Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Oceniam, więc błądzę

0 225

Nad uporczywością błędów popełnianych przy ocenie prawdopodobieństwa zdarzeń i przy osądzaniu ludzi zastanawia się Wilhelmina Wosińska.

Skuteczne działanie w skomplikowanym świecie społecznym wymaga od nas w miarę trafnego dokonywania oceny prawdopodobieństwa wystąpienia różnych zdarzeń: „Czy dostanę to zagraniczne stypendium, czy jest na nie mała szansa, więc lepiej nie zwalniać się z pracy w sytuacji tak ogromnego bezrobocia? Czy uda mi się przetrwać zimę bez grypy, czy lepiej się zaszczepić, mimo że zastrzyk będzie dla mnie wielką traumą? Czy warto wybrać specjalność komputerową, czy lepiej płatne będą za kilka lat specjalności pozwalające na walkę z terroryzmem bakteriologicznym, więc może zdecydować się na mikrobiologię, mimo że nie bardzo lubię tę dziedzinę? Czy będzie pobór do wojska, więc może lepiej odłożyć ślub?”.
Często musimy także oceniać innych ludzi, zakładając, że nasze sądy o nich są trafne: „Może nie tylko odroczyć ślub, ale lepiej wycofać się z tego małżeństwa w ogóle, bo zdaje się, że on nie jest pracowity? Czy mogę liczyć na obietnice mojego szefa, czy jest to raczej mało rzetelny człowiek?”.
Oceniając prawdopodobieństwa różnego rodzaju zdarzeń i osądzając ludzi, bierzemy pod uwagę różne czynniki, np. zachowanie innych osób w podobnych sytuacjach, swoje doświadczenia z przeszłości, informacje prasowe, własną intuicję itp. Czynników tych jest wiele, a decyzje zwykle muszą być podjęte w ograniczonym czasie. W procesie oceniania/osądzania bierze więc udział całe mnóstwo nieracjonalnych, intuicyjnych i emocjonalnie „obciążonych” przesłanek. Reguły rządzące ocenianiem prawdopodobieństwa zdarzeń i trafnością sądów o ludziach nazywane są „heurystykami”.
Kahneman i Tversky wyróżnili szereg heurystyk. Ich funkcjonowanie sprawdzili w prostych i niezwykle pomysłowych eksperymentach. Wykazały one szereg błędów popełnianych w procesie oceniania prawdopodobieństwa zdarzeń i – w ramach tego prawdopodobieństwa – własnego w tych sytuacjach zachowania oraz w ocenianiu działań i cech innych ludzi.
Wspomniani badacze zadawali amerykańskim przechodniom takie na przykład pytania: a) Czy więcej jest w języku angielskim słów zaczynających się na literę „k”? b) Czy więcej jest słów, w których litera „k” znajduje się na trzeciej pozycji?
Większość Amerykanów wskazała wybór „a”, choć w języku angielskim istnieje dwukrotnie więcej słów, w których „k” jest literą trzecią.
Inne pytanie brzmiało: a) Czy wybierając się na Bliski Wschód, bardziej obawiasz się wypadku samochodowego? b) Czy udając się tam, bardziej boisz się aktu terroryzmu?
Większość badanych wskazała na wybór „b”. I znów prawdopodobieństwo tego wydarzenia jest niewielkie: terroryści z Bliskiego Wschodu nie dokonują zwykle ataków w swoim kraju, ale poza jego granicami. Natomiast w sprawie ruchu drogowego niewiele jest tam prawnych zasad, a jeszcze mniej zasad przestrzeganych, które pozwoliłyby uniknąć wypadku turyście nieznającemu „narodowych tradycji” kierowania.
Dlaczego badani popełniali błędy przy ocenianiu prawdopodobieństwa tych zdarzeń? Otóż w pierwszym przypadku przyczyną jest możliwość łatwiejszego wyobrażenia sobie konkretnego przykładu słów zaczynających się na literę „k” niż przykładu tych, w których występuje ona jako trzecia. Z kolei wiedza przeciętnego człowieka z zachodniego świata o Bliskim Wschodzie to uogólnione i emocjonalnie zabarwione informacje o terroryzmie, a nie o braku precyzyjnych zasad ruchu drogowego. W obu przykładach w grę wchodzą błędy, które Kahneman i Tversky nazywają „heurystykami dostępności”. Jest to tendencja do oceniania prawdopodobieństwa zdarzeń w zależności od ich dostępności dla naszej pamięci. Innymi słowy, są to skróty myślowe polegające na ocenie szansy wystąpienia zdarzenia w zależności od tego, jak łatwo przychodzi nam ono do głowy.
Heurystyki te pozwalają zrozumieć na przykład, dlaczego większość ludzi boi się podróżować samolotami, mimo że możliwość śmierci w wypadku samochodowym jest od 75 do 100 razy większa (a może i jeszcze większa). Jeden z powodów tego lęku to przekonanie o posiadaniu kontroli nad sytuacją, gdy prowadzi się auto (oczywiście statystyki dotyczące tych zdarzeń – podobnie jak wielu innych – nie są precyzyjne, gdyż zależą od sposobu ich sporządzania).
No cóż, jak udowadniałam w poprzednim artykule, przekonanie takie jest wielką iluzją. Faktem natomiast są dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy ludzi ginących co roku na drogach, a jedynie setki tracących życie w wypadkach samolotowych.
Innym powodem błędów w ocenianiu prawdopodobieństwa śmierci podczas podróży samolotem i jazdy samochodem jest fakt, że media zawsze informują o masowej tragedii, jaką jest katastrofa lotnicza, w której ginie jednocześnie nawet 300 osób, rzadziej natomiast – o pojedynczych wypadkach samochodowych. Istotne jest, że środki masowego przekazu opisują owe masowe tragedie w sposób niezwykle dramatyczny, pokazując np. dziecięce ubranka czy resztki paszportów wydobytych z wód morza ze zdjęciami uśmiechniętych – a dziś już nieżyjących – nastolatków. Czasem jeszcze dodają (czego z powodów etycznych na szczęście nie pokazują), że znaleziono także środkowy palec lewej ręki znanego gitarzysty (badania DNA na taką identyfikację przecież dziś pozwalają!). I właśnie wyrazistość i emocjonalność tego opisu powodują zwiększenie dostępności takich informacji dla naszej pamięci, czego konsekwencją staje się nietrafna ocena prawdopodobieństwa wypadku samochodowego i samolotowego.
[nowa_strona] Po ataku terrorystycznym z 11 września Amerykanie po prostu przestali podróżować samolotami, mimo że szansa powtórzenia podobnego ataku przy niezwykle zwiększonej czujności agentów patrolujących dworce lotnicze i zaostrzonych procedurach kontroli była niemal zerowa. Przez pierwsze dni po ataku bywało, że samolot z dwoma pilotami i czterema stewardesami leciał z jednym tylko pasażerem. Dla heurystyk dostępności z tego zakresu niekorzystne było rozbicie się samolotu w Nowym Jorku (spowodowane defektem w „ogonie”) kilka tygodni po 11 września. Powoli Amerykanie zaczęli jednak wracać do podróżowania samolotami, które są dla nich tym, czym autobusy PKS dla mieszkańców Pasłęka.
Heurystyki dostępności prowadzą także do przekonania, że brutalne morderstwa zdarzają się o wiele częściej niż w rzeczywistości i że więcej ludzi umiera na AIDS niż na zapalenie płuc (a jest odwrotnie). I znów jest to rezultat heurystyk dostępności wytworzonych w znacznej mierze przez środki masowego przekazu. Opisują one bowiem grozę okrutnych morderstw i śmierci spowodowanej wirusem HIV w sposób, który przyczynia się do większej dostępności tych informacji dla naszej pamięci. Wytwórnie hollywoodzkie np. wyprodukowały już wiele filmów, w których bohaterowie umierają na AIDS, a ostatni film z bohaterem umierającym na zapalenie płuc pochodzi pewnie z lat trzydziestych.
Naturalnie nie tylko środki masowego przekazu „manipulują” poziomem dostępności informacji dla pamięci. Gdy na przykład umiera dziecko, które zakrztusiło się klockiem lego, wówczas sąsiedzi opowiadają sobie o tym wypadku z tak silnym emocjonalnym komponentem, że staje się on bardzo wyrazisty. W rezultacie przestają kupować swoim pociechom te właśnie klocki, podczas gdy tak naprawdę znacznie więcej dzieci umiera tragicznie w wyniku zakrztuszenia się kostką z kurczaka, kawałkiem pomarańczy czy koralikiem z naszyjnika matki.
Oceny prawdopodobieństwa zdarzeń dokonujemy także w zależności od tego, jak typowe jest dane wydarzenie lub osoba w obrębie danej kategorii. Zasadę rządzącą tym procesem nazywa się „heurystykami reprezentatywności”.
Kahneman i Tversky przedstawiali badanym opis kobiety imieniem Linda: „Linda jest bardzo inteligentną, 30-letnią niezamężną osobą. Ma dyplom z filozofii. Podczas studiów uczestniczyła w demonstracjach przeciwko używaniu broni atomowej i była zaangażowana w ruch przeciw rasowej dyskryminacji”. Następnie pytali, co jest bardziej prawdopodobne: a) Czy to, że Linda jest kasjerką w banku? b) Czy to, że Linda jest kasjerką w banku zaangażowaną w ruch feministyczny?
Ogromna większość badanych wskazała wybór drugi, ponieważ opis Lindy był bardziej reprezentatywny dla feministycznej kasjerki niż dla po prostu kasjerki. Jeśli jednak bierzemy pod uwagę prawdopodobieństwo, to wiadomo, że mniej jest kasjerek-feministek niż w ogóle kasjerek (tak, nawet w USA!). Na tej samej zasadzie działa nasza ocena kogoś, kto jest wygadany: uznamy go raczej za prawnika niż za robotnika.

Negatywne wydarzenia powodują, że mamy tendencje do myślowego przeciwstawiania się zaistniałym faktom. Zjawisko takie polega na tworzeniu pozytywnych scenariuszy negatywnych wydarzeń z przeszłości. Jest to jakby próba zredukowania prawdopodobieństwa pojawienia...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy