Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

POLETKO PLOTEK

0 246

Błahe lub budzące jednoznaczne emocje tematy rozmów są ceną, jaką płacimy za chwile poczucia, że nie jesteśmy osamotnieni na tym świecie.Powody, dla których często sięgamy w rozmowie po tematy błahe, analizuje WIESŁAW BARYŁA.

Rozmawiamy – dyskutując, rozmawiamy – plotkując, rozmawiamy – flirtując, przekonując kogoś lub mu pomagając. Niemal żaden nasz kontakt z ludźmi nie może się obejść bez zamienienia choćby kilku słów. Ostentacyjnie nie rozmawiamy z osobami, z którymi się gniewamy lub które odrzucamy. Rozmawiamy o pogodzie, o sztuce, o jedzeniu, o alkoholach, o pracy, o polityce, o miłości, o seksie i sensie życia. Mówimy innym o sobie, o trapiących nas kłopotach i uszczęśliwiających radościach, ale najczęściej tematem rozmów są inni ludzie: członkowie rodziny, przyjaciele, koledzy, znajomi, znane osobistości życia publicznego albo gwiazdy i gwiazdki popkultury.

Jaki jest cel takich rozmów i co daje nam obgadywanie siebie? Pytanie to od lat sprawia ogromne kłopoty psychologom i antropologom. Ostatnio stało się jeszcze bardziej kłopotliwe, bo od jakiegoś czasu ludzie namiętnie oddają się rozmowom i plotkowaniu o osobach znanych im tylko z ekranu telewizora, o bohaterach telenowel czy programów typu reality show. Jest oczywiste, że codzienne gawędzenie z innymi sprawia nam przyjemność, nawet wtedy, gdy poruszane tematy nie są same w sobie przyjemne. Skąd płynie ta przyjemność?

Spośród wszystkich ludzi na świecie każdy z nas najbardziej lubi swoich najbliższych i siebie samego. Aby osoby najbliższe uzyskały i utrzymały (jeśli jest to np. przyjaciel bądź partner) lub tylko utrzymały (jeśli jest to krewny) swój status osoby bliskiej, muszą być psychologicznie podobne do nas. Najsilniej na owe sympatie wpływa podobieństwo poglądów, postaw i opinii. Powody są co najmniej trzy. Po pierwsze, osoba mająca podobne poglądy oceniana jest przez nas pozytywnie. Lubimy samych siebie, więc gdy spostrzegamy, że ktoś wyznaje poglądy czy wyraża opinie podobne do naszych, dochodzimy do wniosku, że to człowiek rozsądny i dobry. Po drugie, podobieństwo jest nagradzające, bo potwierdza nasze własne reakcje i poglądy. I wreszcie po trzecie, ze stwierdzonego podobieństwa wynika oczekiwanie, że ta osoba będzie nas lubić, a oczekiwanie to budzi automatycznie odwzajemnioną sympatię do niej.

Tak więc w trakcie rozmowy możemy zyskać aprobatę rozmówcy i sami kogoś polubić – pod warunkiem, że wymiana zdań pozwoli nam na ustalenie wspólnoty opinii i postaw. O tym, że lepiej jest być lubianym niż nielubianym i że pozyskiwanie czyjejś sympatii jest przyjemne, nie trzeba chyba nikogo przekonywać.
Zgodnie z powyższym rozumowaniem, codzienne rozmowy służą ludziom głównie do budowania pozytywnych relacji z innymi. Niemniej ważne jest, że rozmawiając, zarażamy się nawzajem myślami. Tory Higgins i William Rholes pokazali, że „powiedzieć znaczy uwierzyć”. A więc wspólnie wypracowane, jednobrzmiące opinie lub deklaracje w doskonały sposób dostrajają do siebie umysły rozmówców. Zgodni w swoich wypowiedziach interlokutorzy stają się po pewnym czasie mentalnymi bliźniakami i każdy z nich na podstawie analizy własnych myśli może z dużą trafnością odgadywać myśli drugiego, a zatem i przewidywać jego zachowania. Proces dostrajania umysłów w trakcie zgodnej rozmowy nie jest żadnym tajemniczym zjawiskiem i wynika z prostych praw aktywizacji i dostępności reprezentacji poznawczych zgromadzonych w pamięci. Obecność podobnej myśli w strumieniu świadomości jest tym bardziej prawdopodobna, im krótszy czas upłynął od ostatniej jej tam bytności, im częściej treść ta pojawiała się w przeszłości oraz im bardziej zgodna jest z bieżącymi celami i motywami jednostki.

Rozmowa, której uczestnicy nie dyskutują ze sobą, a jedynie potwierdzają sobie nawzajem słuszność własnych reakcji i opinii, stwarza idealne warunki do synchronizacji treści myśli. O posiadaniu mentalnego bliźniaka lub bratniej duszy marzył chyba każdy z nas – zwykła, codzienna paplanina może ziścić nam to marzenie przynajmniej na krótką chwilę.

Może być jednak odwrotnie, gdy rozmowy przerodzą się w dyskusję lub – co gorsza – w spór i jasnym się stanie, że o wspólnocie dusz, opinii i postaw nie ma mowy. Dlatego przed każdą rozmową pojawia się problem, o czym rozmawiać. Najlepiej, jeśli dobry temat spełni dwa warunki. Po pierwsze, każdy z uczestników rozmowy powinien mieć coś do powiedzenia. Po drugie, temat rozmowy powinien dawać im szansę ustalenia zbieżności w opiniach i reakcjach. Tak się składa, że oba te warunki doskonale spełniają tematy błahe, miałkie i trywialne, na przykład problemy czarno-białych bohaterów popkultury. Mają one również i tę zaletę, że w razie pojawienia się jakiejkolwiek różnicy zdań łatwo ją zbagatelizować, a w ostateczności zmienić temat rozmowy.

„Gwiazdy” szklanego ekranu są wdzięcznym i bezpiecznym tematem rozmów, ale trudno o nich rozmawiać w nieskończoność. Zawsze warto mieć w zanadrzu sprawdzony temat lub informację, którą można szybko opowiedzieć i która daje gwarancję, że wzbudzi zainteresowanie, zostanie zaakceptowana jako prawdziwa, a reakcje słuchacza będą podobne do naszych. Takich informacji jest bardzo dużo. Są to po prostu... plotki oraz coś, co u nas zwykle również określa się mianem plotek, a co w języku angielskim nazywane jest – „urban legends”, czyli legendy miejskie. Przykładem mogą być chociażby pojawiające się uporczywie w latach 70. pogłoski, że McDonald’s w celu obniżenia kosztów dodaje do hamburgerów mielone dżdżownice (w rzeczywistości pozyskanie kilograma dżdżownic byłoby znacznie droższe od kilograma wołowiny!). W PRL-u w tym samym czasie rozpowszechniano opowieść o krążącej po kraju czarnej wołdze, której kierowca miał uprowadzać samotnie bawiące się dzieci.

Plotki i legendy miejskie są idealnymi motywami rozmowy, która ma prowadzić do budującej konkluzji: „Reagujemy na świat zupełnie tak samo”, „Jesteśmy bardzo podobni”, „Jesteśmy bratnimi duszami”. Przynajmniej niektóre legendy miejskie i plotki charakteryzują się wysoką wiarygodnością, zawierają moralne nauczki i – co najważniejsze – budzą we wszystkich odbiorcach bardzo podobne reakcje emocjonalne.

Na te właściwości legend miejskich zwrócili uwagę Chip Heath ze Stanford University oraz Chris Bell i Emilly Sternberg z Duke University. Badacze ci postawili hipotezę, że im większa zdolność wzbudzania przez plotkę silnej i jednoznacznej reakcji emocjonalnej, tym bardziej ludzie skłonni są taką plotkę rozpowszechniać...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy