Dołącz do czytelników
Brak wyników

Między słowami

14 czerwca 2020

NR 2 (Luty 2018)

Poradniki ze skunksa

58

Jeśli zastosujemy się do porad z niektórych poradników, to swego domu nie pokochamy, a stanie się on miejscem opresyjnym.

Do poradników podchodzę jak pies do jeża, co oznacza zarówno ostrożność, jak i cień niechęci. Tyle frazeologizm, a praktyka sobie. Gdy mieszkałem w Ameryce Środkowej, pies sąsiadki zaciekle i z chęcią nieustającą podchodził do jeżozwierzy. Kończyło się to zawsze kilkoma kolcami wbitymi zazwyczaj w nos. Potem oczywiście weterynarz, a za tydzień powtórka ze zbliżeń (jednostronnych) psa do jeżozwierzy.

Zatem praktyka nie potwierdzała porzekadła o tym, że uczymy się na błędach. Otóż niezbyt i nie zawsze, chyba że – niedawno przyszło mi to do głowy, gdy robiłem przegląd zwierząt, z którymi mieszkałem – szło o miłość, a ta jak wiemy bywa ślepa. 

A więc w ogrodzie wynajmowanego domu w Kostaryce mieszkały pancerniki, które ciągle coś kopały. Na bananowcu zaś mieszkał leniwiec. Nie był szybki, miał ogromne pazury i kły oraz kolor zielonkawy. Ktoś mi wyjaśnił, że to mchy czy jakieś porosty. Pomagają leniwcom wtopić się w otoczenie. Swoją drogą trzeba naprawdę być niespiesznym, by dać się „doścignąć” porostom czy jakimś pleśniom. 

Poza tym u innego sąsiada mieszkał jednooki krokodyl. Oswojony i z wolnego chowu. Kiedyś mój przyjaciel po zakrapianym wieczorze potknął się oń i natychmiast wytrzeźwiał. 

Ze zwierząt, z którymi mój kontakt był okazyjny, wspomnę o skunksie gwatemalskim. Jechaliśmy wieczorem autem. Nagle coś na drodze, więc hamowanie. Tym czymś był skunks. Nasze hamowanie dało mu dość czasu, by się na nas wypiąć i trysnąć aromatami w chłodnicę samoch...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy