Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Po co szukać guza w świecie

113

Hindus nie musiał pilnować ognia - jemu było ciepło. Zatem zaczął dociekać, kim jest i gdzie się znajduje. Odpowiedzi znajduje w sobie.

Prof. dr hab. Maria Krzysztof Byrski jest indologiem; wiele lat spędził w Indiach, w latach 1993-96 był tam ambasadorem RP. Napisał trzy książki: „Concept of Ancient Indian Theattre Munskiram....” Delhi 1974, „Manusmyrti i Kamasutra”, Bibliotheca Mundi, PIW 1985, „The Metho-dology of the Analysis of Sanskrit Drama”, Baratiya Vidya Brakashan, Delhi 1997, a także ponad sto artykułów naukowych i popularnych. Jest dyrektorem Instytutu Orientalistycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Aktualnie pracuje nad monograficznym studium cywilizacji indyjskiej; żonaty, ma dwóch synów.

Krzysztof Jedliński: – Jaka jest podstawowa różnica w mentalności człowieka Wschodu i człowieka Zachodu?

Maria Krzysztof Byrski: – Ta różnica wyrasta przede wszystkim z innego wyzwania środowiska naturalnego. Aby lepiej to wytłumaczyć użyję przenośni: wyobraźmy sobie, że nasz praprzodek siedzi przy wyjściu do jaskini, podsyca ogień i myśli tylko o jednym: „co zrobić, żeby on się palił, a żebym ja mógł sobie spać”. W rezultacie człowiek Zachodu zbudował reaktor atomowy i w taki sposób swój dylemat rozwiązał. My wykształciliśmy w sobie postawę szarpania się z naturą, Hindus natomiast pod takim przymusem nigdy nie funkcjonował, jemu było ciepło.
Wyobrażam sobie Ariów, przybyłych 1500 lat przed Chrystusem gdzieś może z doliny Wołgi, zmaltretowanych drogą przez wysokie góry, mrozy, wichry – jak stają nagle na granicy doliny Indusu w Pendżabie i widzą kraj, w którym cytryna dojrzewa, wszystko kwitnie, słowem, raj na ziemi. Wyobrażam sobie, jak poczuli się ci zmarznięci, zmęczeni ludzie...
Tam nie trzeba pilnować ognia, żeby się przy nim ogrzać; jedynym istotnym dla człowieka działaniem to trwać i dążyć do doskonałości.
Europejczyk wciąż coś strugał, przybijał, majstrował, przykręcał – wyładowując w ten sposób swoją energię; Hindus nie potrzebował niczego przykręcać, tak jak Eskimos nie musiał wymyślać zamrażarki. Zatem wymyślił sobie inny problem: zaczął dociekać, kim jest i gdzie się znajduje. W ten sposób próbował okiełzać tę energię – wymyślił jogę.

– Czym jest joga?

– Joga (to znaczy dyscyplina) jest próbą nadania kierunku swojej energii. Hindus wymyślił dyscyplinę psychofizyczną, koncentrującą się na kierowaniu energii do wewnątrz, tzn. do badania, co znajduje się u mnie w środku, jakie odpowiedzi mogę znaleźć, dając nurka w moje własne wnętrze, a nie szukając guza po świecie. Taka postawa wynika również z przekonania, że rzeczywistość filozoficzna w najszerszym rozumieniu tego słowa jest tożsama z rzeczywistością zamkniętą we mnie. Hindus określi to tak: brahman równa się atman. Brahman to jest ta wielka rzeczywistość, a atman to zamknięta we mnie świadomość. Jeśli zatem poznam rzeczywistość we mnie, to poznam również tamtą rzeczywistość.

– Czy można powiedzieć, że Europejczyków charakteryzuje postawa ekstrawertywna, a Hindusów introwertywna?
– Tak, dokładnie tych terminów używamy. Indie to bezpieczne miejsce, oblane oceanem, z wysokimi górami... Mimo zdarzających się klęsk żywiołowych, mimo trzęsień ziemi – można się tam zamknąć. Tymczasem Europa jest miejscem, w którym aby  czegokolwiek dokonać, trzeba przekroczyć wodę – dlatego jesteśmy ekstrawertywni. Tradycyjne prawo zabrania Hindusom przekraczać wielką wodę, a jeżeli już tak się zdarzy, to Hindus, nim powróci, musi się oczyścić – oczekiwano tego nawet od Gandhiego.
My prawdopodobnie dojdziemy do tych samych wniosków, co Hindusi, tylko dużo dłuższą drogą. Jest taki kawał: co to jest komunizm? – brzmi pytanie. Komunizm to jest najdalsza, najtrudniejsza, najbardziej bezsensowna droga od kapitalizmu do kapitalizmu – brzmi odpowiedź.
Ja powiem tak: cywilizacja europejska to najdalsza, najtrudniejsza i najkosztowniejsza droga prowadząca do poznania samego siebie.

– Czy są w kulturze hinduskiej trudne do zaakceptowania przez nas zjawiska?

– Miałem taki moment w Indiach, kiedy wydawało mi się, że staję wobec zjawiska, którego prawdopodobnie nie uda mi się zaakceptować i zrozumieć: to był symbol falliczny w świątyni tzw. śiwalingam. Wydawało mi się, że mniej więcej wiem, o co Hindusom chodzi, no ale w centrum świątyni symbolu fallicznego nie zaakceptuję. Teraz już mi to nie przeszkadza, mało tego, mam nadzieję, że do takiego symbolu dojrzeje kiedyś cywilizacja zachodnia.

– To co najmniej zaskakujące stwierdzenie...
– Hindusi, dużo wcześniej od nas, zaakceptowali myśl, że rzeczywistość jest jednorodna, tzn. że zarówno jej materialna (cielesność), jak i niematerialna (duchowość) strona – to nie są dwa różne zjawiska; to są dwa końce tego samego kija. Jesz-cze inaczej można powiedzieć, iż są to dwa różne stany skupienia tej samej substancji – to jest monizm poznawczy. Jeżeli akceptuje się monizm poznawczy i fakt, że jedną z najważniejszych tajemnic istnienia jest życie – to trudno nie stawiać na ołtarzu symbolu fallicznego, bo to jest kwintesencja życia. Nikt nie pojawiłby się na tym świecie, gdyby nie było płciowości, nie abstrakcyjnej, ale konkretnej, tej, którą każdy z nas jest naznaczony. Hindusi wcześniej tę prawdę przyjęli, a my ciągle jesteśmy rozdwojeni, ciągle w nas pokutuje pogląd, że święte jest to, co od pasa w górę, a grzeszne – od pasa w dół. Hin-dus ma zintegrowaną wizję rzeczywistości. Na marginesie rodzi się pewna refleksja: gdyby nie płciowość, gdybyśmy się nie rozmnażali tak jak się rozmnażamy, to nie byłoby wcielenia Boga.
Może właśnie dlatego, że nie wnosimy symbolów płciowości na ołtarze, nie uznajemy tej świętości – w naszej części świata jest ona prawie wyłącznie skazana na nurzanie się w agencjach towarzyskich, przemyśle porno. Z tego punktu widzenia cywilizacja indyjska była dużo bardziej harmonijna.

– Tak też chyba my ją widzimy...

– Nie chcę stwarzać wrażenia, że tam jest eden – bo tak nie jest. Jest to cywilizacja, która ma bolesne rozdarcia, niezwykle skomplikowane zapętlenia. Oto bowiem spotykają się dwie koncepcje stosunku do rzeczywistości: koncepcja trwania i koncepcja rozwoju. Koncepcja rozwoju to jest koncepcja nasza, europejska, Hindusi natomiast akceptują fakt otrzymania określonych warunków trwania.
W jednym z moich wykładów próbuję przekonać studentów nie do kast, tylko do racjonalności tego systemu i próbuję wytłumaczyć, na czym polega fenomen tego systemu, który liczy sobie już niemal trzy i pół tysiąca lat i ma się całkiem nieźle. Żeby wyjaśnić tę racjonalność, znów użyję przenośni. Wystarczy zapytać Kowalskiego: „Czy pan kiedykolwiek chciał przestać być Kowalskim?”. Bez względu na odpowiedź on i tak nie przestaje być w środku Kowalskim, bo nie da się zmienić łona, z którego przyszedł na świat. Choćby Kowalski stanął na głowie i stał tysiąc lat, to i tak Kowalskim zostanie. Trzeba to zaakceptować.
Człowiek, który próbuje się nawrócić na hinduizm, jak wyznawcy ruchu Świadomości Kryszny (znanego jako Hare Krishna), którzy nawet zewnętrznie starają upodobnić do Hindusów, są przez nich odrzucani. Hindus bowiem akceptuje status quo, tzn. fakt przyjścia na świat w określonych warunkach.
Myślę, że gdyby Hindusi zrezygnowali z kast – byłby niezły bałagan. To nie oznacza, że system kastowy jest systemem idealnym, podobnie jak egalitarny system w różnych interpretacjach, np. egalitarny system nazistowski: wszyscy mają być równi, a ci, którzy nie są nordykami – to do pieca, albo egalitarny system sowiecki: ktoś, kto nie chce być „czernoraboczij” – to w łeb, bo wszyscy powinni być równi. Wybitny chiński pianista musi przepracować pół roku na roli, bo wszyscy muszą być równi – to są te aberracje systemów egalitarnych i oczywiście jest mnóstwo aberracji w indyjskim systemie hierarchicznym. Ale to, że dokonuje się potwornych zbrodni w imię systemu, nie musi automatycznie oznaczać, moim zdaniem, że system sam w sobie jest zły. Niewątpliwie świadczy to o jakiejś jego słabości, która nie pozwala czy utrudnia realizację ewangelicznego przykazania miłości. Wiemy już, że optymalne, choć nie idealne, warunki realizacji tego przykazania w systemach egalitarnych stwarza demokracja parlamentarna. W Indiach trwa eksperyment wprowadzania jej w społeczeństwie hierarchicznym – tymczasem ze znacznym powodzeniem, m.in. za sprawą Mahatmy Gandhiego, choć przyszłość kryje pewnie jeszcze wiele niespodzianek.
Oczywiście, obecnie społeczeństwo indyjskie jest sfrustrowane: ścierają się tam dwie postawy: elity kształcone na styl zachodni i tradycyjna reszta. To jest tak, jakby do spokojnego, czystego jeziora wpadł spieniony, niespokojny potok, który niesie lodówki, pralki, samochody i Bóg wie, co jeszcze. Wszystko zaczyna się kotłować, rdzewieć, tonąć, psuć się. Trzeba znaleźć jakieś rozwiązanie. Hindusi są w trakcie szukania. Mam nadzieję, że im się to uda, bo niejednokrotnie w historii tego kraju tak się zdarzało: poczynając od Ariów wedyjskich 1500 lat przed Chrystusem, poprzez Aleksandra Macedońskie-go, Hunów, Mogołów, Anglików – ciągle jakiś spieniony strumień do tego spokojnego jeziora wpływał, a mimo to dawało się odtworzyć jego homeostazę.

– Gdzie jest nadzieja na pow
...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy