Dołącz do czytelników
Brak wyników

Na temat

14 stycznia 2021

NR 2 (Luty 2021)

(Nie)wszystko na mojej głowie
Dlaczego chcemy mieć wszystko pod kontrolą?

203

Zastanówmy się, kto nam powiedział, że sobotę należy poświęcić na sprzątanie, w niedzielę przygotować dwudanio­wy obiad, a w tygodniu zaopatrywać lo­dówkę? Jak uwolnić się od potrzeby nadkontroli?

Było to kilkanaście lat temu. Siedziałam w sobotę przy kuchennym stole i z zaciekawieniem przyglądałam się Teresie, która od kilkunastu minut z szaleństwem w oczach biegała między piętrem a piwnicą. Wbiegając po kilkunastu stopniach na górę, znosiła na dół worki i kartony. Znosiła je gniewnie, jakby obrażona, a potem znikała w piwnicznych czeluściach. Co jakiś czas dochodziły stamtąd głośne westchnienia przeplatane soczystymi przekleństwami. Gdybyście ją wtedy zobaczyli, można było pomyśleć, że zostało jej kilka godzin, po których świat przestanie istnieć, jeśli nie dokończy dzieła. Przynajmniej ja odnosiłam takie wrażenie. Dokładnie w tym samym czasie Antoni, jej mąż, siedział spokojnie na kanapie i błądził wzrokiem po telewizyjnym ekranie, śledząc losy mężczyzn w lajkrowych getrach, pedałujących pod górę gdzieś we Francji. 

Na zegarze wybiła piętnasta, kiedy Teresa stanęła w drzwiach, otarła pot z czoła, cisnęła o podłogę gumowymi rękawiczkami i stwierdziła, że ma dosyć takiego życia. On siedzi całą sobotę i nic nie robi, a ona usypała przed domem pokaźną górę zbędnych rzeczy i spakowała je w odpowiednie worki. Wykrzyczała, że kompletnie nikt nie szanuje jej pracy i wszystko jest na jej głowie – włącznie z obiadem, który należy szybciutko podać do stołu, bo przecież już najwyższa pora. 

Poproszona na obiad usiadłam do stołu. Obiad był wymyślny i pyszny. Obiady, jak zapewne wiecie, są szczególnie niewdzięczną pracą, bo ich przygotowanie zajmuje zazwyczaj dużo czasu, a skonsumowanie raptem chwilę. Później trzeba posprzątać. Antoni wstał i zaczął zbierać talerze, a gdy tylko znalazł się w pobliżu zmywarki, usłyszał, że Teresa to wszystko pochowa, bo on robi tak, że trzeba zmywanie rozkładać na dwie tury. Wzruszył ramionami, odstawił talerze, podziękował uroczo za obiad i się oddalił. 

POLECAMY

Sobota zakończyła się dla Teresy około dwudziestej drugiej. Choć bardzo chciała, nie była już w stanie obejrzeć filmu. Zmęczona i zła poszła spać. W niedzielę od rana zajęła się znów tym, za co nikt jej nie dziękował. Czy to wszystko było tragiczne? Teoretycznie tak. Praktycznie? Niekoniecznie.

Kobieta xxi wieku

Każdego dnia spotykam w swoim gabinecie kobiety, które – podobnie jak Teresa – czują się niedoceniane i zmęczone. Rozczarowane opowiadają, jak wiele rzeczy muszą brać na siebie każdego dnia. Narzekają, że nie mogą liczyć na pomoc ze strony partnerów ani dzieci. Są wśród nich prężnie działające businesswoman, które siedzą w pracy od rana do nocy przekonane, że bez nich firma nie przetrwa do jutra, bo nikt nie jest w stanie ich zastąpić. Rozmawiam z młodymi matkami, które chcą być najlepszymi matkami świata. Poznaję młodziutkie kobiety, z ust których słowa „muszę” i „powinnam” wystrzeliwane są z prędkością karabinu maszynowego. Wszystkie one są jak Teresa – robią zbyt dużo, chcą od siebie zbyt wiele i próbują mieć stale rękę na pulsie, wierząc, że nad życiem można sprawować kontrolę. Trzeba tylko podjąć wysiłek. No cóż, niekoniecznie.

Mówi się nam od dziecka, że możemy być, kim chcemy, i robić to, co pragniemy. Taka jest przecież kobieta XXI wieku. Problem polega na tym, że w tym samym czasie obserwujemy w sobotnie poranki matki fruwające z odkurzaczem, zmęczone po całym tygodniu pracy, które zwalają z łóżek rodzinę, mówiąc, że wyśpią się po śmierci. Patrzymy, jak kurz znika z półek, i słuchamy, że mężczyźni są leniwi. Tymczasem może warto zastanowić się, dlaczego i od kogo otrzymują komunikaty, które utwierdzają ich w przekonaniu, że kobiety lepiej radzą sobie z domowymi obowiązkami lub opieką nad dziećmi? Czy to mężczyźni, czy może my same robimy z siebie męczennice, które marzą o chwili odpoczynku?

Dobre praktyki, jak poradzić sobie z nadkontrolą

Zastanówmy się, kto nam powiedział, że sobotę należy poświęcić na sprzątanie, w niedzielę przygotować dwudaniowy obiad, a w tygodniu zaopatrywać lodówkę? Kto utwierdził nas w błędnym przekonaniu, że tylko kobieta biegle włada żelazkiem, a nieumyte na święta okna świadczą o niezaradności? Od kogo dowiedziałyśmy się, że odpoczynek to nic innego jak ładne określenie lenistwa? Skąd wzięłyśmy przekonanie, że jesteśmy niezastąpione? W wielu kwestiach zapewne świetnie sobie radzimy i inni mogliby się od nas uczyć, ale czy na pewno chodzi o segregowanie prania? Nie sądzę.

Doskonale zdaję sobie sprawę, że każdą rolę, którą przychodzi nam odegrać w życiu, większość kobiet chciałaby wypełnić doskonale, zebrać gratulacje i oklaski. W teatrze zwanym życiem nie chodzi jednak o to, by aktor poświęcił dla roli wszystko na scenie, zanim opadnie kurtyna. Życie nie ma być dramatem. Ma przynosić radość, dawać satysfakcję i możliwość zregenerowania się przed kolejnymi występami. Ten stan da się osiągnąć, ale żeby to zrobić, należy wdrożyć kilka koniecznych praktyk. 

Jak uwolnić się od potrzeby nadkontroli

Pierwszą i niezwykle ważną praktyką jest określenie własnych potrzeb i możliwości. 

Kiedy poznałam Magdę, była rozczarowana swoim związkiem, bo właśnie na nią spadły wszystkie obowiązki domowe. Rzecz jasna, nie stało się to samo. Wyniosła z domu przekonanie, że na miłość trzeba sobie zasłużyć. Rodzice chwalili ją tylko wtedy, kiedy robiła to, czego oni sobie życzyli. Skończyła studia, które były ich marzeniem. Mieszkała na osiedlu, które ich zdaniem było wystarczająco prestiżowe. Gdyby trzydzieści lat jej życia miało nosić jakiś tytuł, bez dwóch zdań brzmiałoby: „Będą Państwo zadowoleni”. Logicznym następstwem było wejście w relację, w której każdego dnia starała się o zadowolenie partnera, rezygnując z własnych potrzeb. A gdyby okazało się, że on nie jest z niej zadowolony?

Tak samo jak Marcin chodziła do pracy na siódmą rano, ale wstawała o piątej, żeby przygotować „porządne śniadanie”, także drugie, które zabierał ze sobą do biura. Po powrocie do domu gotowała obiad, a zakupy robiła po drodze, taszcząc siatki.

Wieczorem była tak zmęczona, że zasypiała po kilku minutach na filmie. Nie miała ochoty na rozmowy, na seks tym bardziej. Spotkałyśmy się, kiedy w ich związku zaczęło się dziać naprawdę źle. Marcin zaczął nazywać ją „Mamuśką”, przestał dziękować za śniadanka i dokuczał, mrucząc pod nosem, że nie godził się na biały związek. Rozwiązanie było całkiem proste, ale wymagało od Magdy przeformułowania wielu szkodliwych przekonań na temat miłości i tego, jak zdrowo funkcjonować w relacji jako dorosła kobieta. Marcin wcale nie oczekiwał, że będzie jego opiekunką. Wolał ją spontaniczną, kiedy na szybko pochłaniali poranne płatki. Obiady dalej gotowała Magda, ale on po nich zmywał, by ona mogła po prostu odpocząć. 

W przypadku Magdy i Marcina receptą na zmianę były chęci obu stron i zaangażowanie w rozwiązanie problemu. Wszystko zaczęło się od dostrzeżenia go i poszukania sposobu na uratowanie pogarszającej się sytuacji. Nie był to wcale łatwy proces, bo zmiana zasad w trakcie gry rzadko spotyka się z entuzjazmem. Trzeba jednak wiedzieć, po co wprowadzamy te zmiany i jakie korzyści nam to przyniesie. 
    
Drugą dobrą praktyką jest określanie tego, co faktycznie możemy kontrolować. 

Anię poznałam, gdy partner namówił ją, by poszukała pomocy. Kilka miesięcy wcześniej dowiedziała się, że mąż jej najlepszej przyjaciółki miał romans, który trwał dwa lata. Choć nie miała zastrzeżeń do swojego związku, a Adam, jej partner, nie dawał żadnych powodów do zazdrości, coraz częściej wyobrażała go sobie w objęciach innej kobiety. Udany od sześciu lat związek zaczął się zamieniać w piekło, kiedy rytuałem stało się przeglądanie telefonu Adama, jego e-maili i uporczywe domaganie się relacji z przebiegu każdego dnia. Zaufanie słabło coraz bardziej i każda ze stron była tym mocno zmęczona. Pomimo próśb i zapewnień Ania nie dawała się przekonać, że Adam niczego przed nią nie ukrywa. Wiele godzin zajęło nam wspólne mierzenie się z zagrożeniami, których wypatrywała. Jaki jednak miała wpływ na to, czy dojdzie do zdrady partnera? Przecież o zdradę jest o wiele łatwiej, gdy w związku dzieje się źle. Tym, co mogło się wydarzyć najgorszego w przypadku tej pary, była – zdaniem Ani – niewierność ze strony partnera. Prawdopodobieństwo, że do niej dojdzie, rosło z każdym kolejnym działaniem mającym na celu kontrolę. 

Skutecznym sposobem na pozbycie się katastroficznych myśli było przeanalizowanie nie tylko złych scenariuszy, ale zrównoważenie ich dobrymi. Co by się wydarzyło, gdyby znów dostrzegła w Adamie człowieka godnego zaufania? Czy nie przyniosłoby więcej korzyści przekierowanie energii w działania, które mają na celu zbliżenie się do siebie, i zadbanie, by czas spędzany razem był jakościowo dobry? 

Uznając ten wariant za przynoszący więcej potencjalnych korzyści, a jednocześnie bardziej prawdopodobny, para zaczęła małymi krokami cofać się do punktu wyjścia. Powróciły wspólne chwile spędzane na przyjemnościach i drobne gesty, mające na celu wyrażenie wzajemnego uznania. Oczywiście, do dziś zdarza się, że po rozmowie z przyjaciółką, która jest w trakcie rozwodu, Ania zastanawia się, czy kiedyś nie znajdzie się w jej sytuacji. Ale zdała sobie sprawę, że nawet jeśli tak się wydarzy, będzie mogła poszukać wsparcia i przejść przez trudne chwile, tak jak robi to jej przyjaciółka. Szczęśliwie, zamiast skupiać uwagę na czarnych myślach i pozwalać im rosnąć w siłę, kobieta uważnie przygląda się faktom, a te świadczą na korzyść.
Iwona to kobieta sukcesu, która na przestrzeni kilku ostatnich lat rozwinęła prężnie prosperującą firmę. Gdy debiutowała na rynku, szybko dała radę wyprzedzić konkurencję. Dziś zatrudnia kilka osób, nie narzeka na brak zleceń i ma wiele pomysłów na przyszłość. Niejedna osoba przyglądająca się jej osiągnięciom mogłaby odczuć podziw, a także lekkie ukłucie zazdrości. Z pewnością jednak nikt nie zazdrościłby jej codziennych obaw o to, że któregoś dnia to wszystko może runąć jak domek z kart.

„Czasy są niepewne, a na ludziach nie można polegać”. To przekonanie, jak można się domyślać, nie ułatwia Iwonie życia. Niejednokrotnie zawiodła się na współpracownikach, którzy nie dotrzymali terminu, zrobili coś niezgodnie z jej standardami czy nie działali na korzyść firmy. Choć bardzo chciała delegować zadania, uznała to za zbyt ryzykowne i nad wszystkim woli czuwać sama.

Iwona skupiała się na dotychczasowych potknięciach, potrafiła kilkadziesiąt razy analizować tę samą sytuację. Nie prowadziło to niestety do żadnych wniosków, a wręcz przeciwnie,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy