Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

POKUSY I ROZSĄDEK

0 727

Niewinne pokusy ubarwiają życie, przynosząc dużo radości. Gdy jednak uleganie zachciance niszczy cel, na którym nam bardzo zależy, pojawia się poczucie winy.

Pokusa – to słowo zniewalająco pociągające. Zawiera w sobie coś słodko niedozwolonego i jak każdy zakazany owoc oferuje dreszcz podniecenia i obietnicę ekstazy. Czy iść za nią, czy się powstrzymać? Każdy z nas dokonuje zapewne bilansu zysków i strat. Sądzę, że jeśli te pierwsze przeważają, warto ulegać pokusom, bo bez tego świat wyda się szary, ponury i zły. Jednak nie zawsze da się zastosować tę formułę tak prosto. Stare, dobre, psychologiczne prawo efektu podkreśla, że dążymy do przyjemności, unikając przykrości w różnych dziedzinach życia. Niestety, na drodze do ważnych i akceptowanych społecznie celów, których osiągnięcie pozwala przeżyć głęboką satysfakcję (np. zdanie trudnego egzaminu), często musimy rezygnować z drobnych, zabierających czas przyjemności (kino, impreza), czyli skazywać się na niezadowolenie. Oczywiście ludzie są różni i mają odmienne podejście do tej kwestii.
Ze względu na podatność na pokusy, częstość ulegania i stopień świadomości podzieliłabym ludzi na:

  • smutnych cierpiętników, którzy odmawiają sobie wszystkiego, co nie znalazło się w maniakalnym programie wyrzeczeń albo co wykracza poza jego surowe normy;
  • mocno dzierżących cugle, którzy umieją zarówno wytrwale zmierzać do mety, jak i cieszyć się życiem, ulegać chwilowej słabości, niezagrażającej głównemu celowi;
  • zawstydzonych zbaczaniem z wytyczonej drogi, choć na ogół zdarza im się to względnie rzadko, zasadniczo jednak bardzo się pilnujących i niepozwalających sobie na rozprzężenie;
  • bezsilnych wobec urody życia, pozwalających kusić się stale i wszystkiemu;
  • ryzykantów, świadomie stawiających wszystko na jedną kartę, aby dodać życiu smaku.

Cierpiętnicy są smutni, bo stale sfrustrowani. Mają innym za złe, że śmieją się i dobrze bawią, że korzystają z rozlicznych uroków życia. Czują się zmuszeni do stylu życia, z którym źle się czują – z powodu norm społecznych (nakazy i zakazy), wymagań otoczenia lub ograniczeń przyjętych przez nich samych. Czerpią przyjemność z wykazywania innym, że są słabi, niemoralni i gorsi. Trudno czuć się swobodnie w towarzystwie frustratów, bo najczęściej sami nie bardzo siebie lubią. Erich Fromm powiedział kiedyś, że nie można w pełni kochać ludzi, gdy nie kochamy siebie. Trawestując to stwierdzenie, można by rzec: nosząc w sercu żal, gorycz, niespełnione marzenia, łatwo mieć pretensje do całego świata i prowokować konflikty.
Dzierżący w rękach cugle swojego życia są mocni psychicznie, odpowiedzialni i myślą niezależnie. Dla pokusy nie zrezygnują z ważnego punktu swojego życiowego programu. Jednak od czasu do czasu pozwalają sobie na odrobinę szaleństwa, powracając potem do kontrolowanego nurtu działań. Odstresowani, zarażają innych optymizmem. W ich towarzystwie wszyscy czują się dobrze. Nie udaje się to jedynie zazdrośnikom i cierpiętnikom.

Zawstydzeni zbaczaniem z raz obranej drogi mają na ogół dobrze utrwalone zasady właściwego postępowania, stąd wstyd, gdy przekonują się, że trudno być ideałem. Są wobec siebie twardzi i dlatego gniotą ich wyrzuty sumienia, kiedy ulegną jakiejś słabości, na ogół starannie skrywanej przed światem. Czując się grzesznikami, są – na zasadzie sympatii do podobnych sobie – stosunkowo wyrozumiali wobec ludzi, którzy także niekiedy odstępują od oficjalnie głoszonych zasad.
Bezsilni przypominają marionetki targane wiatrem. Folgowanie każdej zachciance psuje charakter. To najczęściej ofiary tzw. bezstresowego wychowania, nieprzygotowane do odraczania realizacji pragnień, czyli do wytrwałości i konsekwencji w działaniu. Wszystkich wokół obarczają winą za swoje życie bez planu, od pokusy do pokusy. Przypisanie winy sobie zmusiłoby zapewne do ograniczeń. Bezsilni często uciekają w mitomanię i fantazje. Rzadko są zadowoleni ze swojego życia, bo też nie bardzo mają się czym pochwalić, a ponadto drobne przyjemności szybko im powszednieją. Wrogowie bezsilnych to bezmyślność, czyli niechęć do przewidywania negatywnych skutków własnych działań, egoizm i nieliczenie się z innymi ludźmi.
Ryzykanci lubią mierzyć się z niebezpiecznymi sytuacjami i ludźmi. Kochają wygrywać. Dobrze wiedzą, że za szaleństwa trzeba czasem słono zapłacić, ale wolą to niż życie szare i nudne. Mają duże zapotrzebowanie na stymulację, czyli ich dewiza brzmi: lepiej skonać, niż żyć w monotonnym marazmie. Życie ma być barwne, pełne wyzwań, nieprzewidywalne, z niespodziankami. Zbyt częste uleganie pokusom, zwłaszcza gdy nie liczymy się z innymi ludźmi, rozzuchwala. Niektórym ryzykantom zaczyna się wydawać, że mogą sobie pozwolić na więcej niż inni. Oczywiście nie są wyższą formą istnienia białka. Mają złudzenie, że panują nad tym, co się dzieje, jednak przy zbyt częstym pobłażaniu sobie to raczej pokusy zaczynają nimi rządzić.
Cele bywają różnego kalibru, zarówno pod względem treści, jak i natężenia pragnienia. Im dłużej zastanawiam się nad tym, co jest ważne, a co błahe, tym większy mam z tym kłopot. Rodzina, miłość, ukochana praca – o to pewnie warto bić się za wszelką cenę, nie ulegając pokusie zejścia z drogi. Czy równi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy