Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Na myśl, że jestem małpą

0 476

Nie lubimy myśleć, że jesteśmy zwierzętami. Przypomina nam to bowiem, że jedyną pewną rzeczą na tym świecie jest śmierć. Co więcej, takie myślenie sprawia, że spada nasze zainteresowanie seksem. Seks jest czynnością bardzo zwierzęcą i przez to kojarzy się ze śmiercią. Na szczęście wypracowaliśmy sobie ludzki sposób na nieśmiertelność.

Z jakiegoś powodu niepokoi nas myśl, że jesteśmy zwierzętami. Uczniowie z niedowierzaniem dopytują się, czy rzeczywiście pochodzimy od małpy. Naukowcy udowadniają, że człowiek – jak pisał Szekspir w „Hamlecie” – jest „w uczynkach równy aniołom, w pojmowaniu równy bogom”, nie zaś tylko małpą, która zrobiła karierę. Tytuł jednego z najpopularniejszych podręczników psychologii społecznej, napisanego przez Elliota Aronsona, w oryginale brzmiał: „The Social Animal” („Zwierzę społeczne”). Jednak polski edytor, przygotowując przed laty pierwsze wydanie tej książki, zdecydował się na tytuł: „Człowiek – istota społeczna”. Dlaczego ludzie nie znoszą myśli o swojej zwierzęcej naturze? Dlaczego szczególnie mocno występują przeciwko tej idei osoby najbardziej twórcze: artyści, poeci, dzieci i naukowcy?

Jamie Goldenberg, Tom Pyszczynski, Jeff Greenberg, Sheldon Solomon i Jamie Arndt, amerykańscy psychologowie społeczni, twierdzą, że myślenie o naszej zwierzęcej naturze jest dla nas przykre, bo przypomina nam ono, że jedyna pewna rzecz na tym świecie to śmierć (i ewentualnie podatki). Zaproponowana przez Goldenberga i jego współpracowników teoria opanowywania trwogi zakłada, że jako gatunek mamy do rozwiązania problem adaptacyjny nieznany innym gatunkom – musimy poradzić sobie z myślą o nieuchronności własnej śmierci. W odpowiedzi na to zagrożenie wykształciliśmy sobie w toku ewolucji zdolność tworzenia światopoglądu. Jest on koncepcją – podzielaną przez osoby żyjące w jednym miejscu i w tym samym czasie – objaśniającą rzeczywistość i zawierającą pewien wzorzec właściwego i godnego postępowania. Tym, którzy żyją zgodnie z owym wzorcem, kultura obiecuje nieśmiertelność: albo dosłowną (życie wieczne), albo symboliczną – poprzez włączenie w system wartości o wiele trwalszych niż indywidualne „zwierzęce” istnienie. Tak więc teoria opanowywania trwogi zakłada, że z lękiem wynikającym ze świadomości własnej śmiertelności radzimy sobie, postępując zgodnie ze standardami przyjętego światopoglądu. Uzyskana dzięki temu pozytywna samoocena jest niejako zapowiedzią nieśmiertelności. Badania pokazują, że kiedy uświadamiamy sobie swoją śmiertelność, to wzrasta w nas wiara we własny światopogląd i akceptacja osób, które go wyznają, a zarazem zwiększa się niechęć do osób o światopoglądzie odmiennym.

Z teorii opanowywania trwogi przed śmiercią wynikają ciekawe wnioski na temat seksu. Seks rodzi problemy natury egzystencjalnej. Jest on bowiem czynnością bardzo zwierzęcą i przez to kojarzy się ze śmiercią (seks – zwierzę – śmierć). Z badań wynika, że rozmyślanie o seksie prowadzi do refleksji na temat śmierci, przynajmniej u osób neurotycznych. Co więcej, niezależnie od poziomu neurotyzmu osoby, którym sugerowano, że ludzie przypominają zwierzęta, w odpowiedzi na skojarzenia związane z seksem częściej zaczynały myśleć o śmierci. W innym eksperymencie zwracano uwagę uczestników na podobieństwa między ludźmi a zwierzętami. Sprawiło to, że u badanych spadło zainteresowanie seksem. Na szczęście myślenie o miłości lub o odmienności ludzi i zwierząt sprawia, że seks przestaje kojarzyć się ze śmiercią.

Tak więc nie lubimy myśleć, że jesteśmy zwierzętami. Bronimy się w ten sposób przed myśleniem o tym, że umrzemy. Dlaczego jednak szczególnie silnie unikają utożsamiania ludzi ze zwierzętami osoby twórcze? Twórczość to jedna z nielicznych aktywności, którą powszechnie ocenia się jako jednoznacznie pozytywną. Wprawdzie możemy się spierać o to, czy jakieś konkretne zachowanie jest twórcze, czy też nie, ale jeśli uznamy je za twórcze, to zarazem wszyscy zgadzamy się, że jest dobre. Zwolennicy i przeciwnicy sztuki nowoczesnej dyskutują, czy to jeszcze sztuka. Nie spierają się zaś o to, czy nowoczesne instalacje są dobrą, czy też złą sztuką, bo zakładają, że jeśli coś jest sztuką, to na pewno dobrą.

Większość prac i badań poświęconych twórczości opiera się na założeniach psychologii humanistycznej, że ludzie są z natury dobrzy i mają wrodzoną skłonność do rozwoju i dojrzewania. Zwolennicy psychologii humanistycznej uważają, że każdy z nas jest kimś jedynym w swoim rodzaju, a cel naszego życia to samorealizacja, czyli twórcze samodoskonalenie się. Na gruncie założeń tej koncepcji wysunięto hipotezę, że twórczość czyni nas szczęśliwymi. Abraham Maslow, jeden z przedstawicieli psychologii humanistycznej, uznał posiadanie dużego potencjału twórczego za warunek bycia osobą w pełni zrealizowaną. Po zakrojonych na szeroką skalę poszukiwaniach ustalił listę dziewięciu takich zdecydowanie samorealizujących się osób. Byli wśród nich Abraham Lincoln i Thomas Jefferson. Dodatkowo na liście Maslowa znalazło się 51 postaci historycznych i współczesnych, które częściowo spełniały kryteria samorealizacji, między innymi Benjamin Franklin, George Washington, Albert Einstein, Johann Wolfgang Goethe, Robert Browning, Walt Whitman, Eleonora Roosevelt, Albert Schweitzer i Ralph Waldo Emerson.

Ideom tym przeczą historie życia wielu wybitnych twórców, takich jak Franciszek Sc...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy