Dołącz do czytelników
Brak wyników

Mózg i umysł , Laboratorium

22 stycznia 2016

Nowe szaty sprawiedliwości

62

System prawny czeka neurorewolucja. Już wkrótce za zbrodnie odpowiadać będą nie ludzie a „niebezpieczne mózgi” – twierdzą niektórzy badacze. Czy mają rację? Czy skanowanie mózgu stanie się dla prawa nowym objawieniem?


Od czasu słynnego eksperymentu Benjamina Libeta, w którym naukowiec podał w wątpliwość istnienie wolnej woli, niektórzy uważają za oczywiste, że za zachowaniem danej osoby wcale nie stoją świadomie podejmowane przez nią decyzje. O tym, co robimy czy czujemy decydują – twierdzą zwolennicy tej teorii – wewnętrzne, ukryte przed świadomością procesy i mechanizmy działania mózgu. Przekonanie takie rodzi wielkie konsekwencje, choćby w sferze prawa karnego. Tylko patrzeć, jak jakiś sprytny prawnik oprze na nim strategię obrony swego klienta. Powie przed sądem: „On nie mógł nic na to poradzić, to zrobił jego mózg”.

POLECAMY

Absurd? Niekoniecznie. W USA obrońcy w procesach karnych coraz częściej i chętniej wnioskują o przeprowadzenie badań mózgów swoich klientów przy pomocy metod neuroobrazowania. Jeśli badanie takie wykaże u oskarżonego jakiekolwiek anomalie czy zaburzenia neuronalne, adwokaci robią wszystko, by sąd i ława przysięgłych uznali je za okoliczności łagodzące.

Coraz lepiej znana fizjologia mózgu, mechanizmy i efekty jego działania w postaci konkretnego zachowania danej osoby – spoczywają na jednej szalce wagi. Druga to wolna wola, indywidualność oskarżonego, jego cechy charakteru sprawiające, że w danej sytuacji mógł on – lub nie – zachować się w taki a nie inny sposób. Na tym właśnie polu toczyć się będzie batalia o ewentualne zredefiniowanie obecnego pojęcia „winy” i „odpowie[-]dzialności”.

Jakie zmiany czekają nas w przyszłości – przynajmniej teoretycznie? Co pozwoli w tym przypadku zachować status quo? Opisane poniżej cztery sporne kwestie stanowią główną oś debaty na temat nowoczesnego prawa karnego.

Problem 1: Przestępczy mózg
Przyczyn przestępczych zachowań w mózgu naukowcy poszukują na szerszą skalę od początku lat 90. ubiegłego stulecia. Starają się odkryć, jakież to właściwości ludzkiego naczelnego organu sprawiają, że brakuje nam empatii i poczucia sprawiedliwości, a równocześnie posiadamy talent do kłamania i manipulacji lub jesteśmy impulsywni i stosujemy przemoc. Wiele informacji potrzebnych do opisania „przestępczego mózgu” już zebrano.

Pionierem w tej dziedzinie jest Adrian Raine z Wydziału Kryminologii na University of Pennsylvania. Pierwsze badania osób skazanych za morderstwo Raine przeprowadził już w 1994 roku. Podczas prostego zadania, z którym wiązała się jednak konieczność koncentracji uwagi, u przestępców zaobserwowano mniejszą aktywność materii w bocznej i środkowej korze przedczołowej. Od tego czasu przeprowadzono około 30 badań przy użyciu metod neuroobrazowania z udziałem skazanych. Badacze zaobserwowali w ich mózgach zmniejszoną aktywność lub różnice w objętości poszczególnych obszarów kory mózgowej płata czołowego, a także odchylenia od normy w płacie skroniowym, w ciele migdałowatym oraz hipokampie.
Martin Walter z Uniwersytetu w Magdeburgu i jego zespół badali aktywność mózgu 13 pedofilów pozostających pod nadzorem Kliniki Medycyny Sądowej w Uchtspringe. Ludzie ci, oraz 14 innych osób, stanowiących grupę kontrolną, oglądali zdjęcia erotyczne, a ich mózgi skanowano w tym czasie przy pomocy rezonansu magnetycznego (MRI). Okazało się, że u pedofilów w trakcie oglądania erotyki rejestrowano mniejszą aktywność grzbietowo-bocznej części kory przedczołowej. Według badaczy wskazuje to przede wszystkim na słabą kontrolę podniecenia seksualnego. Mniej aktywne były także te obszary mózgu, które odpowiadają za pobudzenie seksualne.

Grupa naukowców pod kierunkiem
Timo Vloeta z Kliniki Uniwersyteckiej w Aachen analizowała z kolei mózgi młodzieży nieprzystosowanej społecznie. Także u nich badacze zauważyli pewne nieprawidłowości w ciele migdałowatym i korze oczodołowo-czołowej. W obszarach tych była wyraźnie zredukowana istota szara, która jest skupiskiem komórek nerwowych.

Timo Vloet oraz inni naukowcy przestrzegają jednak przed przecenianiem podobnych rezultatów. Absolutnie nie uprawniają one do stwierdzeń, że np. niektórzy ludzie są „urodzonymi przestępcami” z powodu swojej psychiki lub nieprawidłowej budowy mózgu. Fakt, że u niektórych osób występują nieprawidłowości na poziomie neuronalnym, nie oznacza wcale, iż są one pierwotną przyczyną tego, iż dana osoba ma tendencje do łamania prawa. Może być przecież i tak, że właśnie te zmiany są skutkiem powtarzanego określonego postępowania – które wynika np. z przyczyn środowiskowych czy niewłaściwego wychowania.

Poza tym zmniejszoną w porównaniu z przeciętnym człowiekiem aktywność „instancji kontrolnych” w płacie czołowym mózgu można zaobserwować także u ludzi uprawiających niebezpieczne dla zdrowia sporty ekstremalne. Przecież oni ze stoickim spokojem niemal codziennie stawiają czoło krańcowym niebezpieczeństwom, choć wcale nie mają przestępczych zamiarów.

Aby odkryć, jak można skutecznie przewidywać zachowanie danego człowieka na bazie jego cech neurobiologicznych, trzeba jeszcze wielu lat wnikliwych badań. Niebezpieczeństwo tkwi w tym, że informacje o cechach danej grupy osób nie dadzą się wprost przekuć we wnioski ogólne. Warto tu zwrócić także uwagę, że dotychczas w żadnym z badań wskazujących na specyficzną budowę i działanie mózgów przestępców nie uwzględniono, ile osób niebędących przestępcami ma podobne cechy neurobiologiczne. Nie znaleziono także odpowiedzi na pytanie, jak konkretne osoby radzą sobie ze swoimi preferencjami ukształtowanymi przez geny i otoczenie.

Problem 2: Wina i wolna wola
To, czy dana osoba ulega swemu ewentualnemu „instynktowi kryminalnemu” i popełnia przestępstwo, zawsze jest decyzją, za którą stoi wolna wola – przynajmniej taka wykładnia obowiązuje wśród prawników. Niektórzy naukowcy, na przykład Gerhard Roth, neurobiolog z Bremy czy Wolf Singer, dyrektor Max Planck Institute for Brain Research we Frankfurcie, widzą tę kwestię zupełnie inaczej. Ich argumenty brzmią następująco: neuronalny determinizm nie pozostawia miejsca na istnienie wolnej woli, a zatem ludziom nie można przypisywać odpowiedzialności za ich czyny. W tym świetle koncepcja winy traci sens. Zamiast karać, należałoby przede wszystkim zapobiegać przestępstwom. Prawo i jego stosowanie powinno mieć charakter prewencyjny.

Klaus Günther, profesor teorii prawa oraz prawa karnego z Frankfurtu, uważa ten problem za dyskusyjny. Zwraca uwagę, że w przeszłości prawnicy już zajmowali się problemem twardego determinizmu. Tymczasem istnieje wiele dobrych powodów, by w prawniczej nomenklaturze pojęcie winy zachować, niezależnie od kwestii dotyczących istnienia czy braku wolnej woli. – Społeczeństwo może przecież wymagać od jednostki zachowania zgodnego z prawem tylko dlatego, że większość jego przedstawicieli żyje zgodnie z jego przepisami. Większość podnosi zatem swoje przeciętne zdolności do poziomu, który ma obowiązywać powszechnie, a następnie tą miarą mierzy pozostałych – wyjaśnia Günther.

Współczesna filozofia również dostarcza argumentów dla tych teorii. Dieter Birnbacher, profesor etyki z Uniwersytetu Heinricha Heinego w Düsseldorfie, próbuje skłonić ludzi do refleksji. – Odpowiedzialność jest pojęciem askryptywnym, a nie deskryptywnym. To oznacza, że przypisujemy ją konkretnym ludziom i nie potrafimy jej określić w naukowym eksperymencie – wyjaśnia Birnbacher.

Także wśród prawników koncepcja neuronalnego determinizmu nie zyskała uznania. Björn Burckhardt, prawoznawca z Mannheim, mówi nawet o swego rodzaju „uzurpacji” ze strony badaczy mózgu. Głównym kontrargumentem jest to, że nikt nie może udowodnić, iż pewne zachowanie wynika wyłącznie z aktywności niektórych neuronów. I rzeczywiście, nawet Libet pozostawia tę kwestię otwartą. Nie wyklucza istnienia świadomego „veto”, które mogłoby przerwać „akcję” zapoczątkowaną w mózgu. Właśnie dlatego na podstawie fizjologicznych eksperymentów na mózgu nie można powiedzieć, że ktoś mógł postąpić wyłącznie tak, jak postąpił, a nie inaczej. Koniec wolnej woli został ogłoszony chyba przedwcześnie.

Problem 3: Wykrywanie kłamstw
Choć wykorzystywanie badań i metod neuronaukowych do poszukiwania przyczyn złych skłonności w człowieku budzi kontrowersje, to da się na nim zarobić. W USA już istnieją komercyjne firmy zajmujące się m.in. badaniem prawdomówności z wykorzystaniem funkcjonalnego rezonansu magnetycznego. Ich klientami są sądy, prokuratura czy policja, ale także instytucje czy korporacje chcące prześwietlić swych pracowników bądź dogłębnie poznać osoby aplikujące na niektóre stanowiska.

Co najmniej dwie amerykańskie firmy, Cephos i No Lie MRI, postawiły sobie za cel odszyfrowanie mózgowego „kodu kłamstwa”. Badacze – tacy jak Andrew Kozel z Medical University of South Carolina, którego wspiera finansowo Cephos – widzą wiele możliwości zastosowania wykrywaczy kłamstw w sytuacjach prawnych, politycznych, wojskowych i przemysłowych. Z kolei No Lie MRI stara się przyciągnąć uwagę tych szefów firm, którzy chcieliby poddać swoich pracowników testowi zaufania, a także zainteresować prywatne osoby, które chcą mieć więcej pewności odnośnie „prawdy” w swoim związku.

W USA wykrywacze kłamstw na szeroką skalę zaczęto stosować w latach 80. Na poligrafach chętnie sprawdzano „sumienność” pracowników i kandydatów do pracy. Kres temu położył tzw. Employee Polygraph Protection Act – ustawa zabraniająca poddawaniu pracowników badaniom wariografem. Przepis ten zakazał stosowania wykrywaczy kłamstw przez firmy i osoby prywatne. Dziś legalnie z poligrafów korzystać mogą jedynie agencje rządowe i firmy zajmujące się bezpieczeństwem, FBI oraz wywiad.

Wśród prawników klasyczne poligrafy cieszą się ograniczonym zaufaniem. Tylko w stanie Nowy Meksyk dopuszcza się je jako środek dowodowy przed sądem – pod warunkiem, że badanie osoby, która się na nie zgodziła, przeprowadza specjalista. W innych stanach USA, podobnie jak w Europie, przeważają wątpliwości co do naukowości tej metody. Uważa się, że nie jest wystarczająco rzetelna, aby dostarczyć stuprocentowo pewnej wiedzy, a na dodatek narusza dobra osobiste badanej osoby, wyjawiając jej nieświadome reakcje na określone bodźce.

A jak jest z wykrywaniem kłamstw przy pomocy metod neuroobrazowania? Czy są wolne od zarzutów stawianych poligrafowi? Prawnicy są tu ostrożnymi optymistami. – Interesująco wygląda statystyczna relacja między mówieniem prawdy bądź kłamstwem i trafnym odczytaniem tego z obrazów aktywności mózgu – wyjaśnia Susanne Beck, prawniczka z London School of Economics. Rzeczywiście, wspomnianemu już zespołowi Andrew Kozela udało się na podstawie skanów mózgu określić prawidłowo u 9 na 10 badanych, czy w przeprowadzonym wcześniej eksperymencie „ukradli” zegarek, czy pierścionek. Taki wskaźnik trafień może być już interesujący dla sędziów, którzy mają oceniać zeznania świadków bądź wyjaśnienia oskarżonych. Może... choć sceptycy powiedzą, że mamy tu do czynienia z rzeczywistością laboratoryjną, w której badani – godząc się na udział w eksperymencie – niejako przystają na to, że będą naukowców wprowadzać w błąd. To jednak nie to samo, co realny świat. W społecznym kontekście kłamstwa wiążą się najczęściej z drugą osobą. Chcemy, by ktoś „kupił” naszą historyjkę, ale nie naciskamy bezosobowych klawiszy komputerowych. Ludzie zachowują się różnie, w zależności od tego, czy mają do czynienia z jakąś osobą, czy z maszyną.

Gdy usiłujemy wprowadzić kogoś w błąd, zwiększa się aktywność neuronów w zakręcie obręczy, środkowej i grzbietowo-bocznej części kory przedczołowej. Podobne obszary aktywują się jednak przy usiłowaniu tłumienia przedwczesnej reakcji, próbie kontrolowania uczuć czy też wyjaśnienia stanu umysłowego danej osoby lub wydania osądu moralnego. Oznacza to, że uniwersalne centrum kłamstwa nie istnieje.

Kwestia przydatności metod neuroobrazowania do wykrywania kłamstw jest przedmiotem debaty między etykami i prawnikami. – Potrzebujemy niezależnej instytucji, która sprawdziłaby nowe metody wykrywania kłamstw oraz określiłaby zasady ich stosowania. W tej chwili nowe technologie niosą ze sobą ryzyko – mówi prof. Henry Greely, ekspert w dziedzinie prawa karnego ze Stanford University. Z kolei John-Dylan Haynes z Bernstein Center for Computational Neuroscience w Berlinie uważa, że należy niezwykle poważnie potraktować rozwój aktualnych badań. – Wykrywania kłamstw nie można przedstawiać wyłącznie w złym świetle. Jeśli będzie ono funkcjonowało niezawodnie, pomoże ochronić niewinne osoby przed fałszywym oskarżeniem – argumentuje Haynes. Minie jeszcze sporo czasu, zanim neuronauka będzie odgrywać w procesie sądowym decydującą rolę.

Problem 4: Ekspertyza sądowa i prognoza
Niemiecki kodeks karny przewiduje „niepoczytalność karno-prawną z powodu zaburzeń psychicznych”. W praktyce oznacza to ograniczoną poczytalność wskutek zażyw...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy