Dołącz do czytelników
Brak wyników

Zdrowie i choroby , Praktycznie

26 lutego 2018

Nieproszony gość

28

Witaj, smutku – kto tak powie, gdy smutek wkracza w jego życie? To zawsze nieproszony gość. A przecież on przyszedł, by powiedzieć o czymś ważnym. Skłania, by się zatrzymać, uważnie przyjrzeć temu, co się dzieje. Chroni przed kolejnym błędem.

Po piaszczystej drodze szła niziutka staruszka. Chociaż była już bardzo stara, to jednak szła tanecznym krokiem, a uśmiech na jej twarzy był tak promienny, jak uśmiech młodej, szczęśliwej dziewczyny. Nagle dostrzegła przed sobą jakąś postać. Na drodze ktoś siedział, ale był tak skulony, że prawie zlewał się z piaskiem. Staruszka zatrzymała się, nachyliła nad niemal bezcielesną istotą i zapytała: – Kim jesteś?

Ciężkie powieki z trudem odsłoniły zmęczone oczy, a blade wargi wyszeptały: – Ja? Nazywają mnie Smutkiem.
Smutek czasem pojawia się bez zapowiedzi. Po prostu spotykamy go na naszej drodze. Nagle nasz nastrój pogarsza się bez konkretnej przyczyny. Albo po prostu budzimy się przygnębieni. „Dziś nie dam rady. Otwieram oczy i czuję, że nie mam siły brnąć w ten dzień. Po co? Jaki to ma sens? Dlaczego mam się starać? Wszystko jest takie bezbarwne. Albo szare lub czarne. Dopadł mnie jakiś smutek, który zupełnie odebrał chęć do czegokolwiek. Wiem, że muszę wstać z łóżka, iść do pracy; że żona będzie pytać, co mi znowu dolega. Wstaję. Odpowiadam na pytania. Wszystko w porządku, nie wyspałem się dzisiaj – mówię. Idę do pracy. Udaję zadowolonego. Staram się maskować to, jak naprawdę się czuję; że nic mi się nie chce. I że nic nie ma sensu”. To słowa Krystiana, młodego mężczyzny, na co dzień szczęśliwego ojca i męża. Tego dnia ogarnął go nieopisany smutek. Dopadła go chandra.

Każdy zna to uczucie. Niektórzy trochę lepiej, bo ich duszę częściej zabarwia nuta smutku. To, co dawniej, może jeszcze wczoraj, cieszyło, teraz nie daje radości. Nie rozumiemy, dlaczego nie cieszy nas nowy dzień, promienie słońca wkradające się przez firankę. Chcemy, żeby ono zgasło, żeby zaczynający się właśnie dzień już się skończył. Brakuje nam energii. Nie mamy najmniejszej ochoty iść do pracy, nie chcemy widzieć osób, których towarzystwo niedawno sprawiało nam przyjemność. Dokonania, które dopiero co nas cieszyły, tracą wartość. Cele wydają się nam miałkie, bezsensowne. Świat jawi się w szarościach, kolory tracą intensywność. Tak zwykle opisywane są stany smutku i chandry. W taki też sposób oddał je Albrecht Dürer, niemiecki malarz i grafik z epoki renesansu, na utrzymanym w czarnych barwach miedziorycie „Melencolie I”. Widzimy na nim postać uskrzydlonej kobiety. Wydaje się, że to anielica, istota doskonała. Jednak i ją dopada to wydawałoby się ludzkie uczucie – ogromny smutek. Opiera zatem głowę na dłoni, jakby nie mogła już znieść swojej udręki.

Gość niemile widziany

– Ach! Smutek! – zawołała staruszka z taką radością, jakby spotkała dobrego znajomego.
– Znasz mnie? – zapytał Smutek niedowierzająco.
– Oczywiście, przecież niejeden raz towarzyszyłeś mi w mojej wędrówce. (...) Powiedz mi, proszę, dlaczego jesteś taki markotny?
– Ja... jestem smutny – odpowiedział Smutek łamiącym się głosem. (...)
Wiesz, najgorsze jest to, że nikt mnie nie lubi. Jestem stworzony po to, by spotykać się z ludźmi i towarzyszyć im przez pewien czas. Ale gdy tylko do nich przyjdę, oni wzdrygają się z obrzydzeniem. Boją się mnie jak morowej zarazy.
Smutek jest jedną z emocji podstawowych. Paul Ekman, amerykański psycholog specjalizujący się w psychologii emocji, wymienia go obok zaskoczenia, gniewu, odrazy, strachu, radości oraz pogardy. Smutek to emocja podstawowa, a jednak niezbyt mile widziana. Kiedy na naszej twarzy pojawi się ten nieproszony cień, zaraz słyszymy: „Głowa go góry”, „Nie smuć się”. Żyjemy w czasach, w których liczy się radość i satysfakcja – keep smi[-]ling ponad wszystko i wbrew wszystkiemu.

Owszem, mamy prawo się smucić, jeśli: straciliśmy pracę, zmarła bliska nam osoba lub właśnie usłyszeliśmy od lekarza, że cierpimy na poważną chorobę. Taki smutek nie wymaga dodatkowych wyjaśnień, stanowi bowiem zrozumiałą reakcję na zdarzenia. Ale jeśli nic strasznego się nie stało – nie ma powodu, by spuszczać nos na kwintę! Presja, by być wesołym, jest tak silna, że niektórym bardzo trudno się przyznać, że czują się źle, że są przygnębieni – tak po prostu, bez powodu.
Niektórzy mają większe przyzwolenie na bycie smutnym, inni mniejsze.

Zależy to od płci, roli społecznej. Na przykład mali chłopcy są uczeni, że nie wolno im płakać – nie mogą być przecież beksami!, i nie mogą być smutni. Chłopaki nie płaczą, faceci nie pękają, muszą być twardzi. Nieco więcej przyzwolenia na smutek mają dziewczynki, choć i one otrzymują lekcję, że smucenie się jest czymś wstydliwym, czymś, do czego lepiej się nie przyznawać. „Nie bądź takim smutasem”, słyszą wciąż ci, których dopadł smutek. Takie słowa, nawet wypowiedziane półżartem, informują, że przygnębienie nie jest mile widziane. Ludzie smutni krępują otoczenie, smutek jest odbierany jako złodziej radości i energii życiowej. Lepiej od smutnych stronić, ich nastrój może być przecież zaraźliwy. Lepiej się do smutku nie przyznawać. Lepiej założyć maskę z udawanym uśmiechem.

Smutkiem twarz malowana

– Ludzie wynaleźli tyle sposobów, żeby mnie odpędzić. Mówią: tralalala, życie jest wesołe, trzeba się śmiać. A ich fałszywy śmiech jest przyczyną wrzodów żołądka i duszności. Mówią: co nie zabije, to wzmocni. I dostają zawału. Mówią: trzeba tylko umieć się rozerwać. I rozrywają to, co nigdy nie powinno być rozerwane. Mówią: tylko słabi płaczą. I zalewają się potokami łez. Albo odurzają się alkoholem i narkotykami, byleby tylko nie czuć mojej obecności.

Badania prowadzone przez Paula Ekmana i jego współpracownika Wallace’a Friesena dowiodły, że w prawie 80 procentach przypadków udaje się nam dostrzec smutek malujący się na czyjejś twarzy. Dla porównania – radość rozpoznajemy średnio w 92 proc. przypadków.

Ani smutku, ani radości nie da się zatem całkiem ukryć. To dlatego, że okazywanie emocji w dużej mierze przebiega bezwiednie – dowodził tego już w XIX wieku Karol Darwin, autor dzieła O wyrazie uczuć u człowieka i zwierząt. Za to, co maluje się na naszym obliczu, odpowiadają mięśnie twarzowe, np.: mięsień podłużny, mięsień czołowy, mięsień marszczący brwi, mięsień okrężny oka, mięsień policzkowy, mięsień jarzmowy. Niektórych z nich nie potrafimy całkowicie kontrolować.

Dlatego jeśli będziemy starali się maskować smutek i przygnębienie wymuszonym uśmiechem, uważny obserwator mimiki na pewno zorientuje się, że oszukujemy. Zdradzi nas brak aktywności mięśnia okrężnego oka, który jest zaangażowany w prawdziwie radosny uśmiech. Ekman i Friesen wykazali również, że niewielu ludzi potrafi intencjonalnie opuścić kąciki ust, nie poruszając jednocześnie mięśnia podbródka – a tak właśnie robimy, kiedy jesteśmy rzeczywiście smutni.

Co jeszcze, oprócz ust ułożonych w podkówkę, zdradza nasz smutek? Badacze wymieniają: ściągnięte brwi, uniesione ich wewnętrzne końce i obniżone zewnętrzne, pogłębiona bruzda nosowo-wargowa. Osoba smutna ma spuszczony wzrok, opuszczone ramiona i jest przygarbiona. Jej nastrój można rozpoznać także po sposobie, w jaki się wyraża, tonie głosu. Choć... nie wszyscy mają tę umiejętność; co ciekawe, różne nacje są w tym lepsze bądź gorsze. Renée van Bezooijen z University of Nijmegen w Holandii, Stanley Otto z tajwańskiego National Cheng Kung University oraz Thomas Heenan z japońskiego ośrodka Athénée Français przeprowadzili wśród Holendrów, Japończyków i Tajwańczyków badanie dotyczące tej problematyki. Prezentowali uczestnikom krótkie twierdzenia wypowiadane głosem wyrażającym różne emocje, w tym smutek. Okazało się, że w rozpoznawaniu smutku najlepiej wypadli Holendrzy – mieli średnio trzy trafienia na cztery wskazania!, a najsłabiej Tajwańczycy – jedynie co drugi miał poprawne trafienie.

Wołanie o pomoc

– Przecież ja tylko chcę pomóc każdemu człowiekowi. Wtedy, gdy jestem przy nim, może spotkać się sam z sobą. Ja jedynie pomagam zbudować gniazdko, w którym może leczyć swoje rany. Smutny człowiek jest tak bardzo wrażliwy. Niejedno jego cierpienie podobne jest do źle zagojonej rany, która co pewien czas się otwiera. A jak to boli! Przecież wiesz, że dopiero wtedy, gdy człowiek pogodzi się ze smutkiem i wypłacze wszystkie wstrzymywane łzy, może naprawdę wyleczyć swoje rany. Ale ludzie nie chcą, żebym im pomagał.

Emocje dostarczają informacji o tym, co się z nami dzieje i w odpowiedzi na sytuację uruchamiają gotowość do realizacji określonego programu działania. Co więcej, nadają temu programowi najwyższy priorytet, a to znaczy, że wszystko inne schodzi na dalszy plan. I tak radość sprawia, że chcemy zbliżyć się do jej źródła. Złość każe nam atakować. Smutek z kolei stanowi sygnał, że coś niedobrego dzieje się w życiu osoby, która go doświadcza. Jest sygnałem ostrzegawczym, który mówi: zastanów się, co nie działa dobrze w twoim życiu i zrób z tym porządek. Nawet jeśli nie potrafimy do końca powiedzieć, dlaczego jesteśmy przygnębieni, warto zaufać własnym odczuciom.

Według Antonia Damasio, profe[-]sora neurobiologii z University of Southern California, autora książki W poszukiwaniu Spinozy, smutek jest związany ze stanami nierównowagi funkcjonalnej, stanowi manifestację dysharmonii organizmu. Smutkowi towarzyszy pewien ból, oznaki choroby lub zaburzenia równowagi fizjologicznej, co sugeruje, że koordynacja funkcji życiowych nie przebiega w optymalny sposób. Taka sytuacja, jak pisze Damasio, musi zostać opanowana.

Smutek może być wołaniem o pomoc i wsparcie. Spełnia wtedy rolę ochronną, pomagając na przykład przeżyć stratę osobistą. Gdy jednak kumuluje się przez dłuższy czas – staje się szkodliwy i drąży duszę niczym swoisty nowotwór. Dlatego zamiast zaprzeczać istnieniu smutku, lepiej mu się dokładnie przyjrzeć i poszukać głęboko ukrytej przyczyny.
Niektórzy próbują oszukiwać dręczący ich smutek, zaprzeczać mu, wypierać go. To, jak wyjaśnia John Bradshaw, autor książki Toksyczny wstyd, przedsięwzięcie niezwykle trudne, kosztowne dla organizmu. Usiłując blokować smutek, a także inne emocje, angażujemy nasze ciało, napinamy mięśnie. To dlatego twarz człowieka smutnego czasem przypomina zastygłą maskę.

Smutek otwiera oczy

Smutek, szczególnie ten umiarkowany, pozwala nam bardziej krytycznie i realistycznie patrzeć na świat. Prawidłowość tę pokazuje m.in. model przetwarzania informacji odwołujący się do poznawczych procesów akomodacyjnych i asymilacyjnych, stworzony przez niemieckich psychologów Herberta Blessa z Universität Mannheim i Klausa Fiedlera z Universität Heidelberg.

Według nich pozytywny nastrój sprzyja bardziej asymilacyjnemu stylowi myślenia. Będąc w dobrym nastroju, po prostu wykorzystujemy istniejące struktury wiedzy, a nowe informacje dostosowujemy do tych, które już posiadamy. W takiej sytuacji bardzo łatwo popełnić błąd polegający na zignorowaniu nowych ważnych informacji. Z kolei kiedy jesteśmy smutni, uruchamia się akomodacyjny styl myślenia, czyli taki, który jest zorientowany na zewnątrz. Nie działamy wtedy w oparciu o nasze rutynowe schematy postępowania, ale dokładnie analizujemy nową sytuację i nowe dane.

Tezy, że smutek chroni nas przed popełnieniem błędów w ocenie sytuacji i innych ludzi, dowiodły m.in. opublikowane w 2010 roku na łamach „Journal of Experimental Social Psychology” badania Josepha Forgasa, profesora psychologii społecznej z University of New South Wales w Australii. Uczestnicy opisanego eksperymentu mieli sobie przypomnieć smutne lub radosne zdarzenie. Następnie słuchali opisu prezentującego pewnego mężczyznę. Okazało się, że badani w pozytywnym nastroju lepiej oceniali mężczyznę. Ponadto w większym stopniu polegali na początkowych informacjach. Efektowi pierwszeństwa nie uległy natomiast osoby wprowadzone w smutny nastrój.

W innym eksperymencie, opisanym w 2010 roku w „Psychological Inquiry”, Forgas wykazał z kolei dobroczynny wpływ smutku na pamięć. Tym razem bohaterami eksperymentu byli klienci sklepu z prasą na przedmieściach Sydney. Badanie prowadzone było albo w wietrzny, zimny i deszczowy dzień – który miał wprowadzić klientów w zły nastrój, albo w pogodny, słoneczny i ciepły – który z kolei miał wprowadzić klientów w pozytywny nastrój. Włączano również odpowiednią muzykę.

Kiedy klienci wychodzili ze sklepu, badacze pytali ich, czy pamiętają pewne produkty, które były wyeksponowane obok kasy, np. plastikowe zwierzątka, samochodziki itp. Okazało się, że osoby poddawane przygnębiającym bodźcom pamiętały znacznie więcej przedmiotów niż kupujący w radosnym otoczeniu. Jeszcze inne badania Forgasa wykazały, że zeznania pozostających w ponurym nastroju naocznych świadków wierniej oddają rzeczywistość niż zeznania składane przez osoby w dobrym humorze. Osoby smutne w mniejszym stopniu ulegają wpływowi błędnych i mylących trop info...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy