Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

OSKARŻONY: SZCZUR

176

Najsłynniejsze procesy przeciwko zwierzętom przypomina KRZYSZTOF MOTYKA.

Termin „prawa zwierząt” używany jest od co najmniej kilkudziesięciu lat w dyskursie prawnym, moralnym, nawet potocznym, i coraz mniej razi on naszą intuicję językową, choć stanowi przedmiot kontrowersji naukowych. Zupełnie inaczej rzecz się ma z drugą stroną medalu – obowiązkami prawnymi zwierząt, w szczególności zaś ich odpowiedzialnością prawną. Zjawisko wymienione w tytule niniejszych uwag, podobnie jak na przykład pociąganie do odpowiedzialności prawnej osób zmarłych, a nawet rzeczy takich jak kamienie, wzbudza zazwyczaj uśmiech, połączony niekiedy z drwiną skierowaną pod adresem czasów i społeczeństw, w których miało ono miejsce. Tymczasem niejeden z uczonych zajmujących się prawem w szerszej perspektywie podkreślał, że ograniczanie pojęcia podmiotowości prawnej, w tym odpowiedzialności prawnej, do osób fizycznych (tj. ludzi) i tzw. osób prawnych, jest – z punktu widzenia i historycznego, i teoretycznego – nieuzasadnione. Sto lat temu zwracał na to uwagę między innymi twórca psychologicznej teorii prawa – polski uczony Leon Petrażycki (np. w wydanej ostatnio na nowo książeczce „O pobudkach postępowania i o istocie moralności i prawa”). W ostatnich latach problematyka ta dyskutowana jest przez wielu poważnych autorów na łamach renomowanych czasopism naukowych, co świadczy o tym, że stara paremia „Omne ius hominum causa constitutum est”

(„Prawo istnieje wyłącznie dla ludzi”) wciąż bywa poddawana w wątpliwość.
Najbardziej spektakularnym przejawem przypisywania podmiotowości prawnej zwierzętom było pociąganie ich do odpowiedzialności karnej. Zjawisko takie, łączone przez niektórych z „ciemnym średniowieczem”, występowało w wielu kulturach prawnych różnych czasów, poczynając od najodleglejszych. Kary dla zwierząt przewidywało perskie ustawodawstwo Zaratustry (VII/VI w. przed Chr.) oraz Prawo Mojżesza, w myśl którego „jeśliby wół pobódł mężczyznę lub kobietę tak, iż ponieśliby śmierć, wówczas wół musi być ukamienowany” (Wj 21, 28). Podobną myśl znajdujemy na przykład u Platona, który pisał, że „jeżeli (...) jakieś zwierzę pozbawi życia człowieka (...), to krewni powinni wytoczyć mu proces o zabójstwo” („Prawa”, IX). W starożytnych Atenach sprawy takie, podobnie jak przypadki morderstw dokonanych przez nieznanych bądź zbiegłych sprawców i przypadki śmierci spowodowanej przez rzeczy martwe, rozstrzygano w Prytanejonie – budynku pełniącym w pierwszym rzędzie funkcję centrum uroczystości państwowych. Badania wskazują jednak, że procesy przeciwko zwierzętom nie były zabawą, lecz działaniem całkiem serio, mającym na celu dobro społeczności.

Równie serio pociągano zwierzęta do odpowiedzialności karnej w czasach nowożytnych. Jak podaje Otto von Gierke
(„Der Humor im deutschen Recht”, Berlin 1871), w myśl dawnego prawa niemieckiego „w razie gwałtu nad kobietą, wraz ze zburzeniem domu, w którym czyn ten został dokonany, wszystko, co w nim żyło, ponosi śmierć: ludzie i bydło, psy, koty, gęsi i kury – za to, że nie przyszli z pomocą ofierze lub przez krzyk
nie sprowadzili pomocy”.

Ślady odpowiedzialności karnej zwierząt znajdujemy też w prawie polskim, na przykład w statutach Kazimierza Wielkiego, które upoważniały właściciela lasu, by zabił jedną z pasących się w jego lesie świń, a w przypadku powtórzenia się takiej sytuacji – dwu świń.

Edward Payson Evans w monografii „The Criminal Prosecution and Capital Punishment of Animals” (1906) zewidencjonował ponad 200 procesów przeciw zwierzętom mających miejsce w Europie (głównie we Francji), poczynając od sprawy kretów z Aosty (Włochy) w 824 roku, a kończąc na sprawie psa, którego skazano w Szwajcarii w 1906 roku na śmierć za udział w zabójstwie i rabunku (jego ludzcy kompani dostali dożywocie). Rzecz jasna, podobnych zdarzeń musiało być znacznie więcej, a uczony odnalazł w archiwach ślady tylko niektórych, nie mówiąc już o zdarzeniach późniejszych. Większość z nich dotyczyła świń, które mogły swobodnie poruszać się po ulicach średniowiecznych miast, więc często wikłały się w konflikty z dziećmi. Na ławie oskarżonych zasiadały też psy i wilki, krowy, kozy, owce i osły, turkawki, wróble, gęsi i koguty, węgorze i delfiny, węże, myszy i szczury, żuki, dżdżownice, pijawki i ślimaki, pchły, termity, koniki polne, wołki zbożowe, szarańcza i inne robactwo. Procesy przeciwko nim toczyły się z zachowaniem odpowiednich procedur, zasadniczo takich samych, jak w przypadku procesów przeciwko ludziom.

Jednym z najsłynniejszych był proces przeciwko szczurom francuskiego biskupstwa Autun, który miał miejsce w 1530 roku. Zrelacjonował go mąż stanu i historyk Jacques Auguste de Thou (1553–1617) w swym głośnym dziele „Historia mei temporis” (1604), a relację tę, tymi oto słowami przedstawił polskiemu czytelnikowi profesor Edmund Krzymuski w niemal zapomnianej pracy „O odpowiedzialności karnej zwierząt” („Niwa” 1882):

„Otóż między rokiem 1522 i 1530 szczury miały tak się rozmnożyć w okolicy miasta Autun i tyle szkód wyrządzać w polach, że zaczęto na seryo obawiać się głodu. Zarządzono najprzód przeciwko tym zwierzętom zwykłe środki ludzkie, kiedy te jednak nie skutkowały, podano prośbę do oficyała biskupiego o rzucenie na nie klątwy. Oficyał był zdania, że klątwa byłaby niesprawiedliwa, gdyby nie przeprowadzono przedtem formalnego procesu. Stosownie do tego promotor, a promotorem zwał się oskarżyciel przy trybunałach duchownych, wniósł najprzod skargę przeciwko szczurom, oficyał zaś na zasadzie tej skargi nakazał im stawić się do sądu w oznaczonym terminie.

Otóż czy to przez jakąś wrodzoną krnąbrność charakteru, czy to z innego jakiegoś powodu, bo tego nam historya nie tłómaczy, dosyć że szczury nie stawiły się przed sędzią. Wówczas promotor uzyskał przeciwko nim pierwszy wyrok zaoczny i zażądał, aby przystąpiono do ostatecznego rozstrzygnięcia sprawy. Oficyał, będąc sędzią sprawiedliwym, uznał za właściwe wyznaczyć oskarżonym przynajmniej obrońcę z urzędu. Wybór jego padł na młodego [Barthélemy’ego – przyp. K.M.] Chassanée’a, który właśnie rozpoczynał swą karierę adwokacką.

Chassanée wywi...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy