Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Niemęski wstyd

0 277

Kiedy w moim gabinecie pojawia się niepłodne małżeństwo, scenariusz najczęściej jest taki: kobieta cierpi ogromnie i zapomina, że podobnie może czuć się jej mąż. On zaś - przerażony jej samopoczuciem - zapomina o sobie. Choć pomocy psychologa potrzebują oboje, mężczyzna wycofuje się, twierdząc, że sobie poradzi. Uważa, że musi być twardy, żeby opiekować się kobietą...

Pojawili się w gabinecie oboje. Ona zapłakana i w depresji, on zatroskany o nią. Prosił, żebym pomogła żonie. Od pięciu lat bezskutecznie leczyli się z powodu niepłodności. Przyczyny niepłodności leżały po obu stronach. Pani Ewa miała nieregularne bezowulacyjne cykle, a nasienie jej męża nie było najlepszej jakości. Leczenie hormonalne i inseminacje nie dały do tej pory rezultatu. Zmienili już kilka razy lekarzy, wydali mnóstwo pieniędzy.

Oboje uznali, że to ona potrzebuje pomocy psychologa, głównie po to, by lepiej radzić sobie z leczeniem i comiesięczną żałobą, kiedy okazywało się, że test ciążowy znów wyszedł niepomyślnie. To Ewa nie mogła znieść widoku matek z wózkami i prowadzących dzieci za rączkę w supermarketach, rozmów w pracy o ciążach, porodach, pieluchach, pierwszych ząbkach i szkolnych kłopotach dzieci. Zapadała się w sobie, przepłakiwała popołudnia i weekendy, unikała spotkań ze znajomymi, bo wszyscy już mieli dzieci albo właśnie oczekiwali na poród. Krzysztof, mąż Ewy, uspokajał ją, obiecywał, że wszystko będzie dobrze i parzył ziółka, kiedy wpadała w rozpacz, że znowu się nie udało. To on pomyślał, że żona potrzebuje pomocy psychologa i zadzwonił do mnie. Na pierwszym spotkaniu Ewa przyznała, że kiedy jest zła na los i cały świat, to obrywa jej mąż. Musi znosić jej krzyk i awantury pod byle pretekstem, bo przecież to kobieta cierpi mocniej, kiedy nie może urodzić dziecka.

On znosił wszystko cierpliwie. Naprawdę martwił się i chciał ulżyć żonie. O sobie nie myślał, przytłoczony rozpaczą żony i jej skargami, że jest gorsza od innych kobiet, a życie nie ma już sensu. Siedział przygarbiony, bo może to życie właśnie z nim przestawało mieć sens? Przecież w połowie był sprawcą nieszczęścia, jakie ich dotknęło. Nie był gotowy, by pochylić się nad swoim cierpieniem.

Milczący niepłodny


Rozpoczęłam spotkania z panią Ewą. Powoli, krok po kroku, uspokajała się i zmieniała swój stosunek do poważnej choroby, jaką jest niepłodność. Potrafi ona zrujnować życie psychiczne w podobnym stopniu jak ciężkie schorzenia kardiologiczne czy nowotwory. Czy może być coś bardziej bolesnego niż brak dziecka, pomimo ogromnych starań?

Pragnienie posiadania dziecka jest u człowieka niemal instynktowne. Dziecko pozostanie na świecie, kiedy nas zabraknie, będzie przedłużeniem rodu, zachowa tradycje i pamięć pokoleniową. Z powodu niepłodności cierpią oboje, kobieta i mężczyzna, ale bardziej emocjonalna kobieta wyraża swoje cierpienie głośniej i wprost. Mężczyzna zwykle milczy, kuli się w sobie, czasami staje się ponury albo wycofany. Wszelkie symptomy takiego stanu zaczęły pojawiać się u Krzysztofa, co ciekawe – wraz ze stopniowym polepszaniem się samopoczucia żony. Ewa przestała odnosić się wrogo do innych kobiet, bo zdała sobie sprawę z tego, że nie są one winne jej cierpieniu. Zaakceptowała fakt, że leczenie niepłodności bywa procesem długotrwałym, trwającym nieraz latami. Wzmocniła się jako kobieta, nie utożsamiając braku dziecka z gorszą samooceną. Zaczęła też wprost mówić o chorobie, której wcześniej się wstydziła.

Atmosfera w domu Ewy i Krzysztofa stopniowo polepszała się, bo mąż już nie musiał pełnić roli opiekuna, który nie tylko wspierał i uspokajał, ale również służył żonie do wyładowywania złości. Krzysztof mógł odetchnąć... ale wtedy to jego zaczęły dopadać dziwne i niepokojące symptomy. Pewnego dnia po powrocie z pracy zasłabł. Był przekonany, że to zawał. Żona wezwała karetkę, Krzysztof spędził dzień na obserwacji w szpitalu, ale badania nie wykazały niczego niepokojącego. Ewa skarżyła się, że od tego incydentu mąż stał się ponury, coraz bardziej zamykał się w sobie, unikał rozmów. Ciągle zasłaniał się pracą i zmęczeniem. Przestał mieć ochotę na seks (być może od dawna nie miał, tylko ona tego nie zauważyła, naciskając, żeby kochali się w dniach płodnych). Ewa nakłoniła go w końcu, żeby i on pozwolił sobie pomóc.

Męskie rozmowy

Na spotkanie przyszedł najeżony, od drzwi zastrzegając, że to żona zmusiła go do wizyty u psychologa i robi to jedynie dla niej. Odrzuciłam myśl, że wątpi w taką formę pomocy, bo przecież wcześniej sam nakłonił żonę do psychoterapii. Zatem powodem jego niechęci musiało być coś zupełnie innego.
– Proszę opowiedzieć o tym zasłab­nięciu – zaczęłam od sprawy faktycznie go niepokojącej, bo przypuszczałam, że tym tematem zech­ce się zająć. – Chyba byłem bardzo przemęczony. Nasz zespół właśnie skończył duży projekt. Ostatni tydzień pracowaliśmy po kilkanaście godzin – Krzysztof próbował bagatelizować. – Często tak pan pracuje? – Tak jest od wielu lat – przytaknął. – Na tym polega moja praca. Niekiedy jest spokój, ale gdy jesteśmy na finiszu projektu, mobilizujemy się i harujemy do późnego wieczora.

Zatem Krzysztof potrafiłby podołać takiej sytuacji – to nie na nią zareagował brakiem sił. Szukałam dalej przyczyny zasłabnięcia. – Czy może się pan cofnąć do okoliczności, w których zrobiło się panu słabo? Co pan wtedy dokładnie robił, o czym myślał? Myślał dłuższą chwilę. – To zaczęło się jeszcze przed powrotem do domu, już wtedy nie za dobrze się czułem. Skończyliśmy projekt i jak zwykle poszliśmy z kolegami do pubu, by oblać koniec prac. Nie wypiłem za dużo, bo następnego dnia miałem z żoną jechać na narty. Koledzy pili więcej, ale ja skończyłem na dwóch piwach. I już wtedy poczułem, że jakoś mi się robi niedobrze i trochę słabo.

Spytałam, o czym konkretnie rozmawiali w pubie.
– O niczym szczególnym. Takie tam męskie tematy. Ja drążyłam: – Proszę spróbować coś sobie przypomnieć. Czułam, że temat tych rozmów może mieć znaczenie. Być może Krzysztof zareagował na coś, czego sobie nie uświadamiał. – Ale mnie pani męczy... Kolega chciał kupić samochód, więc doradzaliśmy mu, jaki będzie dobry. Kolega wziął kredyt na nowe mieszkanie. Jęczał, że niepotrzebnie takie duże i teraz martwi się, czy da radę spłacić kredyt. Są z żoną tylko we dwoje, to po co im ponad sto metrów...

Słaby macho

W trakcie tej rozmowy jego twarz zaczęła się zmieniać. Zbladł, zaciskał palce na oparciu fotela, jakby zupełnie nieświadom tego, co robi. – O czym pan teraz myśli? – dopytywałam. – To nic istotnego. Nie pamiętam o czym później rozmawialiśmy. Wiedziałam, że to było coś ważnego, a Krzysztof chce to przede mną, a może bardziej przed samym sobą, ukryć. Zbyt mocno w jego umyśle funkcjonował stereotyp mężczyzny niezłomnego – nic go nie dotknie, ze wszystkim musi sobie poradzić. Mężczyzna ma być silny, spłodzić dzieci, wybudować dom, zasadzić drzewo i umrzeć zdrowy, nie uskarżając się na nic.

– Wróćmy jednak do tego nieważnego momentu. Coś pan sobie przed chwilą przypomniał? Moje pytanie zdziwiło go, spytał, skąd wiem. – Bo przed chwilą miałam wrażenie, że zrobiło się panu jakby słabo. Przyznał mi się w końcu: – Jest w naszym zespole młody chłopak, często brakuje mu wyczucia. Chyba zazdrości Markowi, że lepiej zarabia i stać go na ta...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy