Dołącz do czytelników
Brak wyników

Materiały PR

26 kwietnia 2018

Na swoim miejscu - Norman Fischer

8

(fragment z Wprowadzenia Łzy Ryōkana)

Książka dostępna na www.sklep.charaktery.eu

„Odnajdywać swoje miejsce, to dojrzewać, dorastać do tego, kim jesteśmy. Przeważnie uznajemy dojrzałość za pewnik, jak gdyby było to coś, co przychodzi w sposób naturalny i pełny, gdy rosną nasze ciała, a doświadczenie życiowe wypełnia umysły i serca. Jednak w rzeczywistości tylko nieliczni z nas są naprawdę dojrzałymi osobami; niewielu naprawdę odnajduje swoje miejsce. Śnimy jedynie sen o dojrzałości – sen będący zestawem przekazanych nam pojęć i obrazów, który uchodzi za dorosłość. Co tak naprawdę znaczy „dorosnąć”? Jak działamy, aby ożywić prawdziwie dojrzałe serce – serce, które może być źródłem uzdrawiających słów i czynów? Życie każdego z nas zależy od tego, czy podejmie- my eksplorację, do której ponaglają nas te pytania. A tajemnica polega na tym, że od tego, czy każdy z nas wyruszy na tę człowieczą wyprawę zależy cały świat.

Odnajdywanie swojego miejsca jako dojrzała jednostka w tym świecie nie jest zadaniem, które możemy wykonać sami. Potrzebujemy pomocy innych i sami też musimy pomagać. Bo- wiem prawdziwa dojrzałość nigdy nie może istnieć niezależnie; ma charakter relacyjny, gdyż my sami jesteśmy relacyjnymi istotami. Wszystko, z czym wchodzimy w kontakt współtworzy nas w każdej chwili. Ponieważ zmieniamy się – jesteśmy otwarci na świat i on na nas wpływa – dojrzałość musi wiązać się z naszą zdolnością do poznawania i kochania innych.

Autorem słów będących mottem tej książki – „Wszelkie prawdziwe życie jest spotkaniem” – jest Martin Buber, żydowski filozof piszący w języku niemieckim. Buber dokonał głębokiego spostrzeżenia, że tylko wtedy, gdy prawdziwie się spotykamy, przekraczając nasze mechanizmy obronne i z góry przyjęte osądy, nasze potrzeby i pragnienia, tylko wówczas, gdy otwieramy się na siebie wzajemnie, mając odwagę, by wykonać krok ku sobie – można o nas powiedzieć, że jesteśmy w pełni żywi.

Prawdziwa dojrzałość jest zawsze takim właśnie spotkaniem z tym, co przed nami. Chociaż prawdziwa dojrzałość może należeć do rzadkości, wszyscy jesteśmy do niej zdolni i możemy ją rozpoznać. Kiedy naszego życia dotyka dojrzała osoba, czujemy to.

Ryōkan, japoński poeta i mnich zen, miał nastoletniego siostrzeńca, który sprawiał poważne kłopoty wychowawcze. Matka chłopca nie wiedziała, jak sobie z nim poradzić, poprosiła więc swego brata o pomoc. „Jesteś kapłanem i bardzo dobrym człowiekiem. Może jeśli z nim porozmawiasz, przyniesie to jakiś skutek”.

Ryōkan przyszedł do domu siostry na obiad. Matka czekała, aż stary mnich poruszy temat zachowania jej syna, on jednak po prostu siedział, spożywając posiłek ze smutnym wyrazem twarzy. Gdy obiad się skończył, a naczynia zostały umyte, Ryōkan zaczął zbierać się do odejścia. Chłopak pospieszył z pomocą starcowi. Zawiązując mu sandały, poczuł, że na jego głowę spadają ciepłe krople. Spojrzał w górę i zobaczył, że Ryōkan w ciszy roni łzy. Od tej pory chłopak już nigdy nie zachowywał się źle.

Wszyscy zmagamy się z naszą własną dojrzałością; nikt z nas nie może twierdzić, że ukończył tę pracę. Jeśli jednak towarzyszy nam wzajemna życzliwość, uczucie to sprawia, że stajemy się łagodniejsi i bardziej otwarci, co z kolei daje więcej przestrzeni na rozwój. Chociaż nasze dojrzewanie wciąż trwa i proces ten nie ma końca, możemy pomagać sobie nawzajem, przejawiając ludzkie uczucia, które zawsze są od nas mądrzejsze.”

***

(fragment z Rozdziału 2 Dojrzałość)

„Aby zbadać kwestię dojrzałości, chłopcy i ja zaczęliśmy rozmawiać o znanych nam ludziach, co do których czuliśmy, że są prawdziwie dojrzali. Próbowaliśmy dociec, co takiego mieli w sobie, że wydawali się nam dojrzali. Nasze dyskusje zaowocowały roboczą listą cech obecnych, w naszym odczuciu, u większości osób, których życie emocjonalne i duchowe było głęboko dojrzałe. Jak odkryliśmy, ludzie ci sprawiali wrażenie odpowiedzialnych, lecz nie nudnych, doświadczonych, lecz nie ograniczonych. Akceptowali samych siebie, nie będąc zamknięci na zmianę i rozwój. Byli serdeczni bez ckliwości, stabilni bez inercji i silni bez szorstkości. Przedyskutowaliśmy wszystkie te cechy dogłębnie, starając się o konkretne i osobiste przykłady. Ostatecznie z naszych rozmów wyłoniła się lista cech, które, jak uznaliśmy, charakteryzują dojrzałą osobę – cech, które pragnęliśmy przebadać i ku których chcieliśmy skierować nasze wysiłki, aby stać się w pełni dojrzali. Pierwszą z tych cech była odpowiedzialność.

Gdy pojawia się temat odpowiedzialności, odkrywam, że do- padają mnie obiekcje i coś skłania mnie, by przemawiać głębokim, archetypowym, tubalnym głosem (niczym głos Boga z płyt słuchanych w dzieciństwie), który dystansuje mnie od słuchaczy. Przypuszczam, że w ten sposób większość z nas rozumie pojęcie odpowiedzialności – jako coś przeciwnego twórczości, spontaniczności i rozwojowi. Nic dziwnego, że sprzeciwiamy się dojrzewaniu i nic dziwnego, że stajemy się nudni, gdy ostatecznie wydaje się nam, że musimy przyznać, iż jesteśmy dorośli i lepiej zacząć zachowywać się stosownie.
Lecz odpowiedzialność nie musi być taka. W swoim najprawdziwszym i najbardziej dosłownym sensie odpowiedzialność to po prostu zdolność do odpowiedzi. Bycie odpowiedzialnym to cecha z natury pełna życia. To zdolność do reagowania w sposób pełny i swobodny na sytuacje. Bycie odpowiedzialnym nie ma nic wspólnego z kontrolą i konformizmem. Wręcz przeciwnie, odpowiedzialność to gotowość do bezpośredniej i jawnej konfrontacji z tym, co jest przed tobą na cudzych warunkach i stawienia czoła temu, co się wydarza. W angielskim słowie responsibility, oznaczającym odpowiedzialność, zachował się grecki rdzeń [σπονδή – spondē], oznaczający ofiarowanie, zobowiązanie. Być odpowiedzialnym znaczy ofiarować siebie temu, co ci się przydarza, złożyć zobowiązanie wobec własnego życia.

Bycie odpowiedzialnym w tym sensie nie jest łatwe. Odpowiedzialność, ponieważ tak aktywna i twórcza, jest wrogiem wszelkich form lenistwa. Wymaga odkrycia i przekroczenia samego siebie. Aby reagować autentycznie, aby być prawdziwie obecnym w swoim życiu, powinieneś być otwarty na sytuację, porzucając troskę o siebie i z góry przyjęty osąd, tak dalece jak to możliwe. Musisz mieć odwagę pozwolić sobie, by pokonało cię to, co ci się przydarza.

Przypomina mi to historię jednego z buddyjskich kapłanów, który trafił do naszego ośrodka w nietypowy sposób. Jako młody człowiek wybrał się na wyprawę motocyklem przez góry i pewnego dnia, przecinając polną drogę, postanowił sprawdzić, dokąd go ona doprowadzi. Droga wiodła do Tassajara, gdzie właśnie otwierał się nasz klasztor. Młody człowiek wszedł, aby się rozejrzeć, a to, co zobaczył zaintrygowało go tak bardzo, że postanowił zatrzymać się na kilka dni. Wkrótce przedłużył swój pobyt o kil- ka miesięcy, a następnie o kilka lat. W końcu uzyskał święcenia. Później wyjechał do Japonii, gdzie uczył się tradycyjnego ciesielstwa i powrócił do Ameryki, aby pomóc w budowie najpiękniej- szych budynków świątynnych w naszym ośrodku.

Człowiek ten pojechał górską drogą tylko po to, żeby sprawdzić dokąd ona prowadzi, ponieważ jednak był gotów reagować w pełni na to, co napotkał i oddać się temu całkowicie, jego życie zmieniło się – ku pożytkowi wielu.
Dojrzała osoba to ktoś, kto jest gotów usłyszeć wezwanie, niezależnie od tego, jak słabe lub nieoczekiwane ono będzie – i zareagować na nie. Nie jest konieczne, aby rozglądać się wokół w poszukiwaniu rzeczy, za które mamy wziąć odpowiedzialność, jeśli nic się nie pojawia. Jeśli jednak pojawia się – bądź gotów zareagować z całą swoją uwagą i czułą troską, bez wymówek, bez uników, bez fanfar. Po prostu podwijasz rękawy i robisz to.”

***

(fragment z Rozdziału 2 Dojrzałość)

„Myślimy o miłości jak o wielkim entuzjastycznym uczuciu. Z pewnością emocja stanowi część tego, czym jest miłość, lecz nie ogranicza się do tego. Skupienie naszego społeczeństwa na romantycznych związkach wydaje się naturalne, przynajmniej jeśli ty sam jesteś w związku, który jest względnie szczęśliwy. Lecz miłość to coś znacznie więcej. Możemy być pełni miłości bez względu na to, czy jesteśmy w kimś zakochani. Mam wielu przyjaciół, którzy są mnichami i mniszkami. Wielu z nich jest przepełnionych miłością. To najdojrzalsze osoby, jakie znam. Są żywym dowodem na to, że potęga miłości i miłującej więzi, która jest głęboka i satysfakcjonująca, stanowi znak dojrzałości dla nas wszystkich, niezależnie od natury naszych relacji.

Miłość jest praktyczna i przyziemna. Istnieje w gąszczu prawdziwych ludzkich relacji, ze wszystkimi ich problemami i nieporozumieniami. Miłość wymaga ludzkiego ciepła i kontaktu. Wymaga również wszystkich innych cech dojrzałości, jakie już omawialiśmy – odpowiedzialności, doświadczenia i samoakceptacji – o ile je rozwijamy. Miłość budzi uzdrawiającą moc zwykłej ludzkiej dobroci.

Dojrzali ludzie nie są wyniośli, chłodni i zdystansowani ani skupieni na sobie. Nie muszą być wcale ekstrawertycznymi wesołkami, lecz wszyscy mają zdolność spotkania z innymi i okazywania serdecznego zainteresowania.
W mojej własnej pracy z adeptami zen, jaką prowadziłem przez lata, odczuwałem niezwykłą potęgę miłości. Chociaż to, co mówię może się wydać ekstrawaganckie, prawda jest taka, że ko- cham ludzi, z którymi praktykuję zen. Z upływem czasu poznałem wielu z nich i widziałem, jak ich życie się toczy i jak doświadczają wszystkich nieuchronnie związanych z tym triumfów i tragedii. Jak mógłbym ich nie kochać, skoro dzieliłem to wszystko z nimi, podziwiając ich odwagę i szczerość w konfrontacji z tym, co przy- nosił im los oraz ich determinację, by z oddaniem kontynuować praktykę? Jeśli jest jakakolwiek korzyść z naszego wspólnego praktykowania, wszystko to bierze się z tej miłosnej relacji, która po- siada uzdrawiającą moc, jakiej nikt nie jest w stanie zmierzyć ani prawdziwie zrozumieć.

W pismach zen słowo intymność jest często używane jako synonim oświecenia. W klasycznych opowieściach zen o oświeceniu mnich lub mniszka nieraz wybucha jednocześnie płaczem i śmiechem, gdy nagle uświadamia sobie, że nic w tym świecie nie jest odrębne, że każda rzecz, włączając w to nasze własne ja, nie jest niczym innym jak całością i że ta całość nie jest niczym innym jak jaźnią. Co mówią nam te opowieści, jeśli nie to, że miłość jest czymś znacznie szerszym i głębszym niż emocja? Miłość jest owocem i prawdziwym kształtem naszej jaźni i wszystkiego, co istnieje.”

***

(Rozdział 3 Słuchanie)

„Słuchanie tego, co się mówi i czego się nie mówi – z pełną obecnością i bez z góry przyjętych osądów, koncepcji i pragnień – było kluczowe dla naszych spotkań. I nie tylko ja słuchałem w ten sposób – w końcu również chłopcy się tego nauczyli. A ponieważ byliśmy w stanie to zrobić, chłopcy zaczęli mówić i otwierać się na mnie i na siebie wzajemnie.
Słuchanie to magia: zmienia osobę z obiektu zewnętrznego, nieprzejrzystego lub mgliście zagrażającego, w intymne doświadczenie, a zatem w przyjaciela. W ten sposób słuchanie zmiękcza i transformuje słuchającego.

Słuchanie ma tak fundamentalne i kluczowe znaczenie, ponieważ jest glebą, z której wyrastają wszystkie owoce naszych ludzkich związków. Słuchanie wymaga radykalnego otwarcia na innych, a radykalne otwarcie oznacza poddanie się. To dlatego słuchanie jest przerażające, chociaż zwykle nie myślimy o nim w ten sposób. Wymaga pewnego rodzaju nieustraszonej wiary w siebie, której większość z nas nigdy nie rozwinęła.

Wiara w siebie nie jest egocentryzmem. Egocentryzm to skupienie na sobie, upieranie się, zapewne całkiem nieświadomie, na postrzeganiu wszystkiego z perspektywy własnych interesów, własnej inteligencji oraz własnych poglądów, zdolności i opinii. Przy zbyt wielkim egocentryzmie, słuchanie jest niemożliwe. Prawdziwa wiara w siebie to co innego; nie jest to pokładanie za- ufania w twojej powierzchownej jaźni, w twojej narracji, twoich poglądach, zdolnościach i życiorysie. Przeciwnie, jest to gotowość, by na chwilę to wszystko zawiesić i przyjąć wiarę w siebie, która sięga daleko pod powierzchnię tego, kim jesteś. Gdy prawdziwie wierzysz w siebie, jesteś elastyczny w odniesieniu do ego: możesz z niego czynić użytek, gdy jest to konieczne, lecz możesz również „odłożyć” je, gdy to niezbędne, aby nauczyć się czegoś całkowi- cie nowego poprzez słuchanie. A jeśli odkryjesz, że nie możesz „odłożyć” ego, przynajmniej wiesz, że tak jest. Możesz przyznać to sam przed sobą. Bycie na tyle pokornym, aby uznać swoje własne ograniczenia bez samooskarżania się wymaga głębokiej wiary w siebie. Jeśli potrafisz to zrobić, już wkrótce będziesz w stanie słuchać.

Następnym razem, gdy rozpoczniesz rozmowę, zwróć uwagę na to, jak słuchasz. Nie korzystaj z autopilota. Zamiast tego, zastanów się nad tym, co się faktycznie dzieje. Jest szansa, że zauważysz, iż gdy ktoś do ciebie mówi – najczęściej go nie słuchasz. Możesz w mniejszym lub większym stopniu słyszeć, co ktoś mówi, śledzić główny wątek, ale prawdopodobnie jednocześnie przygotowujesz czy też antycypujesz już uwagę, którą wkrótce wypowiesz, odrzucając lub akceptując to, czego słuchasz. Zapewne przerywasz, gubisz wątek lub myślisz o czymś innym, albo twój umysł po prostu błąka się gdzieś, rozproszony. Marzenie o niebieskich migdałach to nawyk tak nieświadomy, że jest on znacznie powszechniejszy, niż ktokolwiek z nas to sobie uświadamia. Ponieważ tak często faktycznie nie słuchasz, lecz jesteś zaabsorbowany swoimi własnymi nawykami mentalnymi, zapewne tracisz coś, jakąś część informacji, jakieś od- krycie na temat samego siebie, innej osoby czy świata – nowe wiadomości.

To, co jest w naszych umysłach, to zwykle nic nowego, a tylko pozostałość tego, czego się nauczyliśmy, naszych nadziei, obaw i zranień. Czy tego jesteśmy świadomi, czy nie, angażując się w rozmowę z innymi niemal zawsze opracowujemy strategię – próbując znaleźć korzyść lub ochronić się przed tym, co obce lub nieznane. Tak naprawdę wcale nie słuchamy. Jeśli jednak chcemy zaznać nieco szczęścia, a przynajmniej przetrwać w tym pełnym różnic świecie – świecie, w którym nieustannie konfrontujemy się z całkowicie odmiennymi lub nieznanymi ludźmi (nawet ci, których znamy i z którymi żyjemy od wielu lat są czasami całkowicie dla nas nieznani) – powinniśmy nauczyć się sztuki słuchania.

Prawdziwie słuchać, to porzucać, jeśli to tylko możliwe, wszelkie mechanizmy obronne, przynajmniej na czas słuchania. Słuchanie to chęć, aby po prostu być obecnym ze wszystkim, co słyszysz, bez próby „rozgryzania” czy kontrolowania tego. Słuchanie to radykalna otwartość na wszystko, co się wydarza. Aby prawdziwie słuchać, musisz być uczci- wy wobec siebie. Musisz być świadomy i akceptować swoje z góry przyjęte osądy, pragnienia i złudzenia – wszystko to, co uniemożliwia ci słuchanie. Musisz jednak zarazem być gotów odłożyć na bok te z góry przyjęte sądy, pragnienia i złudzenia, aby móc rzeczywiście słyszeć to, co mówi twój rozmówca. Ponieważ prawdziwe słuchanie wymaga tego od ciebie, jest ono niebezpieczne. Możesz usłyszeć coś, czego nie lubisz, coś, co spowoduje, że zaczniesz rozważać zasadność twoich opinii, a w rezultacie – myśleć coś, czego nigdy dotąd nie myślałeś, albo odczuwać coś, czego nigdy dotąd nie czułeś i zapewne nigdy nie chciałeś czuć. To może sprawić, że będzie się działo z tobą coś, co nigdy wcześniej nie miało miejsca. Takie jest ryzyko słuchania i dlatego automatycznie nie chcemy słuchać.

Lecz słuchanie, choć niebezpieczne, jest koniecznością. Jeśli chcesz pozostać otwarty na życie i zmianę, musisz słuchać. A na- prawdę słuchać, to znaczy obdarzać szacunkiem. Bez szacunku żad- na ludzka relacja nie może funkcjonować normalnie, bowiem ból i zranienie, które nieuchronnie wynikają z braku szacunku, ostatecznie ją wypaczą. Gdy twój umysł jest zajęty (zwykle całkiem nieświadomie) twoimi własnymi myślami, planami i strategiami obronnymi – nie słuchasz. A gdy nie słuchasz, nie obdarzasz szacunkiem. Twój rozmówca to wie i zachowuje się stosownie do tego.”

Przypisy