Dołącz do czytelników
Brak wyników

Otwarty dostęp , Poradnik pozytywnego myślenia na czas wyzwań

25 lutego 2021

NR 3 (Marzec 2021)

Para w pandemii, czyli jak się nie rozwieść?

223

Pandemia zamknęła nas z najbliższymi w czterech ścianach. I nierzadko testuje nasze relacje. Na małej przestrzeni wszystko się spiętrza i zagęszcza. Wymuszona bliskość zaczyna ciążyć. Jak chronić związek w tym trudnym czasie?


Jak pogodzić pracę zdalną – swoją i partnera – z ciągłą obecnością dzieci, które uczą się online i na dodatek często nie radzą sobie, oczekując naszej pomocy? Co więcej, wszystko w przestrzeni małego mieszkania, bez możliwości wyjścia, spotkania się ze znajomymi. Do tego dochodzi lęk przed chorobą i niepokój o przyszłość firmy, a także obawa, że możemy stracić pracę.

Wszystko to rodzi wiele trudnych emocji, które siłą rzeczy skupiają się na najbliższych osobach, na naszych partnerach i domownikach. To na nich niestety odreagowujemy własne niepokoje, frustracje, poczucie zagrożenia i obciążenie ponad miarę. I jednocześnie to w nich szukamy wsparcia i ukojenia. Tego oczekujemy od partnera, a on od nas. Czujemy się skazani na siebie – na dobre i złe.

Przyciągając się i odpychając 

Najbardziej dokuczliwe w czasie pandemii jest znaczne ograniczenie naszej osobistej, autonomicznej przestrzeni. Spędzamy więcej czasu razem, obok siebie. Ciągła obecność drugiej osoby, nawet ukochanej, najbliższej, z czasem może męczyć, bo potrzeba zbliżania się, zaciekawienia jest w pewnym stopniu stymulowana przez dystans, rozłąkę z partnerem. Życie w systemie rodzinnym, w tym w relacji partnerskiej, polega na nieustającym ścieraniu się dwóch przeciwstawnych sił – zmierzających do wspólnoty oraz do indywidualnej autonomii. Z takiego założenia wyrasta teoria systemów rodzinnych amerykańskiego psychiatry Murraya Bowena. W jej myśl czujemy chęć oddalenia się od partnera i jednocześnie zbliżenia do niego, w każdym z nas ścierają się siły przyciągania i odpychania. Dopiero, gdy potrafimy utrzymać równowagę między nimi w sobie i w relacji z drugą osobą, jesteśmy w stanie tworzyć zażyłą więź z ukochanym, nie stając się nadmiernie od niego zależnym.

POLECAMY

Dodatkowy stres spowodowany skutkami epidemii – ograniczeniem kontaktów ze światem zewnętrznym, brakiem możliwości wyjść i spotkań poza domem, a zarazem intensyfikacja kontaktów i częste przebywanie z partnerem – mogą nasilać istniejące już wcześniej w związku problemy. Pojawiają się konflikty i kłótnie między partnerami. Jedno z nich może dystansować się emocjonalnie, inne zaś ujawniać tendencję do emocjonalnej fuzji.

Życie w systemie rodzinnym, w tym w relacji partnerskiej, polega na nieustającym ścieraniu się dwóch przeciwstawnych sił – zmierzających do wspólnoty oraz do indywidualnej autonomii. Dopiero, gdy potrafimy utrzymać równowagę między nimi, jesteśmy w stanie tworzyć zdrową więź.

Oto przykład – w jednym z małżeństw, gdzie miłość rozumiana jest jako troszczenie się o partnera, żona czuje się odpowiedzialna za otaczanie męża opieką i troską. Mąż zaś od lat zmaga się z lękami hipochondrycznymi i takiej opieki od żony oczekuje.

Zgodnie z teorią, jaką sformułował Jurg Willi, można powiedzieć, że ta para nieświadomie współtworzy tzw. koluzję oralną (zob. słownik). Pandemia nasiliła jeszcze lęk męża przed zakażeniem i chorobą, co spowodowało nasilenie tendencji opiekuńczych u żony. Zrezygnowała zupełnie z pracy stacjonarnej i do minimum ograniczyła kontakty z ludźmi. Młodsze dziecko przestało chodzić do przedszkola z powodu obaw rodziców, że „przyniesie stamtąd wirusa”. Kobieta pracuje więc w domu, ogarnia obowiązki domowe i przez cały dzień opiekuje się dziećmi i… mężem. Wszystko podporządkowała jego potrzebom. Troszcząc się o męża, mimowolnie podtrzymuje jego bezradność i roszczeniowość. O swoich potrzebach zupełnie zapomniała. 

W ich związku już wcześniej doszło do spolaryzowania potrzeb dawania i brania – ona daje troskę, on tylko przyjmuje. Przyjmowanie odpowiedzialności za samopoczucie partnera z jednej strony, a z drugiej komplementarne przekonanie, że to partner jest odpowiedzialny za nasze samopoczucie, jest objawem emocjonalnej fuzji partnerów, wynikającej najczęściej z braku psychicznego wyodrębnienia od rodziny pochodzenia. A pandemia tylko ten stan nasiliła. Skurczona pod wpływem pandemii przestrzeń w ich związku spowodowała, iż nieświadoma gra, którą już wcześniej toczyli, przybrała na sile.

Emocjonalne turbulencje

Oprócz przestrzeni w relacji z partnerem istnieje w nas przestrzeń intrapsychiczna, której doświadczamy na poziomie wewnętrznym. Zależnie od etapu relacji i różnych stanów, jakie przeżywamy, bywamy bardziej lub mniej otwarci na bliskość z drugim człowiekiem i mamy w sobie więcej lub mniej dla niego przestrzeni. Psychoanalityk Ruggero Levy w jednym z artykułów opisywał intymność z drugim człowiekiem przede wszystkim jako przeżycie emocjonalne – „zdolność do tolerowania turbulencji wynikających z obecności obiektu”. Z partnerem życiowym dzielimy zazwyczaj ważne, emocjonalne przeżycia. Konieczność zachowania dystansu społecznego sprawia, że tracimy dostęp do przestrzeni wspólnych – nie możemy wyjść z domu, do kina czy na siłownię, gdzie moglibyśmy odreagować skumulowane emocje. Częste i intensywne przebywanie z partnerem i rodziną, zwłaszcza na małej powierzchni, może być przez niektórych przeżywane jak atak na naszą wewnętrzną przestrzeń i rodzić chęć unikania kontaktu, odcięcia się. Nieświadomie możemy wtedy zaprzeczać, że relacja z partnerem jest ważna i potrzebujemy jej. Zaczynamy się emocjonalnie wycofywać.

Na przykład mężczyzna, który niedawno został ojcem i ma w domu malutkie dziecko, z trudem podczas lockdownu daje sobie radę ze zdalną pracą analityka bankowego. Jego żona próbuje mu pomóc: wychodzi z kilkumiesięczną córką z domu na tak długo, jak to możliwe. Jednak nie czuje, że mąż docenia jej wysiłek i znajduje zrozumienie dla jej zmęczenia. Za to często deprecjonuje to, co ona robi. Z czasem żona zaczyna się czuć w domu jak pomoc domowa, raniona i odrzucona emocjonalnie przez męża. Przykro jej, gdy słyszy, jak miło rozmawia z kolegami z pracy lub z siostrą. Jednocześnie mąż przeżywa emocjonalne pomieszanie w związku ze zmianą sytuacji rodzinnej i pojawieniem się małej córeczki, a zarazem z koniecznością wykonywania w domu pracy wymagającej skupienia i wysiłku intelektualnego. Czuje się winny, że nie pomaga żonie. Nie radząc sobie z tą sytuacją, zaczyna unikać kontaktu z żoną i deprecjonować jej zajęcia. To niszczy bliskość między nimi, ale paradoksalnie, łatwiej mu podołać zadaniom, gdy żona jest na niego zła lub obrażona. W ten sposób odnajduje w sobie przestrzeń do pomieszczenia wielu zachodzących w jego życiu zmian. Doraźnie to działa, ale w dalszej perspektywie przynosi wiele szkód ich relacji. Gdyby uświadomił sobie własne emocje i powiedział o nich żonie, mógłby liczyć na jej wsparcie i zrozumienie.

Zachowanie równowagi w bliskiej relacji polega zatem na odnajdowaniu przez każdego z partnerów swego miejsca między dwiema skrajnościami: z jednej strony stanem emocjonalnej izolacji, a z drugiej „zlaniem się” z partnerem. Obie te skrajności uniemożliwiają autentyczny kontakt. Na małej przestrzeni fizycznej i w poczuciu ograniczonej przestrzeni wewnątrzpsychicznej, których doświadczamy zamknięci w domach, przy intensywnej, fizycznej obecności domowników oraz naszych współpracowników na ekranach komputerów, parom może być trudniej „przemieszczać się” pomiędzy tymi stanami i odn...

Artykuł jest dostępny dla zalogowanych użytkowników w ramach Otwartego Dostępu.

Jak uzyskać dostęp? Wystarczy, że założysz bezpłatne konto lub zalogujesz się.
Czeka na Ciebie pakiet inspirujących materiałów pokazowych.
Załóż bezpłatne konto Zaloguj się

Przypisy