Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Pod ciężarem rodziny

0 409

Coraz więcej dzieci ma problemy z zachowaniem. Niektóre nie odbiegają mocno od powszechnie rozumianej normy, inne bardzo utrudniają życie sobie i innym. Czy przyczyna tkwi wyłącznie w nich samych?

Zgłosiło się do mnie małżeństwo z sześcioletnim synem. Na pozór normalni, dobrze sytuowani ludzie, troskliwie wychowujący dziecko. Wszystko niemal idealnie, tylko zachowanie syna nie przystaje do tego obrazu. Chłopiec ma poważne problemy z koncentracją uwagi, pamięcią, kontaktami społecznymi oraz panowaniem nad emocjami. Kiedy jest poza domem, z dużym trudem kontroluje swoje potrzeby fizjologiczne. Rodzice i szkoła, do której chłopiec uczęszcza, upatrywali przyczyn tych trudności w nim samym. Sześciolatek przeszedł szereg analiz neurologicznych oraz innych specjalistycznych badań. Wszystkie testy medyczne pokazały jednak, że jest zupełnie zdrowy.

Dziecko jako sędzia
Problemy chłopca trwają już kilka lat. Niestety, przez ten długi czas nikt nie poddał szczegółowej analizie jego sytuacji rodzinnej. Już pierwsza wizyta tej rodziny pokazała dość wyraźnie istotę całej sytuacji. Dziecko usiadło grzecznie na kanapie i od razu zaczęło bawić się telefonem. Matka pokazała mi dosyć obszerną dokumentację badań chłopca, po czym krótko opowiedziała o jego problemach. W trakcie wywiadu rodzice kłócili się, nie byli w stanie podać jednoznacznych informacji na temat ich wspólnego życia i biografii syna. Kilka razy zmusili swoje dziecko do dokonywania bardzo trudnych dla niego wyborów, pytając, kto ma rację: mama czy tata. W trakcie wizyty wywołali taki chaos, że trudno było mi poukładać nagromadzone informacje. Co najważniejsze jednak, przez całe spotkanie dziecko siedziało cicho i nieustannie bawiło się telefonem.
Po wizycie stało się dla mnie jasne, że taka sytuacja rodzinna całkowicie dezorganizuje życie wewnętrzne sześciolatka. Angażowany w problemy swoich rodziców, których kompletnie nie rozumiał, czuł się zagubiony w otaczającej rzeczywistości. Życie w ciągłym napięciu i chaosie spowodowało, że uciekał w swój wewnętrzny świat i tylko w nim czuł się bezpiecznie.
Na kolejnej wizycie zasugerowałam, że aby sytuacja chłopca uległa poprawie, rodzice muszą poukładać swoje sprawy osobiste. Jedynie życie w ustabilizowanej emocjonalnie rodzinie zapewni mu spokój i pozwoli uporać się z problemami. O dziwo małżonkowie zgodzili się ze mną i cała rodzina zaczęła korzystać z psychoterapii. Sytuacja przedstawia się coraz lepiej. Małżonkowie zaczęli pracować nad swoją relacją, w której od wielu lat występowały bardzo poważne problemy (m.in. bezrobocie ojca, związek pozamałżeński matki).
Rozwiązują swoje trudności małżeńskie sami, starając się nie obciążać syna. Dopiero teraz dziecko ma szansę na normalny rozwój, przy wsparciu specjalistów i nauczycieli.

Czyste i najedzone? To za mało!
Warto zatem spojrzeć na trudności ucznia przez pryzmat jego sytuacji rodzinnej. Niestety, wielu osobom wydaje się, że jeśli podstawowe potrzeby dziecka zostaną spełnione, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jednak pozorna idylla może przysłaniać problemy, które systematycznie degradują dziecięcą psychikę.
Pewna rodzina zgłosiła się do mnie na konsultację z dwójką dzieci w wieku wczesnoszkolnym. Chłopcy nie potrafili panować nad emocjami, miewali niekontrolowane wybuchy agresji, dokuczały im zaburzenia pamięci i koncentracji. Gdy zbadałam relacje rodzinne, najbardziej zaniepokoiła mnie sytuacja ojca. Miał on zdiagnozowaną depresję i problemy z alkoholem. Jego leczenie polegało jedynie na wizytach u psychiatry i na farmakoterapii. Sprawami całego domu zajmowała się matka, która również tkwiła w permanentnym kryzysie psychicznym. Kobieta była obciążona do granic wytrzymałości i przemęczona obowiązkami. Jednak rodzina skrzętnie ukrywała całą sytuację, stwarzając iluzję dobrego życia. W szkole nikt nie zauważył trudności. Oboje rodzice pracujący i dobrze zarabiający, dwójka dzieci – słowem: normalna rodzina. Niestety, w domu niemal codziennie rozgrywał się dramat. Ojciec coraz bardziej pogrążał się w alkoholizmie, robił awantury, zaniedbywał rodzinę. Małżeństwo nieuchronnie zmierzało do rozpadu. Nikt przy tym nie zwracał uwagi na sytuację psychiczną dzieci. Dla matki ważne było tylko to, aby chłopcy byli nakarmieni, ubrani i pozornie zadbani. Jednak oni codziennie obserwowali degrengoladę swojej rodziny.
Rodzina poddała się terapii, jednak szybko z niej zrezygnowała, ponieważ tak znaczna była niechęć ojca do jakichkolwiek zmian czy chociaż przyjrzenia się swoim problemom. Niestety, bez intensywnej psychoterapii taka rodzina nie poradzi sobie z problemami. Również w tym przypadku sytuacja rodzinna chłopców nie został...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy