Dołącz do czytelników
Brak wyników

Psychologia i życie

12 stycznia 2022

NR 2 (Luty 2022)

Niewidzialni, obcy, wykluczeni – jak odmawiamy innym ludziom człowieczeństwa

0 411

Nie trzeba ekstremistycznej propagandy, byśmy przestali widzieć w ludziach ludzi. Choć trudno nam to przyjąć, w każdym z nas tkwi tendencja, by na różne sposoby wykluczać innych ze wspólnoty ludzkiej. Tylko dlatego, że są inni niż my.

„Tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce” – kończy swój Psalm Wisława Szymborska. Przesada? Przypomnij sobie, jak często, gdy mijasz na ulicy bezdomnego lub narkomana, myślisz o nim jak o człowieku mającym głębsze uczucia, z trudną osobistą historią, jak o kimś być może poturbowanym przez los lub innych ludzi? Większość z nas wolałaby nie odpowiadać na to pytanie… 
Spędziłem kiedyś tydzień w San Francisco, gdzie jest jedno z największych w Stanach Zjednoczonych skupisk bezdomnych… a raczej OSÓB bezdomnych. Już w praktyce językowej, w stosowaniu form bezosobowych widać tendencję do uprzedmiotawiania takich ludzi! Osób bezdomnych jest w San Francisco blisko 10 tys., wiele z nich żyje w centrum miasta, często zaczepiając turystów i prosząc o datki. Przez pierwsze trzy dni pobytu bardzo się przejmowałem ich losem, a potem… przestałem ich dostrzegać. 
 

POLECAMY


Nie w pełni ludzie

Niestety ten mechanizm dotyczy ogromnej większości z nas, ludzi przeżywających „kolejny dzień w raju”. Lasana Harris i Susan Fiske w swoim badaniu pokazali, że bezdomni i narkomani – a raczej LUDZIE bezdomni i uzależnieni od narkotyków – postrzegani są nie tylko jako skrajnie niekompetentni i pozbawieni ciepła (co definiuje tzw. stereotyp pogardliwy, patrz ramka), ale też podczas przetwarzania informacji na ich temat nie aktywizuje się w naszym mózgu ośrodek mPFC, czyli przyśrodkowa kora przedczołowa, która jest aktywna przy przetwarzaniu informacji o niemal wszystkich innych grupach ludzi! Mamy twardy dowód, że już na poziomie mózgu nie wszyscy ludzie są dla nas w pełni ludźmi. W innych badaniach zespołu kierowanego przez Susan Fiske pokazano, że wśród grup dotkniętych wspomnianym stereotypem pogardliwym i traktowanych jako „mniej ludzkie”, pojawiają się także bezrobotni i imigranci. Nie dziwi zatem spokój, wręcz obojętność, z jaką część z nas odnosi się do sytuacji i losów przybyszy, np. tych, którzy wskutek różnych okoliczności znaleźli się na naszej wschodniej granicy, a nawet zakończyli tam życie.
Jeszcze w XX w. sądziliśmy, że dehumanizacja jest zjawiskiem skrajnym, powiązanym z wojnami i czystkami etnicznymi. Kojarzyła się nam z nazistowską propagandą skierowaną przeciwko Żydom albo sposobem, w jaki Hutu opisywali Tutsi (porównując ich np. do karaluchów), co doprowadziło do ludobójstwa w Rwandzie. Słynny psycholog społeczny Robert Zajonc pisał, że dehumanizacja ma istotny udział w eskalacji konfliktów i poprzedza masakry… Jednak na przełomie XX i XXI w. pojawiło się w psychologii nowe spojrzenie na kwestię dehumanizacji. A to za sprawą Jacquesa-Philippe’a Leyensa, który wraz ze swoim zespołem przeprowadził serię badań nad subtelną formą dehumanizacji. Nazwał ją „infrahumanizacją”. Zjawisko to polega na tym, że ludzie bezwiednie i nieświadomie w znacznie większym stopniu przypisują tzw. wyższe emocje (nadzieja, podziw, współczucie czy wstyd) członkom własnej grupy niż przedstawicielom obcych grup. Ale niech nie zmyli nas subtelny charakter infrahumanizacji – ta na pozór niewinna forma odmawiania innym pełni człowieczeństwa występuje powszechnie, np. pomiędzy pracownikami konkurujących firm (co pokazał w swoich badaniach Tomasz Baran) i jest brzemienna w skutki. Co ciekawe, pojawia się nawet wtedy, gdy zupełnie przypadkowych, nieznających się ludzi podzielimy ad hoc w sposób losowy za pomocą dowolnego kryterium (takie warunki nazywamy grupami minimalnymi). Również wtedy osobom, które przypadkowo znalazły się w innej niż nasza kategorii, skłonni jesteśmy odmawiać zdolności do doświadczania emocji wyższych. Zademonstrowali to w swoich badaniach Mirosław Kofta i Monika Mirosławska (obecnie Tarnowska). Zaskakująco powszechne występowanie subtelnej dehumanizacji wydaje się punktem wyjścia do budowania negatywnego obrazu grup obcych jako pozbawionych istotnych cech ludzkich. Pokazuje to skłonność i nieustanną gotowość ludzkiego umysłu do wykluczania ze wspólnoty ludzkiej tych, których postrzegamy jako obcych.

Ilustracja „ewolucji człowieka” z badań Kteily’ego

Jak zwierzęta, jak automaty

Nie tylko odmawianie typowo ludzkich emocji może stanowić podłoże dehumanizacji. Kilka lat po pierwszych publikacjach na temat infrahumanizacji Nick Haslam przedstawił koncepcję dwóch typów dehumanizacji opartych na dwóch wymiarach człowieczeństwa, które nazwał „naturą ludzką” oraz „unikalnością ludzką”. Pierwszy z nich to wszelkie cechy, które odróżniają nas od automatów, robotów, choć zarazem wiele z nich możemy dzielić ze zwierzętami, np. ciekawość. Drugi to zbiór cech, które – przynajmniej w powszechnym rozumieniu – odróżniają nas od zwierząt, np. kultura czy moralność. W konsekwencji możemy obserwować powiązane z wymiarami człowieczeństwa dwa typy dehumanizacji: mech...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy