Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

PANIE WŁADZO, ZA CO MANDAT

0 457

Jak się zachowujemy, gdy grozi nam mandat – piszą EUGENIA MANDAL i MARTA ZACHARA.

Kierowcy zapewne częściej popełniają wykroczenia drogowe, niż zostają na nich przyłapani. Gdy jednak już tak się zdarzy, że łamiącego przepisy drogowe złapie policja, przyjmuje on pewne określone strategie zachowania. Oczywiście trudno sobie wyobrazić kierowcę, który w takiej sytuacji rzuca się z pięściami na policjanta i siłą próbuje zmusić go, żeby ten nie wypisywał mandatu (choć i takie sytuacje się zdarzają). Przyjrzyjmy się zatem, jak zachowują się polscy kierowcy, gdy grozi im ukaranie mandatem za naruszenie przepisów drogowych.

Obserwowałyśmy zachowania 120 kierowców. Interesowało nas, jakie – świadomie lub nie – mechanizmy wpływu społecznego wykorzystywali. Wyodrębniłyśmy kilka strategii. Jedna polegała na pomniejszaniu własnej winy. Oto kilka przykładów: „Och, wiem, że jechałam szybko, ale dzisiaj jest taki mały ruch”; „Trochę się spieszę, ale zdawało mi się, że jadę z bezpieczną prędkością”; „Ale przecież są świetne warunki do jazdy”. Kierowcy stosujący tę strategię chcą poprawić niekorzystne wrażenie, jakie wywarli, popełniając wykroczenie. Tłumaczą się, mówiąc przede wszystkim o łagodzących (oczywiście ich zdaniem) okolicznościach, które mają przekonać policjanta, że nie mieli złych intencji, że tak naprawdę nie zrobili nic złego – jednym słowem, próbują się rozgrzeszyć.
Inna grupa kierowców od razu zabiera się do kwestionowania słuszności zatrzymania. Mówią na przykład: „To niemożliwe, proszę mi to pokazać”; „Panie władzo, ja nigdy nie przekraczam dozwolonej prędkości. Proszę mi pokazać homologację radaru”; „Nie, myli się pan, ja nigdy nie przekraczam dozwolonej prędkości”. Ta strategia, podobnie jak poprzednia, polega na kontrolowaniu wrażenia, jakie wywieramy na innych, jednak jej skuteczność opiera się na zupełnie innych informacjach przekazywanych policjantowi. Ci, którzy ją stosują, pokazują „kolce”, sądząc, że przestraszą przeciwnika, zmuszą go do tłumaczeń i do uległości. Jest to jednak ryzykowna strategia. Agresja może bowiem wywołać agresję, co w kontaktach z policją może mieć wyjątkowo przykre konsekwencje.
Są także kierowcy, którzy zaczynają się targować: „A może wystarczy tylko pouczenie?”; „Mam nadzieję, że potraktuje mnie pan łagodnie”; „Czy zaraz musi być mandat? Nie wystarczy pouczenie?”. Targujący się przyznają, że popełnili wykroczenie, i gotowi są ponieść karę. Tym samym dają sygnał policjantowi, że w ten sposób idą na pewne ustępstwa i tego samego oczekują od niego. Liczą więc na zasadę wzajemności, według której ustępstwo jednej strony wymaga tego samego od drugiej, czyli zmniejszenia mandatu lub wycofania się z niego.

Kolejna strategia jest tyleż prosta, co mało subtelna. Chodzi o oferowanie korzyści materialnych. Oto kilka przykładów takich zachowań: „Przecież możemy się dogadać. Jeżeli puści pan to w niepamięć, to załatwię panu i kilku kolegom bilety na mecz”; „To od razu musi być mandat? Może załatwimy to w inny sposób?”; „Mam nadzieję, że potraktuje mnie pan ulgowo (z dowodu rejestracyjnego wystaje 50 zł)”. Tu z kolei zatrzymani kierowcy sięgają po regułę wymiany. W zamian za oferowaną korzyść materialną oczekują od policjanta rewanżu w postaci zrezygnowania z mandatu. Przeprowadzone przez nas badania wykazały, że technikę tę stosują najczęściej mężczyźni charakteryzujący się wysokim natężeniem makiawelizmu!

Są i tacy kierowcy, którzy starają się stworzyć klimat intymności: „Jestem wykładowcą akademickim i już spóźniłem się na zajęcia, studenci na mnie czekają. Wie pan, jak to jest...”; „Moja żona rodzi, jadę do szpitala”; „Zostawiłam w domu chore dziecko. Właśnie wracam z apteki”. Posługujący się tą metodą informują o swoich – prawdziwych lub nie – problemach i...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy