Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

15 marca 2016

Płeć jest sekretem 

17

Kanadyjskie małżeństwo ukrywa płeć swojego dziecka po to, by ono mogło zdecydować, z jaką płcią się identyfikuje. W Szwecji powstało "neutralne płciowo" przedszkole. Co dziś jest męskie, a co kobiece?

„Dawno temu, na świecie pojawiło się dziecko imieniem X. Ponieważ zostało tak nazwane, nikt nie potrafił stwierdzić, czy to chłopiec, czy dziewczynka. Jego rodzice oczywiście znali prawdę, ale nie wolno im było nikomu jej wyjawić. Nie mogli powiedzieć nawet samemu dziecku – no, może kiedyś... Bo wiecie, X było częścią bardzo ważnego Tajnego Naukowego Eksperymentu, znanego oficjalnie jako Projekt Dziecko X”. Tak zaczyna się napisane w 1978 roku przez amerykańską nowelistkę Lois Gould opowiadanie pt. „X: A Fabulous Child’s Story”.

Przedstawia losy adoptowanego przez małżeństwo Jonesów dziecka, które – choć nie znało własnej płci – doskonale przystosowało się do życia społecznego, wprawiając w zdumienie eksperymentatorów i nauczycieli. Dzielny malec ignorował zaczepki rówieśników, z równym zapałem grał w koszykówkę i wyplatał koszyki... Kto by przypuszczał, że losy bohatera literackiego staną się inspiracją dla czytelników futurystycznego opowiadania Lois Gould...

A jednak kilka miesięcy temu kanadyjska para – Kathy Witterick i David Stocker – postanowiła nie informować nikogo o tym, jakiej płci jest ich najmłodsze dziecko i wychowywać je tak, by w przyszłości mogło odgrywać zarówno męskie, jak i kobiece role społeczne. Decyzja kanadyjskich rodziców zbiegła się w czasie z otwarciem „neutralnego płciowo” przedszkola w Szwecji i podsyciła dyskusję na temat tożsamości genderowej człowieka. Jakie mogą być konsekwencje postulatu, by całkowicie przedefiniować płciowe role społeczne? Czy można wyeliminować „typowy” podział na to, co męskie i kobiece?

Burza nad kołyską
Kiedy Kathy Witterick urodziła trzecie dziecko, była zdziwiona, że pierwszym pytaniem, jakie zadawali jej znajomi, przyjaciele, a nawet najbliższa rodzina, było: chłopiec czy dziewczynka? Wszystkich interesowała wyłącznie płeć noworodka. Mąż Kathy – David, który uczy w prywatnym gimnazjum zagadnień z zakresu praw człowieka i sprawiedliwości społecznej, podzielał to oburzenie. „Powszechne zainteresowanie, co noworodek ma między nóżkami, jest niezdrowe, niebezpieczne i trąci wojeryzmem. Będąc świadomi zagrożenia, nie zamierzamy dzielić się informacjami, które naruszałyby dobro naszego dziecka”, napisali w e-mailu do swoich krewnych i przyjaciół. „Zdecydowaliśmy na razie nie dzielić się informacją dotyczącą płci Storma – w sprzeciwie wobec społecznych ograniczeń, w hołdzie dla wolności i prawa dokonywania wyboru”.

Pierwszą reakcją na ten specyficzny manifest małżonków była pełna zdumienia cisza. Ale zaraz potem rozpętała się burza, a ich znajomi podzielili się na dwa obozy. Jedni chwalili ofiarowaną dzieciom wolność do wyrażania siebie, drudzy uznali parę za „stukniętych liberałów, którzy wprowadzają jakieś nowe zasady inżynierii społecznej”, i oskarżyli o narzucanie dziecku utopijnej ideologii, a także skazanie go na szykany i prześladowania.

Rodzice Storma odpierają zarzuty, z dumą podkreślając, że nawet małe dzieci – wolne od norm społecznych dotyczących męskości i kobiecości – same mogą i powinny decydować, kim chcą być.

Kathy i David dbają, by nie przekazać otoczeniu żadnych wskazówek dotyczących płci dziecka – maluszkowi zakładają ubranka w neutralnych kolorach oraz, walcząc z „tyranią zaimków”, mówią o nim/niej „Z” (wymawiając „zii”, od ang.„s-he”). Poza rodzeństwem: sześcioletnim Jazzem i trzyletnim Kio, przyjaciółką domu oraz dwiema położnymi, nikt nie zna biologicznej płci niemowlaka. Wszystko, co o Stormie wiadomo, to że nie jest hermafrodytą. Nawet dziadkowie nie poznali płci dziecka, ale wspierają Kathy i Davida, tłumacząc publicznie, że wnuk jest kimś więcej niż tylko „nim” czy „nią”.

Bracia Storma również milczą na temat płci najmłodszego w rodzinie, co jest tym łatwiejsze, że nie uczestniczą aktywnie w życiu społecznym – obaj uczą się w domu i są silnie związani z rodzicami. Jazz na urodzinowej kartce dla ojca napisał: „Uwielbiam robić pranie z Tatusiem”. Nosi warkoczyki i lubi swoją różową sukienkę, bo „tak ładnie się kloszuje na dole”. Jego ulubioną książką jest 10 000 Dresses – opowieść o nierozumianym przez najbliższych chłopcu, który każdej nocy śni o sukienkach z kryształków, kwiatków, tęczy. Ostatnio rodzice Jazza z niepokojem dostrzegli, że spotykają go przykrości – na lokalnym placu zabaw dwie dziewczynki nie chciały bawić się z „dziwnym chłopcem”, a wyprawa do sklepu zakończyła się ucieczką, ponieważ sprzedawca przy wszystkich wyśmiał sześciolatka, który chciał kupić boa z piór.

Obawiając się podobnych reakcji wobec najmłodszego dziecka, rodzina udzieliła wywiadu dziennikowi „Toronto Star”. Kathy Witterick zwróciła się z „apelem do świata”: „Proszę, czy moglibyście po prostu pozwolić Stormowi samodzielnie odkrywać, kim jest i decydować, kim chce być?”. Jej mąż dodał: „Zauważyliśmy, że rodzice dokonują wielu wyborów, zasłaniając się dobrem swoich dzieci. Uważam, że to ohydne”. Po ukazaniu się rozmowy, rodzice Storma otrzymali setki listów i telefonów. „Jesteście najlepszym przykładem na to, że na wychowywanie dzieci powinna być wydawana koncesja!” – brzmiała jedna z łagodniejszych opinii...

Egalitaryzm po szwedzku
Od niedawna kontrowersyjny wychowawczy eksperyment, jakby wprost z kart noweli o Dziecku X, prowadzi również szwedzkie przedszkole komunalne „Egalia Förskola” dla dzieci w wieku 1–6 lat, działające w Södermalm, jednej z dzielnic Sztokholmu. Choć Szwecja jest europejskim liderem w promowaniu praw kobiet i pionierem legalizacji związków homoseksualnych oraz nadawania im praw do adopcji, to nawet w tak liberalnym kraju profil przedszkola promującego zrównanie płci niemal od urodzenia zbiera wiele krytycznych opinii. Powód? W „Egalia Förskola” nie używa się słów „dziewczynka/kobieta” oraz „chłopiec/...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy