Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

15 czerwca 2016

Po mojemu, po twojemu, po naszemu?

15

To, co wnosi do związku każdy z partnerów - wzorce, przekonania, nawyki - początkowo jest akceptowane. Próba sił - czyje reguły i normy będą obowiązywać - następuje później, kiedy mija faza zauroczenia.

Partnerzy ujawniają wtedy wiele destrukcyjnych reakcji, pod którymi niejednokrotnie kryją się nieuświadomione schematy postępowania, często mające swoje źródła jeszcze w dzieciństwie. Na tym etapie związku warto się zastanowić, co można zrobić, aby mieć satysfakcję z własnego życia, a także w relacji z partnerem nie tylko na początku wspólnej historii, ale przez wiele kolejnych lat.

Idealny związek to taki, w którym dwie niezależne osoby nie oskarżają i nie obwiniają partnera, lecz pracują nad sobą, uczą się mówić o własnych uczuciach i potrzebach i razem zmagają się z tym, co im przeszkadza w tworzeniu bliskości, umacnianiu miłości. Aby budować związek, najpierw warto uzgodnić i przyjąć wspólną jego definicję, żeby partnerzy mieli tę samą wiedzę o tym, co tworzą i na jakich zasadach. Warto takie rzeczy ustalać zanim podejmie się decyzję o wspólnym zamieszkaniu, ślubie, posiadaniu dzieci – określając wspólne priorytety, wartości, założenia, cele, plany itd. Im jaśniejsze reguły i zasady wspólnego funkcjonowania, tym łatwiej razem żyć, akceptować różnice, radzić sobie z trudnościami, rozwiązywać konflikty. Do takich ustaleń można się w każdej chwili odwołać i zobaczyć, w jaki sposób sprawdzane są w praktyce – co w ich realizacji pomaga, a co przeszkadza.

Joanna zakochała się od pierwszego wejrzenia, gdy poznała Michała. Był przystojny, elokwentny i bardzo opiekuńczy. Zawsze miał gotowe propozycje na spędzenie czasu, co rekompensowało jej brak umiejętności podejmowania decyzji. Było to jej bliskie, gdyż Michał postępował podobnie jak jej mama. Joanna była najstarsza z trójki rodzeństwa. Przychodząc na świat nie spełniła oczekiwań ojca, który pragnął syna. Bardziej więc tolerował ją niż kochał. Im bardziej walczyła, by tata ją dostrzegał, doceniał, tym bardziej on był chłodny w ocenach, krytyczny i wymagający. Gdy po kilku latach przyszedł na świat Tadzio, a potem po roku urodził się Jasiek, synowie stali się najważniejsi dla ojca. Joanna zaś coraz bardziej uzależniała się od mamy, która nadmierną troską i chronieniem przed trudami życia próbowała jej wynagrodzić brak ojcowskiej miłości.

Michał, gdy poznał Joannę, poczuł się wreszcie mężczyzną. Brak mu było przez wiele lat akceptacji, docenienia, uwagi, więc czuł się szczęśliwy, gdy Asia ulegała mu we wszystkim. Wychował się właściwie bez ojca, bo ten odszedł, gdy Michał miał cztery lata. Mama, osoba niezwykle zaradna i uporządkowana, wiedząca wszystko lepiej, narzucająca swoją wolę i podejmująca autorytatywne decyzje, ograniczała bardzo jego wolność i tłamsiła go. Posłuszna i zgodna Joanna wydawała mu się więc wprost wymarzoną partnerką. Po roku znajomości zdecydowali się na ślub. Początkowo ich związek był zgodny, choć zdarzało się, że gdy Asia chciała, aby Michał zrobił coś dla niej, on buntował się i albo walczył z nią, by przyjęła jego punkt widzenia, albo rezygnował z negocjacji i wychodził na spotkanie z kolegami. Każde takie niespodziewane wyjście męża z domu, niezaspokojona potrzeba zrozumienia, uwzględnienia zdania Joanny, były dla niej bardzo trudne emocjonalnie. Odzywały się w niej bowiem odczucia z dzieciństwa, przypominając wielokrotnie doświadczane odrzucenie. Bała się wtedy bardzo, że Michał odejdzie. Myślała o sobie, że nie jest dość atrakcyjna i wartościowa, aby ją kochał i został z nią. Starała się więc wszystko robić lepiej. Zarzucała go swoimi pomysłami, aby pokazać, jak interesującą jest osobą. Efekty były przeciwne do jej intencji – im więcej mówiła o sobie, tym bardziej Michał uciekał. Przypominało mu to bowiem relacje z mamą, której zawsze i wszędzie było za dużo. Nie wytrzymywał tego, więc coraz częściej oddalał się od Joanny właśnie wtedy, gdy ona najbardziej potrzebowała jego akceptacji, empatii, uznania, wsparcia czy współdziałania. W ten sposób z wielkiej miłości przeszli do wzajemnego dręczenia się – im bardziej on potrzebował zaistnieć jako niezależna osoba i manifestował swoją wolność, tym ona coraz bardziej bała się kolejnego odrzucenia i dążyła do symbiozy, walcząc o docenienie, dominując, narzucając swoją wolę.

Łatwo jest wpaść w takie zaklęte koło wzajemnych interakcji, jeśli partnerzy nie umieją sobie poradzić z tym, co nieświadomie ujawnia się i ściera w ich relacji. Powielanie schematów wyniesionych z dzieciństwa może prowadzić do wzajemnego wyniszczania i w konsekwencji do rozstania w poczuciu żalu, krzywdy, odtrącenia. Można jednak takiemu czarnemu scenariuszowi zapobiec. Praca nad rozwiązaniem problemu postrzeganego jako wspólny, choć nie jest łatwa, pozwala lepiej się poznać i cementuje związek. Niektóre pary korzystają z mediacji czy terapii, gdy ich problemy nabrzmiewają tak, że samodzielnie trudno im sobie poradzić, albo nie wiedzą, w jaki sposób to zrobić. Joanna i Michał uczestnicząc w warsztatach dla par odkryli, że już na początku związku mogli zauważyć negatywny wpływ odtwarzania urazów z dzieciństwa, gdyby umieli sobie o tym powiedzieć i wzajemnie się słuchać.
Oczywiście, podstawowym warunkiem jakichkolwiek zmian jest dobrowolna decyzja każdego z partnerów, że chce pracować nad sobą i pomóc bliskiej osobie w poradzeniu sobie z trudnościami dla dobra związku.

Związek inteligentny emocjonalnie

Ludźmi kierują emocje i ten bogaty świat uczuć i emocji wnosimy do związku. Doświadczając złych emocji w trudnych sytuacjach, najczęściej nie zastanawiamy się nad tym, co dzieje się w nas samych, skąd biorą się nasze reakcje, dlaczego są takie a nie inne. Działając pod wpływem impulsów, wielokrotnie sami sobie szkodzimy, odtwarzając te same negatywne wzorce. Szkodząc sobie, szkodzimy również innym, a szkodząc innym, wyrządzamy też krzywdę sobie.
Alina i Krzysztof już na samym początku związku zauważyli, że mimo wzajemnej fascynacji są takie sytuacje, które w obojgu wywołują bardzo silne emocje. Im bardziej ona okazywała swoje uczucia, troskę, ciepło, tym więcej pojawiało się w nim lęku, że temu ulega, że ona go osacza. Wtedy znikał na kilka dni. Ona, nie przeczuwając niczego złego, próbowała nawiązać z nim kontakt – często bezskutecznie. Te nagłe odejścia Krzysia, bez uprzedzenia, uruchamiały w niej całe konstelacje bardzo niewygodnych uczuć, przypominających bolesne i niedające się wymazać przeżycia z dzieciństwa, związane ze śmiercią ojca. Krzysztof oczywiście wracał po kilku dniach, mówił, że wyjechał, albo że miał dużo pracy, i przykre emocje mijały. Jednak gdy powtórzyło się to kilka razy, Alina...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy