Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Pokolenie T - żeńskie tsunami

76

Prof. dr hab. Janusz Czapiński jest psychologiem, wykładowcą na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego i prorektorem Wyższej Szkoły Finansów i Zarządzania. Opracował kilka teorii dotyczących emocjonalnych i poznawczych mechanizmów adaptacji, między innymi cebulową teorię szczęścia, teorię pozytywno-negatywnej asymetrii i teorię niewdzięczności społecznej. Zajmuje się psychologią zmiany społecznej. Od 1991 roku we współpracy z ekonomistami, socjologami i demografami prowadzi badania nad jakością życia Polaków.

Dorota Krzemionka-Brózda: Badania prowadzone w ramach „Diagnozy społecznej 2005” pokazują, że pojawiło się nowe pokolenie dziewcząt. Mówi Pan o nich: żeńskie tsunami. Jakie są te szesnastolatki?
Janusz Czapiński: – Są zarażone straszną patologią. We wszystkich dotychczasowych badaniach dziewczęta zdecydowanie ustępowały, jeżeli chodzi o złe zachowanie, swoim rówieśnikom. To chłopcy więcej pili i palili. Teraz chłopcy wygrzecznieli, a dziewczęta dorównały, a nawet przegoniły swoich kolegów: ćpają i palą więcej, piją tyle samo. One mnie po prostu przeraziły. Kiedyś w rozmowie nazwałem je sukami. Są bezwzględne, nietolerancyjne, konserwatywne – w sensie utrwalania struktury społecznej opartej na hierarchii siły. W ich obrazie świata silniejsi są na górze, słabsi na dole – i niech ci słabi zginą. Na pytanie, czy wszystkie narody powinny być równe, odpowiadają, że absolutnie nie! Czy wszyscy ludzie zasługują na szacunek? Ich zdaniem: nie! Są lepsi i gorsi!

Rozumiem, że to jest statystyczny obraz, i patologia dotyczy tylko pewnego procentu dziewcząt?
– Tak, ale to przełamanie pokoleniowe jest bardzo wyraźne. Istnieje wręcz przepaść między współczesnymi szesnastolatkami a ich dwa, trzy lata starszymi koleżankami, które w ich wieku były absolutnie różne. Zarazem ze wszystkich badanych osób te szesnastoletnie dziewczęta czują się najbardziej dyskryminowane. No ale mają powód, by tak się czuć. Swoim zachowaniem wywołują odrzucającą reakcję otoczenia.

– Czy ma Pan hipotezę co do genezy tego zjawiska?
– Postawiłem dwie hipotezy. Jedna to czysto psychologiczna, dynamiczna interpretacja, że o tym, jaki człowiek będzie, decydują jego doświadczenia z najwcześniejszego dzieciństwa, z pierwszych trzech lat życia. Te dziewczęta są pierwszym pokoleniem transformacji. Urodziły się tuż przed zmianą systemu lub w jej trakcie. Przypomnijmy sobie, co się wtedy działo z dorosłymi, z rodzicami tych dziewcząt. Pamiętam rozhisteryzowaną kobietę, która biegała po ulicy Grzybowskiej i zawodziła, że zamknęli jej „Różę Luksemburg”. Taka wielka firma państwowa, i co? Z dnia na dzień zamknęli. Co się porobiło, teraz wszystko pozamykają... Ludzie byli przerażeni. Nie wiedzieli, jak się odnaleźć. Po omacku szukali jakichś rozwiązań, kupowali łóżka polowe, żeby zdobyć środki na utrzymanie. Jeśli od tej strony spojrzymy na to, co spotkało wtedy polskie rodziny, w których właśnie pojawiły się przedstawicielki pokolenia transformacji, to zobaczymy symetryczną część procesu społecznego, mniej widoczną, bo ukrytą w domach. To niewątpliwie wiązało się z gorszą opieką nad tymi niemowlakami. Kobiet nie stać było, żeby na czas szukania nowego zajęcia wziąć nianię, która zajęłaby się córką. Poza tym wnosiły one do domów napięcie. Nie jestem szczególnym zwolennikiem Zygmunta Freuda ani teorii determinującego wpływu dzieciństwa. Ale to się musiało odbić na funkcjonowaniu polskich rodzin.

– A druga hipoteza?

– Zjawisko może być niezamierzonym, ubocznym efektem reformy oświaty. Te dziewczęta są pierwszymi rocznikami po wprowadzeniu gimnazjum. Jak się okazuje, reforma oświaty była operacją bez znieczulenia przeprowadzaną na zdrowym organizmie, została dość szybko wprowadzona. W dodatku rygorystycznie pilnowano separacji szkół podstawowych od nowej formuły gimnazjum. Jeżeli nie udawało się przenieść gimnazjum do nowego budynku, to przyłączano je do liceum. Zamurowywano przejścia, były odrębne grona pedagogiczne. W ten sposób chciano odseparować starsze dzieci od młodszych, żeby zapobiec przechodzeniu zarazy, która zaczynała plenić się wśród uczniów szkół podstawowych. A osiągnięto chyba niezamierzony efekt. Stworzono możliwość, by fala tej zarazy szybko ogarnęła ogromną część młodzieży, którą wyprowadzono ze szkół podstawowych do gimnazjów. Można snuć spekulacje, co było głównym powodem radykalnej demoralizacji tych dziewcząt. Może z pozycji starszyzny szkolnej przeszły na pozycję kotów, czyli doświadczyły społecznej degradacji. Może poczuły, że weszły już w pierwszy etap dorosłego życia, i zaczęły się rozglądać za atrybutami nowej roli – roli prawie d...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy