Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

18 lutego 2021

NR 3 (Marzec 2021)

Opowieści, które wspierają w traumie

379

Pandemia koronawirusa skonfrontowała wiele osób ze strachem, a nawet grozą. Sposobem na ukojenie może być pisanie o swoich przeżyciach i… opowiadanie bajek.

Trudne wyzwania życiowe nie zawsze muszą oznaczać doświadczanie traumy. Ten termin jest współcześnie często nieprecyzyjnie używany zarówno przez przedstawicieli mediów, jak też niekiedy przez samych psychologów i lekarzy. 
W moim rozumieniu pojęcie „trauma” odwołuje się do teorii psychologicznych, należących do nurtu psychodynamicznego. Prof. Rosmarie Barwinski Fäh, psychoterapeutka i psychoanalityczka, za traumę psychiczną uznaje zarówno gwałtowne wydarzenie zagrażające życiu i/lub zdrowiu, jak też doświadczenie o charakterze subiektywnym, czyli taki psychiczny odbiór trudnej sytuacji, który prowadzi do długotrwałych skutków i zaburzeń funkcjonowania w wyniku załamania się dotychczasowych strategii adaptacyjnych i obronnych, stosowanych w reakcji na stres. W opinii Babette Rothschild, klinicystki i autorki książki Ciało pamięta, o wystąpieniu traumy można mówić jedynie wtedy, gdy dana osoba nie jest w stanie zachować kontroli nad sytuacją – zapobiec jej samej lub jej konsekwencjom. W definicjach psychiatrycznych rozumie się traumę najczęściej jako stres pourazowy i zwraca uwagę, że może on dotyczyć zarówno osoby, która doświadczyła trudnego wydarzenia, przekraczającego jej możliwości radzenia sobie, jak też świadków tego wydarzenia. 

W definicjach psychiatrycznych rozumie się traumę najczęściej jako stres pourazowy i zwraca uwagę, że może on dotyczyć zarówno osoby, która doświadczyła trudnego wyda­rzenia, przekraczającego jej możliwości radzenia so­bie, jak też świadków tego wydarzenia. 

Groza pandemii i bezpieczna przystań

Doświadczanie traumy bardzo często wiąże się z lękiem przed śmiercią. Według Petera Kuttera, psychoanalityka, specjalisty w obszarze chorób psychosomatycznych, jest to lęk egzystencjalny lub lęk przed unicestwieniem. Jego zdaniem reakcje emocjonalne ogarniętej takim lękiem osoby można porównać do odczuć niemowlęcia, które całe jest owładnięte przestrachem. To odczucie jest tak intensywne, że niekiedy wszechogarniające. Lęk przed śmiercią immanentnie wiąże się z istotą człowieczeństwa. Ponieważ jako ludzie mamy świadomość śmierci, odczuwamy lęk na myśl o niej, szczególnie wtedy, gdy z jakichś powodów wzrasta jej prawdopodobieństwo, np. w sytuacji choroby albo zagrożenia społecznego. 

Takim zagrożeniem był wybuch pandemii koronawirusa, która dla wielu osób oznaczała konfrontację ze strachem, a nawet grozą. W konfrontacji z niebezpieczeństwem każdy uruchamia własne sposoby uspokajania siebie i swoich bliskich. Te zdolności dziecko nabywa wcześnie w relacji ze swym opiekunem. W tysiącach interakcji z rodzicem kształtują się przekonania dziecka – w sprzyjających okolicznościach nabywa pewności, że jest bezpieczne, jest widziane, a jego stany są odzwierciedlane przez rodzica. W efekcie uczy się rozpoznawać, a potem nazywać emocje. Może poznać siebie, a dzięki temu stworzyć wewnętrzny obraz siebie samego, innych ludzi i relacji z nimi. Uczy się, jak radzić sobie z niebezpieczeństwem i jak się koić w momencie strachu. 

POLECAMY

Im bardziej ktoś stara się ukrywać swoje myśli i uczucia, tym bardziej obciąża to jego organizm, czego przejawem jest przedłużający się stan fizjologicznego stresu. Jeśli o czymś nie mówimy, nie przestajemy o tym myśleć.

Amerykański psychiatra Stanley Greenspan uważa, że „najważniejszym architektem umysłu nie jest stymulacja poznawcza, ale emocje”, takie, które rodzą się w relacji dziecka z jego opiekunem. Gdy jednak rodzic jest niedostępny, wrogi lub pełen lęku, dziecko nie może stworzyć sobie takiego obrazu siebie oraz innych ludzi, który pozwalałby mu zbudować zaufanie. Matka, a niekiedy także ojciec, nie stanowią „bezpiecznej bazy” – jak to określa John Bowlby, twórca teorii przywiązania – z której dziecko może podejmować eksplorację świata, ani nie będą „bezpieczną przystanią”, do której może powrócić w sytuacji zagrożenia. Jeśli rodzic nie potrafi ukoić dziecka, bo sam jest w stanie lęku i napięcia, doświadcza zaburzeń przewlekłego stresu pourazowego, jest chory psychicznie albo pozostał emocjonalnie niedojrzały, wtedy dziecko jest zdane samo na siebie. Droga jego rozwoju będzie zahamowana bądź wręcz zaburzona, a gdy dorośnie, nie będzie potrafiło samo się uspokajać. 

Obciążające tajemnice

Istnieją różne sposoby radzenia sobie z lękiem i grozą. Niektóre możemy podejmować niezależnie od obecności osób bliskich i ich wsparcia albo od dostępności pomocy specjalistycznej. Jednym z takich sposobów jest pisanie o własnych doświadczeniach i przeżyciach. Na znaczenie tej metody zwracają uwagę James Pennebaker i Joshua Smyth, autorzy książki Terapia przez pisanie. Tworzenie – w określonych warunkach – własnych opowieści o przykrych doświadczeniach emocjonalnych autorzy nazywają pisaniem ekspresywnym i uznają je za narzędzie samopomocy. Wyniki badań naukowych potwierdzają skuteczność tej metody. Okazuje się, na przykład, że im bardziej ktoś stara się ukrywać swoje myśli i uczucia, tym bardziej obciąża to jego organizm, czego przejawem jest przedłużający się stan fizjologicznego stresu. Jeśli o czymś nie mówimy, nie przestajemy o tym myśleć. Utrzymywanie tajemnic, w opinii Pannebackera i Smytha, osłabia zdolność myślenia, bowiem nierozmawianie z innymi o trudnych doświadczeniach powoduje, że nie można im nadać spójnej formy i uporządkować ich w umyśle. Z kolei pisanie ekspresywne może pomóc ludziom rozwiązywać poważne konflikty wewnętrzne, poprawia jakość snu, a układ odpornościowy zaczyna funkcjonować skuteczniej.

Pisanie bajek w czasach zarazy

W trzecim tygodniu pandemii zaproponowałam dwóm grupom studentów psychologii Uniwersytetu Warszawskiego napisanie krótkich bajek o koronawirusie. Osoby z pierwszej grupy przygotowywały bajki pisane z myślą o osobie dorosłej, a z drugiej grupy – bajki dla dziesięcioletnich dzieci. Prawie wszyscy uczestnicy kursów wykonali zadanie, powstało 27 bajek dla dorosłych i 20 bajek dla dzieci. Byłam bardzo zbudowana postawą studentów, bo za to ćwiczenie nie było żadnej gratyfikacji. Następnie studenci według zaproponowanych kategorii dokonali wstępnej analizy bajek. Mieli ustalić między innymi: Kto jest bohaterem baśni – człowiek, grupa ludzi, zwierzę czy zjawisko? Czy problem wirusa pojawia się wprost, np. bohater z nim w jakiś sposób walczy? A jeśli nie wprost – to jak? Czy w bajce pojawiają się hipotezy na temat tego, co jest przyczyną wirusa – przypadek, źli ludzie, siły natury? Czy bohater walczy z wirusem i jakie sposoby stosuje? Czy zyskuje np. wsparcie od kogoś, czy robi to sam? Jak kończy się bajka? Czy występuje happy end? 

Później kilka osób w ramach kursów stworzyło grupy robocze, które poddały raporty – uzyskane od wszystkich studentów – pogłębionej, zbiorczej analizie. Można powiedzieć, że studenci byli w tym projekcie zarówno osobami badanymi, jak i badaczami.

Chcieliśmy sprawdzić: czy bajka może być sposobem radzenia sobie z lękiem związanym z pandemią u młodych osób dorosłych? Jakie są u nich mechanizmy radzenia sobie z lękiem? A jakie rodzaje mechanizmów są najczęściej wykorzystywane w bajkach pisanych dla dzieci?

Uzyskano bardzo interesujące wyniki. Okazało się, że osoby piszące bajki najczęściej, bo aż w 89%, pisały je w trzeciej osobie, a jedynie co dziesiąta osoba (11%) prowadziła narrację w pierwszej osobie. Te wyniki są spójne z tym, co wiadomo z badań nad traumą z przeszłości. Prof. Emilia Soroko, autorka książki Aktywność autonarracyjna osób z różnym poziomem organizacji osobowości, wskazuje, że pisanie o trudnych doświadczeniach, które miały miejsce w przeszłości z perspektywy trzeciej osoby łagodzi ich negatywny wpływ na osobę. Nasze bajki o wirusie pokazały, że zjawisko takie może zachodzić także w odniesieniu do aktualnych wydarzeń. Aż 59% bajek pisanych dla dorosłych kończyło się szczęśliwie, 30% nie miało zakończenia, a jedynie 11% kończyło się źle. Happy end w analizowanych bajkach oznaczał co innego: czasem polegał na pokonaniu wirusa, zakończeniu epidemii, czasem na zdjęciu klątwy, odkupieniu win i cofnięciu kary, ale też na docenieniu niematerialnych rzeczy, np. wzajemnych relacji. Bohaterowie w większości bajek byli sprawczy. 

Słonica ratuje świat

Dobrze ilustruje to bajka zatytułowana Trzy słonice. Zaczyna się tak:

„W bardzo pięknym miejscu na świecie mieszkały trzy słonice. Ona, czyli mama, i One, czyli Pufcia i Adelcia, jej córki. (…) Słonica i jej młode były silne, potężne, nikogo nie musiały się bać. Jedynie stada lwów mogły czasem stanowić jakieś zagrożenie, ale najczęściej były zbyt leniwe, żeby polować. (…) Tego dnia, kiedy młode nad rzeką oblewały się wodą, nagle wyczuły coś dziwnego – stało się zbyt cicho. Ptaki ucichły, woda szumiała bezdźwięcznie, nie było słychać wiatru, jakiś totalny br...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy