Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Porządny człowiek to ja

0 246

Przeciętny człowiek uważa się za bardziej uczciwego, miłego i szczerego od typowego członka grupy własnej, a jednocześnie za mniej kłótliwego, leniwego i niemoralnego.

Wyobraź sobie, że na Twoim osiedlu zdarzyła się awaria sieci wodociągowej. Ile wody z naprędce podstawionego beczkowozu nabierzesz Ty sam, a ile Twoi sąsiedzi z osiedla? Takie pytanie kilka lat temu postawili profesorowie Janusz Grzelak i Bogdan Wojciszke reprezentatywnej próbie 1655 Polaków w wieku od 16 do 70 lat. W odpowiedzi 52 proc. badanych przewidywało, że nabraliby „trochę mniej niż im samym trzeba, tak żeby dla wszystkich starczyło”, 27 proc. deklarowało, że wzięliby dokładnie tyle, ile im by było potrzebne, a jedynie niespełna co piąty (18 proc.) twierdził, że wziąłby „tyle wody, żeby mieć bezpieczny zapas na następne godziny”.

Mogłoby się zatem wydawać, że Polacy to ludzie na wskroś uczciwi, w swoim postępowaniu kierujący się dobrem innych, gotowi zrezygnować z własnego komfortu na rzecz innych, słowem altruiści. Poczekajmy jednak z wnioskami. Ci sami badani odpowiadali również, jak zachowają się ich współtowarzysze niedoli – sąsiedzi. W opinii 19 proc. badanych, współmieszkańcy będą brać nieco mniej wody niż im potrzeba, mając na uwadze to, by starczyło jej dla wszystkich. Co piąta osoba (22 proc.) przewidywała, że inni będą brać tyle wody, ile im aktualnie potrzeba.

Dokładnie połowa badanych sądziła, że inni będą brać wodę na zapas.

Wyniki te świadczą, że „przeciętna osoba uważa się za lepszą od przeciętnej osoby”. Prawidłowość ta ma uniwersalny charakter i wydaje się dotyczyć ludzi w ogóle, a nie tylko Polaków. Zimą 1998 roku w pierwszych dniach „afery rozporkowej” stacja telewizyjna CBS w sondażu telefonicznym zapytała Amerykanów, jak bardzo są zainteresowani pikantnymi szczegółami z życia seksualnego ówczes-nego prezydenta USA Billa Clintona. Wyniki wskazywały na nikłe zainteresowanie. Jedynie 7 proc. pytanych deklarowało „fascynację” tym tematem, a 50 proc. było „zupełnie niezainteresowanych”. Jednak, gdy podobnie jak w badaniu Grzelaka i Wojciszke zapytano o ocenę zainteresowania innych, to okazało się, że 25 proc. badanych uważa, iż inni Amerykanie są „zafascynowani”, a tylko 18 proc. uważało, że inni są „zupełnie niezainteresowani”.

Tak więc również w Stanach Zjednoczonych pojedyncze osoby uważają siebie za lepsze, „świętsze” od innych. Jasne jest, że poglądy jednostek na swój własny temat pozostają w logicznej sprzeczności z poglądami na temat innych. Przeciętny człowiek uważa się za bardziej uczciwego, miłego, lojalnego, szczerego, skłonnego do współpracy od typowego członka grupy własnej, a jednocześnie za mniej kłótliwego, kłamliwego, podłego, grubiańskiego, leniwego i niemoralnego – to tylko kilka przykładów z badań nad przypisywaniem sobie cech charakteru.

Zgodnie z rezultatami zebranymi przez Thomasa Gilovicha w Stanach Zjednoczonych: 94 proc. profesorów uniwersyteckich uważa, że są lepsi w tym, co robią, od swoich kolegów. 25 proc. studentów wierzy, że pod względem zdolności interpersonalnych zaliczają się do górnego 1 proc. najbardziej sprawnych. 70 proc. studentów myśli, że są ponadprzeciętnie sprawni w kierowaniu innymi, a tylko 2 proc. uważa swoje zdolności przywódcze za mniej niż przeciętne. W moim sondażu wśród polskich studentów 80 proc. badanych uważało, że lepiej od swoich rówieśników radzi sobie w kontaktach interpersonalnych, a tylko 2 proc. oceniało swoje zdolności interpersonalne za niższe od przeciętnych.

Z badań nad przypisywaniem sobie i innym cech jasno wynika, że ludzie popełniają błąd. Nie jest jednak oczywiste, czy błąd ten polega na nadmiernym upozytywnieniu obrazu własnej osoby przy całkiem trafnym spostrzeganiu innych, czy też na cynicznym zaniżaniu opinii o innych przy w miarę trafnym opisie siebie. Może być również tak, że obie opinie, i o sobie i o innych, są błędne, jednak niewątpliwie mamy do czynienia z błędem. W literaturze błąd ten nosi nazwę błędu obronnego (self-serving bias). Na czym w istocie on polega? Cechy, które badani sobie i innym w badaniach przypisują, są pojęciami abstrakcyjnymi, w których niejako kondensowane są setki cudzych i własnych zachowań z przeszłości, niezwykle trudno jest więc znaleźć tu obiektywne kryterium odniesienia dla opinii. A tylko porównanie ich z twardym, zewnętrznym kryterium mogłoby pozwolić odpowiedzieć na pytanie o źródło błędu.

Zdecydowanie łatwiej uzyskać obiektywny punkt odniesienia dla przewidywań czynionych dla konkretnych, pojedynczych zachowań, np. takich jak w badaniu wodociągowym. Wystarczy tylko zbadać, jak w rzeczywistości zachowają się ludzie w takiej sytuacji i porównać to z przewidywaniami. Całkiem niedawno, bo w latach 90. Nicholas Epley i David Dunning z Cornell University przeprowadzili serię badań, których wyniki zaprzątnęły na chwilę uwagę prasy i opinii publicznej.
Badacze w prosty sposób sprawdzili trafność przewidywań własnych i cudzych zachowań prospołecznych u studentów Cornella. Wykorzystali uniwersytecką tradycję organizowania wiosną każdego roku „Dni Żonkila”, w trakcie których organizacje studenckie sprzedają żonkile, a dochód ze sprzedaży przeznaczany jest na Amerykańskie Towarzystwo Walki z Rakiem.

Obchody „Dni Żonkila” są tak zorganizowane, że niemal każdy bywalec kampusu ma wielokrotnie okazję kupić kwiatek i przyczynić się do walki z rakiem. W 1999 roku na 5 tygodni przed „Dniami Żonkila” Epley i Dunning po jednym z egzaminów poprosili 251 studentów o przewidzenie, czy kupią w trakcie tego święta przynajmniej jeden kwiatek oraz oszacowanie, jaki procent ich kolegów zdecyduje się na zakup. Trzy dni po zakończeniu obchodów „Dni Żonkila” tych samych studentów jeszcze raz zapytano, czy kupili choć jeden kwiatek.

Okazało się, że w rzeczywistości 43 proc. badanych kupiło kwiatek, wobec 83 proc. osób deklarujących chęć zakupu pięć tygodni wcześniej. Natomiast wobec uczestników oczekiwano średnio, że 56 proc. z nich zreaguje. Tak więc badani studenci mocno sobie schlebiali w swoich przewidywaniach, ale też, co warto podkreślić przeszacowali dobroczynność ze strony innych. Wynik ten wskazywałby na to, że nielogiczność błędu obronnego bierze się zarówno z błędnego spostrzegania siebie, jak i innych. Problem w tym, że oczekiwalibyśmy, że błąd przewidywań w stosunku do innych będzie raczej polegał na niedoszacowaniu uczynności innych, a nie przeszacowaniu, jak to miało w istocie miejsce. Badacze musieli szukać bardziej rozstrzygających danych w kolejnych badaniach.

W jednym z nich badanych podzielono na trzy grupy, pierwsza była grupą kontrolną, a zachowania jej członków miały posłużyć za twarde kryterium odniesienia dla przewidywań osób z dwu pozostałych grup. Zadanie osób z grupy kontrolnej polegało na wypełnieniu pakietu kwestionariuszy i skal, co zajmowało przeciętnie 20 minut. Po zakończeniu pracy badani oddawali kwestionariusze eksperymentatorowi, wręczającemu im niezaklejoną kopertę, w której znajdowało się 5 dolarów wynagrodzenia za udział w badaniu oraz kartka z dalszymi instrukcjami.

Po otrzymaniu koperty badani powracali na swoje miejsca i zapoznawali się z treścią instrukcji. Wynikało z niej, że jeśli mieliby takie życzenie, to mogą całość lub część swojego wynagrodzenia przeznaczyć na jedną z trzech organizacji charytatywnych: Armię Zbawienia, Amerykański Czerwony Krzyż lub na Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami. W kopercie znajdowały się materiały promocyjne każdej z tych organizacji. Jeśli badany decydował się na wsparcie którejkolwiek z nich, zaznaczał to w kwestionariuszu, wkładał do koperty deklarowaną kwotę pieniędzy, zaklejał i mając gwarancję anonimowości, oddawał eksperymentatoro-wi. Jeśli ktoś nie decydował się na dobroczynny gest, to po prostu oddawał zaklejoną kopertę z materiałami, ale bez pieniędzy.

Badani z dwóch pozostałych grup zapoznawali się z procedurą badania dla grupy kontrolnej i przewidywali, jak zachowaliby się w takiej sytuacji oni sami oraz ich rówieśnicy. W rzeczywistości na przeznaczenie pieniędzy na cel dobroczynny zdecydowało się 62 proc. badanych z grupy kontrolnej. 100 proc. osób z obu grup dokonujących przewidywań zadeklarowało, że dokonaliby wpłaty, jednocześnie badani pesymistycznie przewidywali, że tylko 51 proc. ich rówieśników okaże się równie wspaniałomyślnych jak oni. Wyniki wzięte razem wydają się uprawniać do sformułowania wniosku, że błąd obronny przynajmniej w domenie zachowań prospołecznych polega na tym, że ludzie mylą się raczej w przewidywaniach czynionych w stosunku do własnej osoby niż do innych. W całej serii badań Epley’a i Dun-ninga średni błąd przewidywań dla zachowań własnych wyniósł 32 proc., a dla zachowań innych tylko 4 proc.

Skoro ludzie posiadają stały dostęp do informacji o sobie, znają własne pragnienia, cele, słabości (nie wszyscy psychologowie zgodzą się z taką optymistyczną wizją samowiedzy, ale w porównaniu z dostępnymi informacjami o innych bogactwo samowiedzy musi robić wrażenie), to dlaczego trudniej im trafnie przewidywać...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy