Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Po co nam dzieci

0 228

Barbara Smolińska jest psychoterapeutą. Zajmuje się terapią indywidualną, małżeńską i terapią rodzin. Od wielu lat związana jest z warszawskim Laboratorium Psychoedukacji. Wykłada w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Współpracuje z miesięcznikiem "Dziecko".

Zofia Barczewska: – Moja przyjaciółka, która od niedawna jest szczęśliwą mamą, twierdzi, że to nie ona ma swoją córeczkę, ale malutka Patrycja ma ją. Czy to my jesteśmy bardziej dla naszych dzieci, czy też one są dla nas?
Barbara Smolińska:
– Patrycja ma mamę, bo przez pierwszy rok życia to dziecko posiada swoją mamę, tę jedyną osobę, która się nim opiekuje na okrągło. Młoda mama jest w stanie wstać kilkanaście razy w nocy, nie zjeść przez cały dzień, bo akurat dziecko jej potrzebuje; potrzebuje osoby, która będzie stale przy nim i będzie zaspokajała jego potrzeby.

– A czy dziecko ma zaspokajać potrzeby rodziców? I jakie ich psychologiczne potrzeby zaspokaja?
– Najważniejsza to potrzeba przekazania uczuć swoim bliskim. Kiedy ludzie się bardzo kochają, chcą tą miłość przekazać dalej, chcą się nią podzielić, uzewnętrznić ją poprzez posiadanie dziecka. Czasami okazuje się, że dziecko ma zaspokajać także inne potrzeby matki i ojca. Rodzice chcą, żeby dziecko zrealizowało plany, których im nie udało się zrealizować, albo żeby w przyszłości się nimi zaopiekowało. 

– Czy są inne potrzeby rodziców, których dziecko nie powinno zaspokajać?
– Na pewno nie powinno zaspokajać potrzeb związanych z ich życiem osobistym. Nie powinno realizować pragnień rodziców ani wchodzić w relację partnerską z matką czy ojcem. Bywa, że kobieta samotnie wychowująca syna nieświadomie zaprasza go do takiej relacji, w której chłopiec wchodzi w rolę dorosłego partnera, nieobecnego ojca. Syn ma się opiekować mamą, ma spędzać czas z nią zamiast z kolegami. Taki chłopiec być może nie odejdzie od matki, kiedy przyjdzie na to czas. Zdarzają się mężczyźni koło czterdziestki, którzy mieszkają ze swoimi matkami, nigdy nie weszli w długotrwałą relację z kobietą, najwyżej mieli krótkie przygody. Tak naprawdę nie są w stanie odejść od matki, bo w ich odczuciu byłoby to zdradą. Niekiedy zaś syn wyzwoli się od matki, ale ma kłopot z wejściem w trwały związek z kobietą, ponieważ źle mu się to kojarzy. Często naturalna potrzeba posiadania dzieci może się przerodzić w kompulsywne dążenie do tego.

– Gdzie jest granica między zdrowym pragnieniem posiadania dziecka a kompulsywną potrzebą? Czy taką kompulsywną potrzebę posiadania dziecka odczuwają kobiety, które z różnych względów nie mogą mieć dzieci?
– Niebezpieczne dla dziecka są egocentryczne motywacje matki, koncentrowanie się przede wszystkim na sobie. Kobieta, która nie może mieć dzieci, często czuje się niekompletna. Czuje, że bez dziecka jej życie nie ma sensu. Brak dziecka jest taką dziurą w niej. Wówczas dziecko staje się przedmiotem, jest wykorzystywane do tego, żeby ten brak matce wypełnić. Każde nadmierne oczekiwanie dzieli rzeczywistość na szczęśliwą i nieszczęśliwą. Takiej matce wydaje się, że będzie szczęśliwa tylko wtedy, kiedy będzie miała dziecko. W takim myśleniu tkwi niebezpieczeństwo, to jest rodzaj pułapki. A poza tym taka kobieta naraża się potem na ciągłe rozczarowania. Przecież samo posiadanie dziecka nie gwarantuje bycia szczęśliwą.

– A co myśli Pani o decyzjach kobiet samotnych, które świadomie wybierają macierzyństwo bez ojca? Czy to jest egoizm, czy też dojrzała decyzja?
– One myślą: jestem sama, nie znalazłam partnera, ale chcę mieć dziecko. Taka postawa kojarzy mi się trochę ze współczesną cywilizacją, w której często nie godzimy się na to, że w życiu trzeba ponosić konsekwencje swoich działań. Mamy magiczne oczekiwania, żeby mieć wszystko, i nie chcemy godzić się z tym, że pewne rzeczy nie są możliwe. Nie chcę tutaj krytykować decyzji tych kobiet. Widzę ich zachowanie jako efekt niezgody na to, że nie znalazły partnera. A może słabo szukały, może ci partnerzy nie są tacy źli. Życie w związku jest trudne: trzeba się dopasowywać, nauczyć trudnej sztuki kompromisu. Czasem kobieta nie chce ustępować ani decydować się na kompromisy. Ale decydując się na dziecko, powinna zdać sobie sprawę, że kiedy ono dorośnie, powrócą problemy, których uniknęła, nie wchodząc w związek partnerski.

– Współcześnie pojawia się też niechęć do posiadania dzieci. Coraz więcej młodych par świadomie rezygnuje z potomstwa. Czy to jest wygodnictwo, czy może odwaga?
– Myślę, że jest to związane z przemianami cywilizacyjnymi, a na pewno z awansem społecznym kobiet.  Dla młodych kobiet model matki Polki nie jest pociągający. Dominuje wzorzec kobiety sukcesu, którego realizacja łączy się z olbrzymim zaan...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy