Dołącz do czytelników
Brak wyników

Trening psychologiczny

25 września 2020

NR 8 (Październik 2020)

Otyłość słowo klucz XXI wieku
Jak rozmawiać o otyłości, aby nie piętnować i nie wzbudzać poczucia winy?

72


Kilka lat temu siedziałam ze znajomymi w prywatnym mieszkaniu. Koleżanka była w trudnym emocjonalnie stanie, gdyż tydzień wcześniej jej ówczesny mąż oznajmił, że ma inny pomysł na życie niż małżeństwo i się wyprowadza. Wszyscy byliśmy zaskoczeni tą sytuacją. Równocześnie gospodyni donosiła co chwilę jakieś przekąski. Pojawiły się słodkie drożdżówki z jagodami. Koleżanka sięgnęła po ciastko, na co inny znajomy natychmiast zareagował: „Ej, może akurat ty nie powinnaś? Wiesz, jak tak będziesz jadła i tyła, to trudno ci będzie nowego chłopa znaleźć”. Reakcja była natychmiastowa i przybrała językową formę wulgaryzmu. Znajomy poczuł się mocno urażony, bo przecież on „chciał dobrze”, a „grubej dziewczynie jest trudniej”.

POLECAMY

Inna znajoma para na każdej imprezie odgrywała ten sam scenariusz. Kiedy on nie patrzył, ona jadła. Ale jak zauważył, natychmiast rozpoczynał tyradę pouczeń o tym, czemu tego nie powinna jeść. Tłumaczył, że o nią dba i chce, żeby dobrze się czuła we własnym ciele. Spotkałam ją po latach. Wróciłam do tamtego tematu: „Moje ciało należało do X i wypowiadania się o ciele przez X. Mogłam się dobrze czuć w ciele tylko wtedy, gdy on mnie pochwalił, zauważył, pogłaskał. Nie miałam ciała. On je posiadał i jak w starożytnym Rzymie, gdy cesarz wykonywał gest Pollice verso, czyli dawał kciuk do góry, to gladiator miał prawo żyć. Gdy kciuk wędrował w dół, dla pokonanego gladiatora był to wyrok śmierci. Tak w moim związku mój partner decydował, czy i jak się mam czuć: szczupła, gruba, a jeśli gruba, to natychmiast uruchamiał mi poczucie winy, że powinnam coś z tym zrobić. Przy czym w tych komentarzach o ciele, wcale nie o ciało mu chodziło”. Dopytałam, o co więc. „No jak? O kontrolę. Dzięki komentowaniu mnie, zyskał nade mną władzę. A właściwie to ja mu tę władzę w pełni dałam”. 

Co to znaczy „normalny” człowiek i po co nam standardy?

Ashley Graham, ikona ruchu body positive staje przed lustrem ustawionym na scenie TED (najpopularniejsza platforma wykładów online na świecie). Mówi do swojego odbicia: „Jesteś silna. Jesteś mądra. Jesteś piękna”.

Opowiada o swojej karierze modelki, wskazując, że świat zewnętrzny nazywa ją modelką „plus size”. Ona woli o sobie mówić „my size”. Ta scena jest idealną ilustracją mechanizmu społecznego, który wrzuca każdego z nas gdzieś w miejsce na osi. Oś ma dwa skrajne punkty: JA i MY. JA to ta część w nas samych, która ma swoje potrzeby, emocje do wyrażenia, więc szuka strategii, by je w świecie zaspokajać. Drugi, równie ważny punkt, to nasza potrzeba przynależności do wspólnoty, a więc MY. MY to mechanizm ewolucyjny, który mówi: przetrwasz w grupie. Im wyższy Twój status społeczny, tym szanse na przetrwanie dla Ciebie i Twojego potomstwa rosną. Warto więc rozpoznać, co ów status winduje, a co go obniża. 

Z ewolucyjnego punktu widzenia wspólnota ma dwa cele: 
przetrwanie i rozmnażanie się. Brak przynależności społecznej oznacza brak opieki, a co za tym idzie, budzi lęk o poczucie bezpieczeństwa. 

Z ewolucyjnego punktu widzenia wspólnota ma dwa cele: przetrwanie i rozmnażanie się. Na przestrzeni setek lat obserwuje się, które cechy to przetrwanie wzmacniają, a które mu zagrażają. Tak wypracowuje się cały skomplikowany system norm, zakazów i nakazów, które mówią: jak jesteś NORMALNY(-A), to weźmiemy Cię pod swoje skrzydła, a więc Twoje szanse na przeżycie wzrosną. Jeśli z jakiegoś powodu nie przystajesz do normy, to zostaniesz wykluczony(-a). 

Na poziomie emocjonalnym niektórzy z nas mogą to przeżywać jako komunikat „umrzesz”. Zresztą w dawnych czasach ta śmierć miała fizyczny, a nie symboliczny, wymiar. Brak przynależności społecznej oznaczał brak opieki.

Pamiętajmy, że założenie, iż każdemu dziecku należy się opieka medyczna, to zdobycz ostatnich stu lat. Wcześniej bękart, a więc potomstwo urodzone poza małżeństwem, był nikim. Mógł umrzeć śmiercią głodową na ulicy.

Mógł żebrać. Nie miał żadnych praw. Kobieta bez męża nie miała żadnych praw (to jeden z meandrów). Człowiek musiał zasłużyć na miano przynależności do kategorii „człowieka” poprzez spełnienie pewnych oczekiwań społecznych, dotyczących moralnego prowadzenia się, wyglądu czy zachowania. 

Aby było prościej rozpoznać normy konieczne do przeżycia, wspólnota utrwaliła je w języku. Możemy więc usłyszeć jako reakcję na nasze niestosowne zachowanie, zdanie: „Czy ty nie możesz się zachowywać NORMALNIE?”.

Przy czym słowo „normalność” ma dwa, często przeciwstawne znaczenie. Norma może być postulowana, czyli odpowiadać na pytanie: jak według społeczności powinno być, i rzeczywista, czyli zauważająca to, jak jest. Więc mimo że więcej w społeczeństwie mamy ludzi otyłych niż szczupłych i wysportowanych, „normalna” w znaczeniu postulatywnym oznacza, że kobieta ma płaski brzuch i jędrne piersi, chociaż norma rzeczywista zdecydowanie temu zaprzecza. 

Innymi słowy, gdyby ktoś z obcej planety miał zbudować swoje przekonanie na temat tego, jak wygląda normalna kobieta czy normalny mężczyzna na podstawie mediów i zwykłej ulicy, to dostałby dwie przeciwstawne informacje: media mówią, że normalny człowiek jest szczupły, a obserwacja zwykłego życia podpowiada, że normalna kobieta czy mężczyzna ma nadwagę – i to czasem sporą. Jednak z pewnego powodu ufamy, a czasem wręcz traktujemy jako wyznacznik siebie i swojej tożsamości to, co nam świat zewnętrzny podpowiada i wyraża w języku. 

Mamy więc ustalone i utrwalone, co znaczy bycie „normalną kobietą/normalnym mężczyzną”, czyli kimś, kogo szanse na seksualne zainteresowanie ze strony płci przeciwnej rosną, co biologicznie obiecuje potomstwo. Język to też nazywa „seksownością”, a potoczna warstwa wypracowała sobie swoje określenia: „laska, ciacho, dupeczka, przystojniak itp.”. 

Wstyd jest emocją, która zdaniem Brene Brown wyklucza możliwość zbudowania prawdziwie głębokiej relacji. Jeśli czegoś się wstydzimy, to w tle ukryte jest przekonanie, że „jeśli druga osoba dowie się o mnie tego, czego się wstydzę,  to mnie odrzuci i wykluczy”. Zatem w naturalny sposób człowiek ukrywa to, czego się wstydzi. 

Ten mechanizm przejęła i bezlitośnie eksploruje kultura masowa, podpowiadając nam, która osoba publiczna zasługuje na to, by ją naśladować, co zwiększy nasze szanse na wskoczenie na wyższy poziom w strukturze społecznej. Jeśli więc ktoś osiągnie pupę Jennifer Lopez czy sześciopak Ryana Gosslinga, to świat mu obiecuje gwarancję, że jej/jego szanse na przetrwanie są większe. Obok niezauważalnie pojawią się reklamy produktów, które nam te pośladki czy brzuch pomogą doprowadzić do posturalnego stanu. Ale nikt nam nie powie, że stan idealny nie istnieje. Bo takie odkrycie odcięłoby od stałego dochodu duże segmenty rynku przemysłu kosmetycznego, medycznego i fitnesowego. Najlepiej więc trzymać każdego członka wspólnoty w niepewności, czy mieści się w kategorii atrakcyjności, czy nie. 

Seksowna jest kobieta w określonym rozmiarze. Takim, jaki prezentowany jest na okładkach pism i w teledyskach. Przekaz jest taki: „Jeśli będziesz wyglądać tak, jak występujące tam dziewczyny, twoja pozycja w hierarchii społecznej będzie wyższa”. Oczywiście to prawo psychologii ewolucyjnej. W praktyce oznacza to: im bliżej Ci do ideału z okładki, tym bardziej atrakcyjna masz prawo się czuć. Im dalej Ci od tego modelu, tym Twoje miejsce w rankingu atrakcyjności spada. A Ty powinieneś/powinnaś odczuwać wstyd. Wstyd, czyli emocję, która zdaniem Brene Brown wyklucza możliwość zbudowania prawdziwie głębokiej relacji. Jeśli czegoś się wstydzimy, to w tle ukryte jest przekonanie, że „jeśli druga osoba dowie się o mnie tego, czego się wstydzę, to mnie odrzuci i wykluczy”. Zatem w naturalny sposób człowiek ukrywa to, czego się wstydzi. Ale „im mniej o tym mówimy, tym większą władzę ma nad nami wstyd”. Brene Brown umieszcza wstyd na przeciwstawnej osi do empatii i wskazuje na trzy jego wzmacniacze: strach, poczucie winy i brak poczucia połączenia z drugą osobą. Tymczasem w świecie, w którym norma dotycząca wyglądu jest tak mocno wyśrubowana, osoby postrzegające swoje ciało jako niedoskonałe mają zazwyczaj nasilone poczucie wstydu, często wstyd przeżywają. W związku z tym czują presję, by filtrować swoją opowieść i swój wizerunek przez pryzmat tego, czego świat oczekuje. Oczekiwania względem osób z na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy