Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat , Rodzina i związki

13 lipca 2016

Obecność zamienić w czułość

0 476

Kiedy się zjawia, nie wiemy, co z nią zrobić - ani wtedy, gdy mamy ją w sobie, ani wtedy, gdy ktoś nam ją okazuje. Zabijamy ją więc: myślą, słowem, uczynkiem czy zaniedbaniem. To niestety proste, bo jest uczuciem niezwykle delikatnym. I płochliwym - łatwo może się schować za jakąś zasłoną. Czułość. Odnajdźmy ją, ochrońmy i ocalmy w sobie.


Dorota Krzemionka: – Fora internetowe pełne są tęsknoty za czułością. Ludzie chcą jej doświadczyć. Nic dziwnego. Jak pisał Albert Camus w Dżumie: „Jeśli istnieje coś, czego można prag[-]nąć zawsze i osiągnąć niekiedy, to jest to czułość ludzka”. Czym ona jest?
Piotr Fijewski: – Czułość jest siostrą miłości. Z miłością łączy ją wiara w dobry porządek świata. Jest rodzajem przeżycia, stanu wzruszenia drugą osobą, poruszenia emocjonalnego w bliskim empatycznym kontakcie. To wzruszenie wyraża się w trosce, okazanej opiece, opiekuńczości. Przy tym ważna jest łagodność i delikatność osoby, która czułość okazuje. Uważność, żeby coś dać, a zarazem nie naruszyć granic tego obdarowywanego.

O takiej uważności pisał Jonasz Kofta w swoim wierszu: „Nie chcę cię dotknąć / Boję się / Boję się twego bólu / Chcę ci zostawić twą samotność / A swą obecność zmienić w czułość”. Na czym polega czuła obecność? Czego potrzeba, by się pojawiła?
MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – Trzeba zobaczyć w drugiej osobie kogoś bezbronnego. Ten sam rodzaj przejęcia się, wzruszenia kimś pojawia się, kiedy widzimy w nim bezbronne dziecko.
Piotr Fijewski: – Czułość pojawia się, gdy bezbronność jednej osoby spotyka się z otwartością drugiej, która czułość wyraża. Tym, co ewidentnie różni czułość od troski i opieki, jest kontekst „tu i teraz”.

Pamiętam taką chwilę czułości, gdy Eugenia, mała bohaterka filmu Jana Jakuba Kolskiego „Jasminum”, przynosi nowe buty bratu Zdrówko... Na twarzy zakonnika, którego gra Janusz Gajos, maluje się poruszenie, zaskoczenie, bezradność, łagodność. Być może to pierwszy raz w jego życiu, gdy ktoś okazał mu czułość. I gdy sam ją poczuł...
Piotr Fijewski: – Czułość jest właśnie doświadczeniem głębokiej, ciepłej i dobrej wymiany między dwojgiem ludzi. Jedna osoba okazuje czułość, a druga jest gotowa to przyjąć, co automatycznie wzmacnia reakcję pierwszej osoby. W czułości doświadczamy troski i dawania opieki. Ale nie tak, jak często robimy, gdy myślimy o kimś, na przykład chodząc po sklepie: kupię mu prezent, coś dla niego zrobię... Wtedy przejmujemy się tą osobą, uświadamiamy sobie, że ją kochamy, ale nie mamy z nią kontaktu. Odraczamy nasze działanie. Tymczasem czułość może zaistnieć tylko w kontakcie z kimś tu i teraz.
MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – W tym sensie można powiedzieć, że opieka nad kimś jest projektem długoterminowym, a czułość to trochę uczucie, trochę działanie, ale wyrażone tu i teraz.
Wśród dorosłych panują różne reguły gry, często nie dopuszczają one żadnych ulg. Na przykład reguła sprawiedliwości mówi: jak ja tobie, tak ty mnie. Ale w dobrych, bliskich relacjach reguły są złagodzone, czasem pojawia się reguła miłosierdzia: traktuję cię nie tylko tak, jak na to zasługujesz, jak ci się należy, ale czasem robię dla ciebie coś więcej, zostawiam ci więcej przestrzeni, traktuję cię bardziej przyjaźnie. Czułość sprawia, że staram się komuś stworzyć dobre miejsce do wzrastania, taki ciepły inkubator.

Tańcowała wina z krzywdą

Prof. dr hab. BOGDAN DE BARBARO, psychiatra i psychoterapeuta, superwizor terapii. Kieruje Zakładem Terapii Rodzin Katedry Psychiatrii Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego: – Lubię czułość, tę mieszankę wzruszenia, zachwytu, miłości, bezpieczeństwa i nagości. Aby ona się pojawiła, musi być emocjonalnie bezpieczna przestrzeń – ona jest przedpokojem do czułości. Co ją wyznacza? Nie tylko to, co się dzieje w relacji między osobami. Muszę też mieć w sobie wewnętrzne bezpieczeństwo, a ono wynika z długiej historii zaczynającej się w dzieciństwie. Potrzebne jest, byśmy przeżyli w dzieciństwie bezpieczną więź, o jakiej pisze w swojej koncepcji przywiązania brytyjski psychoanalityk John Bowlby. Więź jest mostem między tym, co wewnętrzne a tym, co interpersonalne. Jeśli doświadczymy bezpiecznej więzi w dzieciństwie, to potem łatwiej jest nam dawać i przyjmować bliskość i odnosić się do kogoś czule. Jeśli ktoś we wczesnym dzieciństwie doznał uczuciowych zranień, to w życiu dorosłym wydaje mu się, że każdy, kto się do niego zbliża, zagraża mu. Choć tej bliskości potrzebuje, to nie zaryzykuje otwartości, która jest warunkiem czułości. Natomiast bezpieczna więź ułatwia odrzucanie zasłon. Nie ma wstydu w czułości, możemy być intymni i nie boimy się, że to zostanie zlekceważone, wyszydzone, skrytykowane czy obśmiane. Na terapię małżeńską przychodzą często partnerzy uwikłani w wieloletnią grę: „Ty jesteś nie OK”. W tej grze próbują sobie nawzajem udowodnić, że nie są w porządku. Powstaje błędne koło oskarżeń, obwiniania i poczucia krzywdy. Może się ono kręcić przez wiele lat. Jeśli para trwa w takim tańcu krzywdo-winy, to nie ma warunków, nie ma przestrzeni na czułość, chociaż partnerzy mogą jej bardzo potrzebować. Ale zamiast powiedzieć: Brakuje mi twojej czułości, on czy ona mówi raczej: Znowu się spóźniłeś, albo: Dlaczego ty zawsze zostawiasz bałagan na stole? Taki taniec toczy się po kole, dochodzą bieżące zranienia. Koleiny są coraz głębsze, coraz łatwiej w nie wpadać, rośnie rachunek krzywd. Jak w takim klimacie czule objąć partnera, jeśli przed chwilą mnie zranił... Bywa, że w efekcie terapii partnerzy są gotowi ryzykować oznaki czułości. Na przykład takim znakiem i próbą wyjścia z niszy krywdo-winy jest powiedzenie: kocham cię. Pamiętam film, gdzie przyjaciele kłócili się ze sobą. I nagle jeden z nich, w kulminacyjnym zdawałoby się momencie kłótni mówi do drugiego: Ja też cię kocham. Ten drugi zgłupiał, taniec został przerwany.

W naturalny sposób taka czuła przestrzeń pojawia się w relacji z dzieckiem. Na blogu „Opisanie świata” Dorota pisze: „Widziałam dwutygodniowe dziecko. Wyglądało trochę jak ET. Wszystko mnie w nim wzruszało. I sino-czerwona twarz, i wielkie oczy, i malutka główka. Myślałam, ile się namęczyło, zanim pojawiło się na świecie, takie maleńkie i bezbronne. A potem wyjęłam album ze zdjęciami Mamy. Pogrzeb. Cmentarz. Do dziś to mnie przerażało, teraz przerażenie ustąpiło miejsca czułości. Zobaczyłam taką samą bezbronność. Zapragnęłam przytulić Mamę, by czuła się bezpiecznie w tamtym innym świecie”. Dostęp do takiego stanu czułości jest czymś wyjątkowym. Dlaczego?

Piotr Fijewski: – Jednym z powodów jest czas, który goni jak szalony. Aby móc wyrażać albo doświadczyć czułości, czas musi bardzo zwolnić. Czułość pojawia się w rzeczywistości ładu, porządku, bezpieczeństwa, harmonii, zwolnionego tempa, głębokiego doświadczenia. To nie jest działalność celowa, obliczona na efekt: pogłaszczę kogoś po głowie i dzięki temu coś zyskam, coś będę z tego miał, na przykład ten ktoś uspokoi się, przestanie mieć do mnie pretensje... Na czułość trzeba mieć w sobie przestrzeń, głęboką uważność na drugą osobę. Jako dawca czułości cały czas mam włączony empatyczny odbiornik na tego kogoś, bo poruszam się na granicy naszych terytoriów psychologicznych.

POLECAMY

Czego potrzeba, by poczuć czułość?

Piotr Fijewski: – Niewiele. Czułość może zaistnieć w trzech krokach. Po pierwsze – dostrzegam cię. Po drugie – godzę się z tym, jaki jesteś. Po trzecie – próbuję zbliżyć się do ciebie za pomocą dotyku, słowa, wyrażonego uczucia, coś chcę ci dać. Podobnie mogę obdarzyć czułością siebie.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – Czułość jest okazaniem delikatności i uznania dla wartości, jaką jest druga osoba. Można też zastosować to do siebie. Można kogoś lub siebie traktować brutalnie albo delikatnie i z czułością: oto ochraniam się, jestem delikatna, daję sobie wzrastać, jak popełnię błąd, to się nie wyżywam, potrafię to zrozumieć. Jestem wobec sobie łagodna, nie przejmuję się potknięciami, z błędów nie wnioskuję o swoich negatywach, tylko o wzruszających niedoskonałościach. Czułość wobec siebie to dostrzeżenie także w sobie dziecka i zaopiekowanie się nim.

Podobną myśl można znaleźć u Milana Kundery, który w książce Życie jest gdzie indziej pisze: „Czułość jest próbą stworzenia sztucznej przestrzeni, w której obowiązuje umowa, że będziemy do tego drugiego zwracać się jak do dziecka”. Skąd się biorą niedostatki czułości?

Piotr Fijewski: – Na początku mojej praktyki miałem pacjentkę z zaburzeniem osobowości w kierunku psychopatii. Na jednej z sesji, gdy była blisko siebie i swych uczuć, pojawiło się słowo „czułość”. Powiedziała wtedy, że nie wie, co to jest, nie ma kategorii i sposobu, by to poczuć. Wśród twardych emocji – agresji, złości, lęku – których doświadczała bardzo często, czułość się nie mieściła. Była dla niej nie do pojęcia. Przeżyłem wtedy szok. Nie mogłem uwierzyć, że istnieje ktoś, dla kogo czułość jest rzeczywistością jakby z innej planety.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – Czułość to najbardziej delikatne uczucie, na jakie nas stać i bardzo podatne na zranienie. Łatwo może się schować za jakąś zasłoną, przegrodą.

Piotr Fijewski: – Z uczuć ludzkich lęk jest najtwardszy i wypieramy go na samym końcu. A czułość zostanie wyparta na samym początku. Człowiek, który się broni, skrywa się za jakąś fasadą, nie ufa, nie jest otwarty – nie doświadczy czułości.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – Zwróćmy uwagę: z okazaniem złości czy niezadowolenia wiąże się jakieś ryzyko. Ale to ryzyko jest mało znaczące w porównaniu z tym, które podejmujemy, okazując czułość. Bo jeśli wyrazimy ją komuś, a ten ktoś ją odrzuci, to bardzo boli.

Piotr Fijewski: – To dlatego ktoś wyrażający czułość musi być pełen wiary w drugiego człowieka, w swoje bezpieczeństwo psychologiczne, w to, że jest to najprostsza droga ku drugiemu człowiekowi.

Ile radości, ile smutku

Prof. dr hab. EWA TRZEBIŃSKA, psycholog kliniczny, kieruje Katedrą Psychologii Pozytywnej w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej: – Juan Pablo Kalawski z University of Louisville udowadnia w swoich badaniach, że czułość jest emocją podstawową, odrębną od innych. Można wykazać, że przeżywamy ją w specyficzny sposób: inny niż w smutku czy radości jest w czułości rytm oddechu, praca serca, postawa ciała i wokalizacje. Niektórzy badacze, również ja, jesteśmy jednak zdania, że czułość jest emocją mieszaną: blisko jej do radości, ale można dostrzec w niej także smutek, dążenie miesza się w niej z unikaniem. Czułość to lekko smutkiem zabarwiona serdeczność, pozytywna troska o kogoś, o to, że może mu się stać coś złego. Czasem czułością reagujemy jak gdyby na zapas – patrząc na dziecko, myślimy: Jest taki malutki. Jak ochronić tę małą istotkę przed czymś, co się jeszcze nie zdarzyło? Wyzwalaczem czułości jest czyjaś bezradność. Automatycznie u większości ludzi wzbudzają czułość małe dzieci i zwierzątka. Czułość jest też emocjonalną reakcją na czyjąś słabość i cierpienie. To są sytuacje trudne, zapowiadają raczej kłopoty i mogą wywołać chęć wycofania się. Albo sygnalizują możność zaatakowania. Pojawiająca się wtedy czułość skłania nas do zaopiekowania się kimś. Nie tylko nie uciekamy przed czyimś cierpieniem, ale przeciwnie: kierując się czułością, zbliżamy się do tego kogoś, by otoczyć go opieką. Czułość nie zawsze jest adekwatna do sytuacji. Zdarza się na przykład, że kobieta na agresję partnera reaguje czułością: bo on był taki zmęczony, tak ciężko pracuje. W przemocy partnera widzi jego bezradność. U tej kobiety dostępność czułości zamiast złości jest szkodliwa, przyzwala na przemoc. Wiele problemów może wynikać z tego, że jesteśmy zdolni tylko do jednego sposobu reagowania emocjonalnego: albo złością, albo czułością, niezależnie od tego, co robi partner. Dla wielu osób odczucie lub pokazanie słabości i bezradności jest wizerunkowo nie do przyjęcia. Gdy szykujemy się do walki, chcemy widzieć w oczach innych podziw lub strach, a nie czułość. Przed światem nie chcemy obnosić się ze swoją słabością. Ale im bardziej prezentujemy na zewnątrz twarz kogoś silnego, tym bardziej możemy potrzebować, by czasem ten wizerunek odłożyć i pokazać: Tak, jestem dzielna, radzę sobie, ale jednocześnie jest we mnie obszar słabości i bezradności. I to też jest część mnie.

Tej wiary zabrakło chyba Agnieszce Osieckiej, autorce wielu czułych wierszy. Kiedy spotyka Jeremiego Przyborę, on z czułością pisze o jej uszach, a z jej ust chce „delikatnie scałować całą nieufność i powściągliwość”. Ona uprzedza go: „jestem zimna jak lód i nieczuła, nie znoszę czułości”. Kto nie znosi czułości?
Piotr Fijewski: –
Ci, którzy wypierają emocje, którzy zamiast czuć, zawsze włączają chłodną narrację. Oni mogą się nauczyć różnych gestów wyrażających uczucia, ale do samych uczuć nie mają dostępu.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – Nie mają do niej dostępu osoby, które cały czas „są w obronie”. Takie, które wszędzie widzą zagrożenie. Takie, którym nawet dziecko niepewnie stawiające pierwsze kroki kojarzy się z kimś, kto chce je wykorzystać, z kimś, kto jest lepiej traktowany niż one kiedyś...

Piotr Fijewski: – Czasem ta ciągła gotowość do obrony przed zagrożeniami pęka, pojawiają się w niej rysy. Pacjenci psychopatyczni, z trudnościami w przeżywaniu uczuć, mówią np., że dzieją się z nimi dziwne rzeczy, gdy oglądają jakiś poruszający film albo gdy widzą maleńkiego bezbronnego ptaszka. Iluż sukinsynów na widok biednego ptaszka rozczula się, a wobec bliskich są bezlitośni... Czasem pojawia się rozszczepienie: ktoś ma w sobie tę czułą część, ale realizuje ją w superufortyfikowanych miejscach. Może i wzruszy się losem postaci z filmu, bo tu niczym nie ryzykuje, ale w życiu wciąż trzyma gardę.

MARIA KRÓL-FIJEWSKA: – O czułość jest łatwiej, gdy nagle widzimy kogoś wzruszająco słabego i bezbronnego. Gdy ktoś nagle zachoruje albo zmartwi się czymś, gdy czegoś mu bardzo brak. Trudniej obdarzyć czułością kogoś, kogo postrzegamy jako osobę silną, wydajną, skoncentrowaną na działaniu.

Piotr Fijewski: – Myślę, że czyjaś nagość psychiczna jest warunkiem czułości.

Milan Kundera pisze: „Czułość rodzi się w chwili, gd...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy