Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

26 stycznia 2016

Ojcowie, paplajcie

53

Pokazać swoje uczucia, czasem słabość, wątpliwości - to jest wielkość ojców. Powiedzieć dziecku, że jest się z niego dumnym - teraz, dzisiaj, a nie na łożu śmierci. Więcej spontaniczności, „paplania” - radzi ojcom Luis Alarcon Arias.

LUIS ALARCON ARIAS jest psychologiem klinicznym, superwizorem, prezesem Stowarzyszenia na rzecz Przeciwdziałania Przemocy w Rodzinie „Niebieska Linia”, wykładowcą w SWPS. Prowadzi Centrum Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach, CTSR (www.ctsr.pl).

MAGDA BRZEZIŃSKA: – W listach nadsyłanych w ramach naszej akcji „Droga do Ojca” często przewijają się bolesne wspomnienia ojca stosującego przemoc. Ojca pojawiającego się głównie po to, by wymierzyć karę, przekonanego, że jeśli dzieciom zabraknie jego ręki, to nie wyjdą na ludzi…
LUIS ALARCON ARIA
S: – Och, no tak, przez to „droga do ojca” jest drogą przez mękę. Po pierwsze dlatego, że zazwyczaj tego ojca po prostu nie ma. I ta nieobecność wcale nie jest charakterystyczna dla współczesnego świata, modelu życia. Im dłużej pracuję z mężczyznami i rodzinami, tym bardziej przekonuję się, że ciągle jesteśmy niewolnikami pewnej postaci ojca, wykreowanej dawno temu, która na początku procesu cywilizacyjnego miała ewolucyjne i kulturowe uzasadnienie: rolą mężczyzny było opuszczanie domu, by polować, zabezpieczać byt rodziny. Potem taki wizerunek ojca oddalonego zachował się w kanonach religijnych i do dziś jest promowany. Kilka dni temu w audycji radiowej w pewnej stacji religijnej usłyszałem, że ojciec powinien być stateczny, stanowczy, ale sprawiedliwy.

Mało osiągalny dla dziecka?

– No tak, bo te cechy – przypisywane właśnie ojcom – mają się nijak do budowania związków interpersonalnych. W takim ujęciu ojciec jest postacią, której trzeba się bać, jest instancją, decyduje o bardzo wielu rzeczach w życiu rodziny, niekiedy niestety nawet ręką... Choć świat tak bardzo się zmienia, to jednak obraz ojca jest niezwykle konserwatywny, odporny na zmiany. Ciągle funkcjonuje przekonanie, że ojciec ma być właśnie taki.

U początkujących, trzydziestoletnich ojców też jest obecny taki rys?
– Bycie ojcem jest bardzo mocno związane z procesem kształtowania się męskiej tożsamości. Na jednym krańcu męskiego świata są ojcowie, którzy realizują bardzo konserwatywny obraz mężczyzny i ojca. Uważają, że ojciec powinien zachowywać pewien dystans, być poza światem emocjonalnym, bo emocje są zarezerwowane dla kobiet. Natomiast mężczyzna jest ekspertem, który ma zawsze ostatnie słowo, który decyduje, sądzi i osądza. Jest instancją i wie najlepiej, więc powinien ukarać, ale „z miłością, dla dobra dziecka”, co wydaje się absurdalne. Na drugim krańcu męskiego świata są ojcowie kompletnie zagubieni – ze względu na wiek, środowisko, wpływ rodziny, wpływ mediów. Nie radzą sobie, bo tak naprawdę nie wiedzą, kim są. Bardzo obciążającym bagażem są dla nich wspomnienia zachowań ich ojców, które im się nie podobały i przeciwko którym się buntowali. W efekcie dziś nie wiedzą, co to znaczy być mężczyzną i ojcem.

To dwa krańce, a kto jest w środku?

– Cała gama ojców – albo bardziej zbliżonych do tej konserwatywnej postaci, albo do tej zagubionej. Coraz więcej jednak jest mężczyzn poszukujących, podejmujących wysiłek, żeby kształtować swoje relacje z dziećmi na trochę innych zasadach, niż robili to ich ojcowie. Oni zaczynają wsłuchiwać się we własne życie emocjonalne i wyrażają swoje emocje. Widzę to choćby u mojego syna. On jest bardziej rozwinięty emocjonalnie niż ja, o wiele łatwiej jest mu poruszać się po sferze emocjonalnej niż mężczyznom z mojego pokolenia, zwłaszcza z jego konserwatywnej części. Dziś mężczyźnie wolno już posługiwać się aparatem emocjonalnym, wręcz jest to pożądane. Chociaż nie oszukujmy się, że postrzeganie roli kobiet i mężczyzn diametralnie się zmieniło. Na różnych profilaktycznych zajęciach robimy badania – pytamy nastolatków, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną, prawdziwą kobietą. Padają takie odpowiedzi, że włosy stają na głowie.

Stereotypy wiecznie żywe?

– Tak! Dzieci opisują to, co widzą w domu, za ścianą, w telewizji, w reklamie, wszędzie... Te stereotypy są nadal obecne i bardzo silne. Na dodatek kuszą, by to na nich opierać swoje zachowania, bo są dobrze znane – a często mężczyźni znajdują się teraz w sytuacjach, których wcześniej nie doświadczali, w związku z tym wielu opiera swoje wybory zachowań na tym, co jest im znane. Jako optymista jestem przekonany, że będzie coraz lepiej, bo współcześni ojcowie, choć są zagubieni, to jednak poszukują. Bardzo często ci młodzi ojcowie mają głębokie przekonanie i postanowienie, że nie będą powielać tego, czego sami doświadczyli od swoich ojców, bo wiedzą, że to było złe, bolesne. Natomiast mają problem ze znalezieniem dobrych wzorców dla siebie.

Jedno z amerykańskich badań nad dziećmi ojców tyranów pokazało, że jako dorośli wcale nie powielali przemocowych wzorców. Wręcz przeciwnie – nie stawiali własnym dzieciom żadnych granic, pozwalali im na wszystko.

– I to też jest problem, bo konsekwencje takiego zachowania są paskudne... Pracuję z mężczyznami, którzy stosują przemoc. Jak na dłoni widać ich kierunek myślenia, wzorce, oddalenie od sfery emocjonalnej. Stosują przemoc, bo wiedzą, że to jest skuteczne. Że w ten sposób najszybciej wyegzekwują to, czego chcą, pragną. Tylko że w ten sposób nie buduje się relacji z innymi ludźmi, lecz się je niszczy. A w wielu przypadkach trafia się do więzienia, bo stosowanie przemocy jest przestępstwem.
W moim przekonaniu większym problemem jest posiadanie ojca nieobecnego niż ojca tyrana, bo ojciec tyran pobudza do tego, żeby się buntować i poszukiwać. Robi krzywdę, wpływa negatywnie, ale mimo wszystko jest. I ta wymiana między ojcem a synem, między ojcem a dziećmi toczy się. Natomiast bardziej niebezpiecznym wzorcem jest ojciec nieobecny, który jedynie podejmuje ostateczne decyzje. Taki ojciec, jakim był cesarz Marek Aureliusz w filmie „Gladiator”. Choć był człowiekiem myślącym, mądrym, sprawiedliwym, wyznającym wartości, to jednak nie akceptował syna, Kommodusa. Nie dawał mu swojej uwagi, nie rozmawiał z nim. Syn wychowywał się w cieniu ojca, ciągle oczekując, że ojciec wreszcie go zauważy, dotknie. Skonstatuje, że istnieje na tym świecie. W konsekwencji syn wyrósł na pełnego nienawiści, okrutnego tyrana.

Taka tęsknota za ojcowską uwagą, spojrzeniem, często pojawia się też w listach naszych Czytelników.
– Nieobecny emocjonalnie ojciec jest znacznie bardziej niszczący niż ojciec patologiczny, który bije, bo on przynajmniej wchodzi w relację. Natomiast dziec-
ko, które jest w takim „zawieszeniu” – ciągle marzy o uwadze ojca i jej nie otrzymuje – w końcu zaczyna się mścić. Najczęściej poprzez przemoc, zachowania patologiczne, a nawet przestępcze. Nastolatkowie chcą w ten sposób zwrócić na siebie uwagę nieobecnego ojca, zyskać jego zainteresowanie.

Czy ojcom trudniej jest budować relacje z synami niż z córkami?
– Tak, bo mężczyźni inaczej nawiązują i utrzymują ze sobą kontakt emocjonalny – budują go wokół czegoś, co razem robią, osiągają. Potrafią okazać emocje, gdy...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy