Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

30 sierpnia 2017

Ogarnąć się

0 294

Porządek tak, ale niekoniecznie wszystko musi być „w kancik”. Nieporządek tak, ale nie totalny chaos.

Co jakiś czas nachodzi nas myśl, że trzeba zrobić porządek. Ze swoimi planami i działaniami, ze swoim otoczeniem czy w swoich relacjach z innymi ludźmi, czyli we wszystkim tym, co nazywamy „moje”, a co William James nie bez racji nazywał szeroko pojętym Ja. Jeszcze wczoraj, o dziwo, bałagan nam nie przeszkadzał, ale dzisiaj stał się nie do zniesienia. Zaczynamy sobie patrzeć na ręce, przyglądać się sobie podejrzliwie. I zabieramy się do porządków.

Ktoś zauważył, że najlepszy sposób na porządek wokół Ja to nierobienie nieporządku. Rzecz jednak w tym, że to raczej niemożliwe, bo nawet jeśli sami bałaganu nie robimy, to robi się on sam z siebie. Trochę tak, jak w ogrodzie – nawet codzienne usuwanie chwastów nie uchroni nas przed nowymi. Wyrosną i tak.

Być może pedanci i perfekcjoniści radzą sobie jakoś z poszukiwaniem porządku, ale pomyślmy, jak drogo za to płacą. Nadmiar porządku, podobnie jak nadmiar nieporządku, jest w znacznym stopniu dysfunkcjonalny. Sensowne wydaje się pilnowanie porządku, ale bez przesady. Porządek tak, ale niekoniecznie wszystko musi być – jak to się mawia – „w kancik”. Nieporządek tak, ale nie totalny chaos. Mamy więc do czynienia z pewnego rodzaju oscylacją – raz więcej jest porządku, a raz więcej nieporządku. Granice tolerancji dla jednego i drugiego są indywidualne.

Nieporządek w naszym życiu zapowiada niepewność, a niepewność zagraża brakiem bezpieczeństwa. Porządek z kolei znamionuje s...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy