Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

25 maja 2016

Na zawsze razem znudzeni

69

Uwaga żony, uwaga mężowie! Pojawił się nowy „wirus”, niebezpieczny dla związków: małżeńska melancholia. Czy może zagrażać również wam? Jak się przed nim ustrzec?

„Nie możesz liczyć na nikogo oprócz siebie. To smutne, ale prawdziwe”, mówi Carolyn Burnham po kilkunastu latach małżeństwa z Lesterem. Mają wszystko, o czym można marzyć: rodzinę, dobrą pracę, duży dom. A jednak nie czują się szczęśliwi. „Nasze małżeństwo jest tylko na pokaz. Reklama naszej normalności, wszystkiego, czym nie jesteśmy. Moja żona... Carolyn. Nożyce ogrodowe pasują do jej butów. To nie przypadek. Męczy mnie samo patrzenie na nią. Nie zawsze taka była. Kiedyś była szczęśliwa. My byliśmy szczęśliwi”, opowiada Lester, bohater dramatu obyczajowego „American Beauty”. Ich związek stracił urok, stał się wspólną mordęgą...

Żyli długo i szczęśliwie – dziś to możliwe tylko w komediach romantycznych i romansowej literaturze, ostrzega dr Pamela Haag z Rutgers University. W swojej najnowszej książce Marriage Confidential nazywa XXI wiek epoką postromantycznej małżeńskiej melancholii. „Cierpiące na tę przypadłość pary nie żyją w stresie, nie są skonfliktowane, nie rzucają talerzami i nie wrzeszczą na siebie”, tłumaczyła w wywiadzie dla „The Huffington Post”. „To sympatyczne, ale tkwiące w apatii małżeństwa, które pewnego dnia odkrywają, że są szczęśliwe połowicznie”.

Badania dr Haag z udziałem niemal 2 tys. osób wykazały, że aż jedna trzecia małżonków nie poślubiłaby obecnego partnera – gdyby mogła cofnąć czas – a 65 procent żon oraz 85 procent mężów zdradzałoby, gdyby mieli pewność, że zdrada nie zostanie wykryta. Niedawno amerykańskie Pew Research Center podało wyniki sondy, w której aż 40 procent badanych Amerykanów uznało małżeństwo za przestarzałą instytucję. Jeszcze krytyczniej oceniają małżeństwo przedstawiciele tzw. pokolenia milenijnego (osoby w wieku 18–29 lat), dla których bycie dobrym rodzicem jest ważniejsze od udanego małżeństwa. „Większość z nas tkwi w nijakich, nieciekawych związkach. Większość z nas pod koniec kolejnego nudnego dnia spogląda na swojego współmałżonka i zastanawia się, czy to był dobry wybór”, twierdzi Pamela Haag i zastanawia się, dlaczego nic nie robimy z tą niesatysfakcjonującą sytuacją. Nie szukamy pomocy, by uzdrowić związek, ani nie decydujemy się na rozstanie – niektórzy uciekają w realne lub wirtualne romanse. Dlaczego tkwimy w ambiwalencji? Czyżby dopadła nas melancholia małżeńska?

Bez romantyzmu
„Coś straciłem. Nie jestem do końca pewien co. Ale wiem, że nie zawsze czułem się taki... uśpiony”, przyznaje Lester Burnham. Jego małżeństwo też jest „uśpione”. Wraz z żoną co wieczór zasiadają do idealnie nakrytego stołu, znosząc swoje towarzystwo. Takie uśpione, letnie małżeństwa jeszcze dziesięć lat temu rozstawały się częściej niż małżonkowie skonfliktowani, w relacjach „na noże”. Taki obraz wyłaniał się z badań opisanych w 2001 roku przez Paula R. Amato, socjologa rodziny z Pennsylvania State University. Okazało się, że 60 procent rozwodów dotyczyło par „nisko konfliktowych”, w których nie było nadużyć, przemocy fizycznej i psychicznej, uzależnień, nieustannych awantur i innych dysfunkcyjnych zachowań. Na zewnątrz wydawały się „dobrymi małżeństwami”, tymczasem umiarkowane poczucie szczęścia nie wystarczyło im, by pozostać w związku.

Z badań dr Haag wynika, że dziś sytuacja wygląda inaczej. Partnerzy „uśpieni” trwają ze sobą mimo apatii i braku motywacji, ponieważ towarzyszy im świadomość, jak dużą część siebie oddali dla małżeństwa. I że to poświęcenie było zbyt duże i ważne, by z niego rezygnować. „Choć dziś nie obowiązują już te same społeczno-kulturowe standardy, co pół wieku temu, nadal organizujemy związki według tych samych założeń. Współczesne małżeństwa próbują żyć paradygmatem romantycznym w epoce postromantycznej”, twierdzi badaczka. Idealizują łączące ich uczucie i wierzą, że miłość przetrwa wszystko, bo byli sobie przeznaczeni. Takie małżeństwa wyglądają na stabilnie z zewnątrz, ale są zaskakująco kruche. „Instynktownie kroczymy szlakiem wytyczonym przez małżeństwa naszych rodziców”, pisze Pamela Haag i cytuje swoją matkę, która uważa, że „są gorsze rzeczy w życiu, niż bycie znudzoną i niespełnioną żoną”, a kobieta dobrowolnie rezygnująca z siebie na rzecz niesatysfakcjonującego małżeństwa nie ogranicza siebie – jest dojrzałą realistką.

Badaczka twierdzi, że współcześni „uśpieni” partnerzy uznali, że częścią małżeństwa jest „bycie nieco nieusatysfakcjonowanym”. Większość „połowicznie szczęśliwych żon” odczuwa samotność i czasami tęskni za porywami serca, a „połowicznie szczęśliwi” mężowie czują się uwięzieni w pułapce monogamii. Te odczucia towarzyszą zarówno osobom, które pobrały się bardzo młodo, jak i tym, które zwlekały ze ślubem. Co ciekawe, rozczarowanie towarzyszyło zarówno tym, którzy mieli wygórowane oczekiwania na początku małżeństwa, jak i tym, którzy nie spodziewali się „fajerwerków”. Nuda dopada ich z równą siłą...

Amerykańskie badanie z udziałem niemal 3500 użytkowników serwisu internetowego Good in Bed, prowadzone pod kierunkiem dr Kristen Mark z The Kinsey Institute for Research in Sex, Gender and Reproduction wykazały, że 25 proc. ludzi nudzi się w swoich monogamicznych relacjach, a kolejne 25 proc. jest „na krawędzi” znudzenia. Dr Ian Kerner, założyciel serwisu Good in Bed i współautor książki Love in the Time of Colic, porównuje nudę do ataku wirusa na system odpornościowy relacji. Jedna piąta respondentów przyznała, że dopuściła się zdrady, pragnąc uciec od rutyny panującej w ich związkach.

POLECAMY

Dr Pamela Haag wymienia pięć typów współczesnych małżeństw. 1. Małżonkowie szczęśliwi połowicznie. W jednej chwili czują, że współmałżonek jest jak los wygrany na loterii, by zaraz potem zastanawiać się, jak z nim wytrzymują. Partnerzy nie uważają się ani za nieszczęśliwe małżeństwo, ani za udane. Jeśli dochodzi do rozwodu, jako powód podają „niezgodność charakterów”. 2. Małżeństwo rodzicielskie. Dzieci często są głównym powodem zawarcia małżeństwa i utrzymywania go. Rodzicielstwo jest traktowane przez małżonków jak zawód, a dzieci stawiane w centrum rodziny. Bycie rodzicem bywa pretekstem do porzucenia własnych ambicji i planów. 3. Żony jako woły robocze. Kobieta zaharowuje się, aby spełniać kaprysy i chłopięce marzenia swojego męża. On udaje, że pracuje; ona udaje, że mu wierzy. 4. „Jak zwykle masz rację, kochanie”. Małżonkowie idą na ustępstwa i zgadzają się we wszystkim za cenę utrzymania status quo. 5. W połowie drogi po rozwód. Małżonkowie prowadzą oddzielne życia, a mieszkają ze sobą z konieczności.

Etyczna niewierność
„Połowicznie szczęśliwe” małżeństwa, choć są znudzone, to jednak rzadko decydują się na rozstanie. Dzieje się tak z różnych powodów: finansowych, rodzinnych, zawodowych, społecznych. Jedna z uczestniczek badań dr Haag opowiadała, że gdy odkryła romanse męża, wyrzuciła go z domu, ale pozwoliła mu wracać każdego ranka, by robił śniadanie dzieciom i zawoził je do szkoły.


Inni radzą sobie z nudą w związku „po rebeliancku” – umawiają się na życie w otwartym małżeństwie czy na „urlopy od wierności”. Badaczka wskazuje, że wiele małżeństw praktykuje obecnie „wolną miłość, wersję 2.0”, w której małżonkowie starają się być względem siebie uczciwi i np. wspólnie podejmują decyzję o „tolerowaniu osób trzecich”. To tzw. nowa monogamia albo „małżeństwa Oreo”, które na zewnątrz wydają się tradycyjnymi związkami, a w rzeczywistości partnerzy prowadzą niekonwencjonalne „drugie życie” pod postacią poliamorii czy swingowania (patrz słowniczek). Niektórzy małżonkowie twierdzą, że „każdemu należy się przynajmniej jeden skok w bok”, inni w kwestii zdrady trzymają się zasady „tylko podczas podróży” albo „tylko 50 km od domu”. Są też pary trzymające się dewizy: „nie pytaj, nie mów”, „mów jak najmniej lub mów wszystko”.

Historyk małżeństwa, autorka A Strange Stirring: The Feminine Mystique and...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy