Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

15 maja 2019

Pod własną kontrolą

25

Dziecko łatwo może utracić zdolność do samokontroli. Odzyska ją tylko dzięki pomocy dorosłych, pod warunkiem że oni sami potrafią sprawować kontrolę nad swoimi emocjami.

Jedną z ważniejszych kompetencji życiowych jest samokontrola. To dzięki niej zdobywamy nowe umiejętności, osiągamy wyznaczone cele, życiową stabilizację oraz pozycję społeczną. Szczególnie ważnym elementem samokontroli jest zdolność do odraczania gratyfikacji. Istnieje wiele naukowych dowodów na to, że stanowi ona klucz do życiowych sukcesów. Z kolei osoby, które tego nie potrafią, zdecydowanie bardziej narażone są na zaburzenia psychiczne, uzależnienia oraz problemy z prawem. Dlatego to tak ważne, aby rodzice jak najwcześniej zaczynali uczyć swoje dzieci samokontroli. Dzięki temu mają one szansę szybko opanować niezwykle trudną sztukę odraczania gratyfikacji. Z pewnością zaowocuje to pozytywnie w dorosłym życiu. Aby jednak dzieci mogły uczyć się samokontroli, muszą mieć do tego odpowiednie warunki i stabilną sytuację w domu.

Zaniedbany Tymek

Na pierwszą konsultację mama Tymka umówiła się telefonicznie. Wypytała dokładnie, jak będzie przebiegała wizyta i jak ma się do niej przygotować. Podczas rozmowy wydawała się bardzo niepewna i spięta. Pytała nerwowo, czy jedno spotkanie wystarczy, a jeśli nie, to ile takich spotkań będzie. Poprosiłam, aby przyszła z synem na konsultację, i zapewniłam, że postaram się rozjaśnić jej wątpliwości.

W ustalonym dniu do gabinetu weszła kobieta z trzynastoletnim chłopcem. Wyglądała wręcz przesadnie elegancko. Syn natomiast ubrany był (a przynajmniej mnie się tak wydawało) w za małe, znoszone ubrania. Kontrast w ich wyglądzie od razu rzucał się w oczy. Gdy tylko usied[-]li, matka dała synowi tablet, aby nie przeszkadzał w konsultacji. Następnie zaczęła opowiadać, w czym tkwi problem.

Rodzice Tymka byli bardzo majętni. Gdy się poznali, o kilkanaście lat starszy mężczyzna miał już bardzo dobrze prosperującą działalność. Syn urodził się krótko po ślubie. Jak to określiła matka, „niestety, od początku sprawiał problem”. Tymek dużo płakał, był nerwowy, miewał kolki. Rodzice szukali pomocy u niemal wszystkich specjalistów. Przed każdą wizytą u pediatry chłopiec miał wykonywane wszystkie badania, łącznie ze sprawdzeniem morfologii. Jak twierdziła matka, wszystko po to, aby „obraz stanu zdrowia był holistyczny”. Wizyty odbywały się niezwykle często. Do grona specjalistów dołączali co chwila nowi. Rozpoznania wzajemnie się wykluczały i nikt tak naprawdę nie postawił chłopcu jakiejś rozsądnej diagnozy.

Rodzice byli zrozpaczeni i załamani. W pewnym momencie postanowili zrobić wszystko, byle tylko w domu zapanował względny spokój. Dlatego też natychmiast zaspokajali potrzeby syna i spełniali niemal każdą jego zachciankę. Zanim Tymek poszedł do przedszkola, miał wszystkie modne zabawki, jadł, co chciał, oglądał telewizję, kiedy chciał. Dzięki temu rodzice nie słyszeli marudzenia i krzyków.

W początkowym etapie przedszkola Tymek był po prostu psotnym, wesołym łobuzem, żywym, energicznym, wymagającym uwagi. Później zaczęło się plucie, bicie innych dzieci. Pewnego dnia dostał od nauczycielki karę i w odwecie zaczął dewastować salę. Po wielu uwagach ze strony przedszkola rodzice zmienili placówkę.

W szkole podstawowej problemy się nasiliły – agresja była znacznie większa. Dzieci zaczęły się bać Tymka. Rodzice przenieśli go do innej szkoły. W pewnym momencie matka wpadła na pomysł, by po szkole do jej syna przychodzili prywatni nauczyciele i odrabiali z nim lekcje oraz motywowali go do nauki. Niestety, dało to jeszcze gorsze rezultaty. Chłopiec kompletnie przestał się uczyć i angażować w obowiązki szkolne. Stał się natomiast bardzo agresywny. W domu zaczął niszczyć sprzęty, rzucał się na rodziców. Matka i ojciec wzajemnie obarczali się winą za stan swojego dziecka.
Spotkałam się z nimi zaledwie kilka razy. Ani rodzice, ani syn nie chcieli wdrożyć niczego, co proponowałam, aby poprawić funkcjonowanie ich rodziny. Tymek nie respektował terminów spotkań oraz ustalonych wspólnie zasad. W końcu matka telefonicznie poinformowała mnie o zakończeniu wizyt. Stwierdziła, że podobnie jak w przypadku poprzednich terapii nie widzi oczekiwanych rezultatów.

Powyższa sytuacja pokazuje, że pomimo wysokiego stat...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy