Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

26 kwietnia 2016

Pokora chroni

114

Można nauczyć się serwisować swój organizm w sytuacji niszczącego stresu. Warto zrewidować przekonania na własny temat, na przykład o swojej niezbędności i omnipotencji - mówi Wojciech Eichelberger.

DOROTA NAWROTEK: – Światowa Organizacja Zdrowia od lat alarmowała, że stres stanie się chorobą cywilizacyjną XXI wieku. Eksperci postulują profilaktykę, w księgarniach całe półki zajmują książki o tym, jak radzić sobie ze stresem, a mimo to większość z nas pada ofiarą nadmiernego przeciążenia...
WOJCIECH EICHELBERGER: – Bo nie wystarczy znajomość teorii. Trzeba też parę rzeczy umieć zrobić i stosować je systematycznie, zwłaszcza że najbardziej zagraża nam stres endogenny, niezależny od sytuacji, w jakiej się znajdujemy, czyli generowany przez nasz własny umysł. Oczywiście stres wywołują również konkretne zewnętrzne okoliczności, lecz te prędzej czy później mijają. Dlatego z powodu stresu szczególnie cierpią osoby, które mają skłonności do generowania autostresu – czyli zamartwiania się i straszenia samych siebie. W dzisiejszych czasach umiejętność kontroli umysłu, czyli świadomego wpływania na nasz proces myślowy i emocjonalny, staje się niezbędna. Zamartwianie się i straszenie się utrzymuje cały organizm w stanie permanentnej mobilizacji stresowej, co blokuje procesy regeneracji i obniża barierę immunologiczną. Dlatego chroniczny stres słusznie uznaje się za praprzyczynę większości chorób cywilizacyjnych.

W tym powszechnym zamartwianiu się uczestniczą zarówno ci, którzy walczą o sukces i uznanie, jak i ci, którzy osiągnęli wszystko, a jednak przeżywają stres, bo nic ich „nie kręci”.
– Ci walczący czasami rzeczywiście chcą zapewnić sobie niezbędny standard życia, ale coraz więcej jest tych, którzy gorączkowo realizują swoje potrzeby neurotyczne. A one mają to do siebie, że kamuflują prawdziwe problemy i deficyty – i w związku z tym nie dają się zaspokoić, więc często przybierają formę uzależnienia lub nawet obsesji. Obecnie jedną
z najczęściej występujących kategorii potrzeb neurotycznych są potrzeby narcystyczne, przejawiające się w nieustannym dążeniu do imponowania otoczeniu i dowartościowywaniu się poprzez nabywanie dóbr. To groźne mechanizmy, które warto dostrzec, nazwać i wyłączyć, by nie stać się ofiarą samych siebie.

POLECAMY

Z kolei w życiu tych, którzy osiągnęli już „wszystko” i czerpią satysfakcję ze swoich osiągnięć, pojawia się poważny kłopot – nie wiedzą, co dalej robić ze swoim życiem, jaki mu nadać sens… Przeżywają stres egzystencjalny. To trudny, ale dobry rodzaj stresu, który zmusza do refleksji, każe szukać w życiu wyższych sensów. Zwykle osoby doświadczające stresu egzystencjalnego znajdują w końcu to, czego szukają, choć często okupują to depresją.
Ale tej szczególnej depresji nie należy szybko pozbywać się przy pomocy środków psychotropowych lub topić jej w alkoholu. Trzeba jej wręcz powiedzieć „witaj smutku” i użyć do poszukiwania tego, czego naprawdę potrzebujemy, aby nasze życie uznać za spełnione.

Ale ludzie doświadczają nie tylko tego egzystencjalnego stresu...
– Są też ludzie, którzy doświadczają stresu realnego – żołnierze na froncie, górnicy na pokładach wydobywczych, strażacy, ratownicy, lekarze, kierowcy tirów, pracownicy autorytarnie zarządzanych korporacji. Tych ludzi trzeba po prostu nauczyć, jak skutecznie i szybko się regenerować, jak mitygować swoją reakcję stresową, czyli nie dolewać oliwy do ognia, i jak serwisować swój organizm w zgodzie z jego fizjologicznymi potrzebami i wymaganiami. Czasami też trzeba ich zachęcić do zrewidowania niektórych przekonań na własny temat, np. przekonania o swojej niezbędności, omnipotencji. To się zazwyczaj udaje, bo osoby, które odczuwają realny stres, chętnie i szybko się uczą.

Przeciążony organizm zwykle wysyła sygnały ostrzegawcze, tak jakby chciał nam powiedzieć „zmień coś, bo się wykończysz”.
– Te sygnały są dość znane, ale i różnorodne. I oczywiście nie występują w jednakowym stopniu u wszystkich. Większość reaguje na stres somatycznie: boli ich kręgosłup, mięśnie, głowa… Oni zwykle mają motywację, żeby coś z tym zrobić, bo symptomy są uciążliwe. Choć najczęściej są całkowicie nieświadomi własnego udziału w tym, co się z nimi dzieje, więc swoje objawy uznają wyłącznie za chorobę ciała. Niechętnie przychodzą do psychoterapeuty czy coacha, wolą iść do lekarza, a lekarz zlikwiduje dokuczliwe objawy i zaczyna się błędne koło leczenia objawowego. Objawy powracają, bo ich przyczyny – leżące zwykle w wyparciu pewnych elementów osobowości – pozostają nietknięte.
Inni reagują na stres emocjonalnie – doświadczają smutku, poczucia bezsilności, depresji.
Są wreszcie i tacy, którzy reagują psychosomatycznie. U nich pierwszym objawem, że dzieje się coś niedobrego, jest bezsenność, kłopoty z łaknieniem, funkcją seksualną. To poważny sygnał stresu. Jeśli budzę się między 3. a 5. rano, wstaję zmęczony, jeśli wszystko, co odbiega od rutyny, nadmiernie mnie drażni, a do tego czuję się coraz bardziej bezradny, to trzeba szukać pomocy u specjalisty.

I co wtedy? Co robić, jak sobie pomóc?
– Jeśli nie mamy dostępu do jakiegoś profesjonalnego wsparcia, to trzeba po prostu samemu podliczyć swój bilans energetyczny i wyrównać dysproporcje. Warto zastanowić się: ile czasu w ciągu dnia mam na odpoczynek, ile na ruch, na przyjemności, na kontakty z innymi ludźmi? Czy przypadkiem nie jest tak, że przez 18 godzin na dobę pracuję? Czy odżywiam się sensownie?
Idealnym wzorem jest model z czasów komuny, gdy się pracowało osiem godzin, potem osiem godzin miało na sprawy swoje i rodziny, a potem osiem godzin spało. Czyli 3 x 8 to idealny system. Teraz nieosiągalny, ale warto się do niego choć trochę przybliżyć.
Bardzo ważną sprawą jest ruch. Zwykle w ciągu dnia mamy wiele momentów mobilizacji stresowej – zawaliliśmy jakiś deadline, ktoś miał do nas pretensje, coś się pokomplikowało, samochód nam się popsuł… Przychodzimy więc do domu totalnie wykończeni i chcemy odciąć się od tego wszystkiego, usiąść na kanapie przed telewizorem i nie robić kompletnie nic. A to jest właśnie najgorsze, co możemy sobie zrobić. Potrzebie bierności absolutnie nie wolno się poddać, bo wtedy popadamy w bardzo szczególny rodzaj zmęczenia – tak zwane zmęczenie implozyjne. Pojawia się w wyniku nieodreagowania ruchem zmobilizowanej przez sytuacje stresowe energii. A więc gdy po powrocie z pracy chce się tylko leżeć, to właśnie wtedy koni...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy