Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

10 września 2018

Ocalamy dla przyszłości

36

Losy naszej rodziny nieoczekiwanie splotły się z losem starego, zrujnowanego cmentarza ewangelickiego. Nie chciałyśmy, by został zrównany z ziemią, więc... kupiłyśmy go.

Cmentarz ewangelicki w Gostkowie od zawsze istniał w naszej pamięci. Był stałym elementem krajobrazu naszej wsi – opuszczony i zapomniany. Z czasem ten teren porósł dzikim lasem. Wraz z wysiedleniem ludności niemieckiej pod koniec 1946 roku cmentarz stracił opiekunów. W późniejszych latach był celowo dewastowany i grabiony, niszczał na naszych oczach, skazany na zagładę i za[-]pomnienie. Tuż po wojnie cmentarz został rozgrabiony ze wszystkiego, co nadawało się do powtórnego wykorzystania.

Rozebrano okalający go mur z czerwonej cegły, ciężarówkami wywożono co piękniejsze pomniki. Te, które pozostały, potłuczono, podobny los spotkał płyty nagrobne, zamazywano niemieckie inskrypcje. Pootwierano rodzinne kwatery, które z czasem zapełniły się wszelkiego rodzaju odpadami. Przez ostatnie siedemdziesiąt lat nikt nie zajmował się tym miejscem, roślinność dopełniała aktu zniszczenia – drzewa wrastały w grobowce, rozsadzając je korzeniami. Ubolewałyśmy nad jego dewastacją...

Żeby nie zniknęło

Dwa lata temu gmina, która była właścicielem terenu od 1991 roku, postanowiła go sprzedać. Przez przypadek dowiedziałyśmy się o przetargu oraz o pojawieniu się inwestora, który chce nabyć cmentarz oraz sąsiadujące z nim ruiny kościoła. Nie chciałyśmy, by miejsce, które zawsze było dla nas, mieszkańców Gostkowa, nierozłączną częścią krajobrazu, zniknęło bezpowrotnie. Powstał wówczas pomysł, by ten teren kupić i ocalić. I tak nasze życie splotło się z losami cmentarza, mimo że nigdy wcześniej żadna z nas nie planowała kupna... cmentarza ewangelickiego.

Gdy w październiku 2015 roku pracownicy urzędu gminy oficjalnie przekazywali nam działkę, na której znajduje się cmentarz, miałyśmy spory problem z wejściem na jego teren. Przez kolejne długie miesiące wraz z innymi osobami, które chciały nam pomóc, usuwałyśmy drzewa i samosiejki porastające cały teren. Rosły w obrębie grobów, na granitowych grobowcach, wewnątrz kaplicy. Wrastały w okruchy szklanych płyt, ich korzenie rozsadzały pozostałości nagrobków. Za pomocą wysięgnika usunęliśmy uschnięte i połamane konary wysokich, drzew, następnie przystąpiliśmy do prac porządkowych, do odkopywania i stawiania nagrobków. Wszystko bowiem znajdowało się w kłębowisku zdziczałej roślinności i śmieci.

Bez pomocy reszty rodziny nic byśmy nie zdziałały. Pokonaliśmy barierę „co ludzie powiedzą”, ponieważ wioska to specyficzne środowisko, wszyscy się znają, muszą wiedzieć wszystko, a sprzątanie niemieckiego cmentarza nie mieściło się w ramach zdrowego rozumu czy rozsądku. Z czasem jednak ludzie zaczęli przyzwyczajać się do naszego widoku na tym terenie, a my robiliśmy swoje i z każdym dniem coraz mniej obchodziła nas opinia sąsiadów.

Na każdym kroku trafialiśmy na fra...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy