często (a może i częściej?), jak ich partnerki. Różnica dotyczy co najwyżej tematyki gier. Mówiąc najprościej: o co innego chodzi kobietom, o co innego mężczyznom. Jeżeli przyjmiemy w uproszczeniu, że gra psychologiczna jest pewną formą udawania w kontaktach między ludźmi, to pewnie dzieje się tak, że panie najczęściej pozorują satysfakcję z kontaktów seksualnych (możemy to nazwać grą w „Orgazm”), panowie natomiast udają niesłabnące zainteresowanie i fascynację seksualną swoimi partnerkami. Czasem tylko trudniej im ukryć prawdziwe odczucia. Dobrze ilustruje to dialog między Helą i Marianem z kabaretu „Koń Polski”. Zaniedbana Hela nieustannie dopytuje: „Marian, no powiedz wreszcie, czy ty mnie kochasz, czy ty mnie nie kochasz”. A Marian z kamienną twarzą odpowiada niezmiennie: „No!”. Gra w „No!” bywa dla wielu mężczyzn ulubioną formą spędzania czasu.

Gry w dziedzinie seksu bywają czymś więcej niż tylko udawaniem. Rozgrywają się na kilku psychologicznych płaszczyznach równocześnie. Na płaszczyźnie zewnętrznej ktoś mówi coś do kogoś lub zachowuje się w określony sposób. Za tą fasadą kryje się wymiar wewnętrzny, który prowadzi do sekretnego celu i tak naprawdę jest najważniejszy. Dlaczego podejmujemy gry? Bo czerpiemy z nich korzyści zwane wypłatami psychologicznymi. Taką korzyścią jest możliwość przeżywania określonych uczuć, utwierdzanie się w swej roli, potwierdzanie sobie obrazu świata itp. Im bardziej gra jest udana, tym więcej w niej różnorodnych wypłat. Choć w przypadku gier seksualnych rodzą się silne emocje, to nie zbliżają one ludzi, lecz przeciwnie – oddalają ich od siebie. Najczęstszą pozorną korzyścią z gier jest właśnie uniknięcie intymności. Chronią nas też one przed przejawianiem spontaniczności, otwartością w stosunku do drugiej osoby, świadomością siebie, wzięciem odpowiedzialności za swoje wybory i życie. Ten lęk przed autonomią jest zarazem lękiem przed przeżywaniem miłości. Poddanie się miłości i otwarcie na drugiego człowieka niesie ze sobą niebezpieczeństwo zranienia. Można zaryzykować twierdzenie, że to właśnie brak wiary w miłość jest podstawowym źródłem gier w dziedzinie seksu. Jeżeli nie wierzę w to, że mogę być kochany i kochać innych, nie pozostaje mi nic innego, jak sięgnąć po podstępne i ukryte działania po to, aby przeżyć choćby namiastkę akceptacji. Psychologiczne gry w dziedzinie seksu są niczym innym, jak walką z samym sobą.

Każda gra jest nieuczciwa. Podstępność gry polega na tym, że zawiera ona przemyślną pułapkę, jaką ktoś zastawia na drugą osobę. Prowokacja służy zaskoczeniu i wciągnięciu w matnię. To jakby rozciągnięcie „pajęczej sieci” na przeciwnika, który niczego nie podejrzewa. Osoba rozpoczynająca grę ma tezę, zwaną też sloganem. Zakłada ona, jak mają zachować się inni ludzie, jaką rolę przyjąć, co mają jej potwierdzić. Teza może brzmieć: „Wszystkim mężczyznom chodzi tylko o jedno” lub „Wszystkie kobiety to k..., oprócz mojej matki” (jak mówi włoskie powiedzenie). Natomiast antyteza gry to próba ujawnienia tego ukrytego komunikatu. Rozpoznanie sloganu gry i umiejętność wyrażenia antytezy bywa najskuteczniejszym sposobem poradzenia sobie w sytuacji, gdy ktoś usiłuje podjąć z nami grę. Można więc odpowiedzieć: „Z całą pewnością nie wszystkim mężczyznom chodzi o to jedno, mnie na przykład nie tylko o to chodzi” lub „Bardzo szanuję twoją matkę, a o sobie nie myślę w taki sposób”.

Skarbnica gier jest niewyczerpana. Eric Berne twierdzi, że niemal wszystkie gry seksualne są wariantami gry o nazwie „Gwałt” (gra dwustronna) lub gry „Zróbmy mamie na złość” (gra trójstronna). W przypadku tej pierwszej nie chodzi o gwałt jako przemoc w sensie dosłownym. Z reguły zapoczątkowuje tę grę uwodzicielskie zachowanie, które trafia na pragnienie seksu albo władzy u partnera, co powoduje, że przejmuje on inicjatywę erotyczną. Wtedy następuje typowa dla gry zmiana. Na przykład między dziewczyną a chłopakiem dochodzi do namiętnego i pełnego uniesień spotkania. A gdy oboje już ochłonęli, ona oświadcza mu: „Tylko nie myśl sobie, że się w tobie po tym wszystkim zakochałam”, lub on stwierdza: „Jesteś prawie tak dobra w tych sprawach, jak Baśka (która miała fajny biust)”. Okazuje się wówczas na przykład, „że nie o to do końca chodziło” albo „że być może i o to chodziło, ale...”. Role ulegają odwróceniu. Ktoś, kto był dotąd psychologiczną ofiarą, zmienia się nagle w nieprzejednanego prześladowcę.

W łagodnej grze w „Gwałt” do niczego poważnego nie dochodzi, gdyż obie strony pozostają w przeświadczeniu, że „dalej posunąć się nie możemy”. Wypłata jest tu więc mizerna. Ona i ona zyskują tylko dobre samopoczucie i nadzieję, że w przyszłości „być może będzie coś więcej...”.
Bardziej zaawansowana postać gry oparta jest na sloganie: „Mimo tego, co zaszło, ja wcale nie jestem taka, jak sobie o mnie myślisz”. Zapłata to z jednej strony złośliwość, z drugiej odrzucenie. Ona może poczuć złośliwą satysfakcję, że nie do końca ją zdobył. On, mając zaniżoną samoocenę, dostał to, na co w swoim mniemaniu zasługiwał.

Gra o najwyższym stopniu zaawansowania zawiera slogan: „Ja i tak powiem mamie, że mnie zgwałciłeś”. Zapłatą jest tu ze strony inicjatora gry usprawiedliwienie dla seksu (tak naprawdę tego pragnął), natomiast ze strony partnera lęk (co będzie, jak się wszystko wyda). Takie wypłaty, które są psychologicznymi talonami (czyli uczuciem, które można zamienić na zachowanie, np. złość na „prawo” do zrobienia awantury), można „zbierać” jak bony rabatowe w supermarkecie i niekoniecznie od razu zamieniać na walutę w postaci określonego postępowania: porzucenie rodziny, odmowa współżycia, rozwiązłość, alkoholizm, stosunek homoseksualny itd.

Gra w „Gwałt” ma wiele odmian i wariantów, między innymi: „Zobacz, do czego mnie zmusiłeś” (ciąży, utraty dziewictwa itp.), „Pistolet-Zabawka” – w której „coś wystrzeliło”, choć nie musiało („O Boże, tak naprawdę tego nie chciałem” – a przecież trudno było nie zauważyć, że to „strzela prawdziwymi ostrymi nabojami”). Inicjatorem gry może być mężczyzna. Wtedy jego slogan brzmi na przykład tak: „Nic nie pamiętam, bo byłem pijany, trzeba się było obrócić do ściany” (co usłyszeć można w jednej ze śląskich piosenek) lub „Dlaczego nie wzięłaś pigułki”. A starsi panowie mówią: „Wycisnęłaś mnie jak gąbkę”, „Przez ciebie ten zawał” itp.

Gra w „Gwałt” ma dwie wersje. W pierwszej prowadzona jest według reguły „tak..., ale...” (forma oznajmującą i rozkazującą): TAK, podobasz mi się i nawet zgodziłabym się na stosunek (tj. ten „straszny gwałt”) z tobą, ALE najpierw zdeklaruj, że się ze mną ożenisz, że rozwiedziesz się z ż...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy