Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Praktycznie

30 stycznia 2018

Moje filary szczęścia

76

Mogłabym być smutna i rozgoryczona. Postanowiłam jednak nie zabierać do swojego „plecaka” żalu i gniewu. Zbudowałam swoje życie na filarach, które dają wielką moc.

Każdy z nas ma jakieś wspomnienia obrazów, słów szczególnie ważnych, które przywołuje w trudnych chwilach. Które przypominają nam, że nie siedzieliśmy z założonymi rękami, gdy ziemia usuwała się spod nóg. Gdy myślę o swoim życiu, widzę stabilną, silną konstrukcję, którą podtrzymują filary – źródła mojej siły.

I filar: Rodzice

POLECAMY

Byli młodzi, zakochani, szczęśliwi. Moi rodzice. Pewnego dnia usłyszeli od lekarza, że ich cudowna dwuletnia córka jest poważnie chora.

Urodziłam się zdrowa i silna. Rodzice zauważyli niepokojące objawy, kiedy uczyłam się chodzić. Zaczęły się pielgrzymki od specjalisty do specjalisty. Mama od jednego z nich usłyszała, że być może nie dożyję okresu dojrzewania. Był strach, rozpacz i łzy, ale rodzice nie poddali się, postanowili o mnie walczyć. Zadali sobie pytanie: czy lekarze muszą mieć rację?
Zaczęła się żmudna, codzienna rehabilitacja. Mama zrezygnowała z pracy, tata wziął na siebie całą odpowiedzialność za utrzymanie rodziny. Wiara pozwoliła im przetrwać najgorsze chwile. Owszem, na początku pytali Boga, dlaczego to właśnie na naszą rodzinę spadła moja choroba. Dzisiaj mama już wie – wytłumaczyła mi to, a jej wyjaśnienie do mnie przemawia, bo w naszej rodzinie było dużo miłości, zrozumienia, ciepła, mądrości. Zawsze czułam i wiedziałam, że jestem kochana. Rodzice wzajemnie wzmacniali się w przekonaniu, że wyzwanie, jakie otrzymali, jest na miarę ich możliwości. Mierząc się z nim, stawali się silniejsi.

Życie podsuwa nam różne wyzwania, stawia nas w trudnych sytuacjach i przekonujemy się wtedy, że jesteśmy… nie do pokonania.

Dziś w codzienności pomaga mi myśl: Ważne jest nie to, co dostałeś od życia, ale to, co z tym zrobisz.
Mogłabym być smutna, rozgoryczona i nosić żal do dziś, bo w podstawówce koledzy śmiali się ze mnie, mówili o mnie „kaczka”, ponieważ krzywo chodziłam. Mogłabym pomstować na los za to, co mi zgotował... Postanowiłam jednak nie zabierać do swojego „plecaka” żalu i gniewu. Postanowiłam iść dalej z pogodą ducha. Zrobiłam to nie dla tych, którzy traktowali mnie źle, ale dla siebie samej – żeby mi było lżej wędrować.

Mama, wspominając moje dzieciństwo, powtarza: „Agatko, twoja choroba po prostu nas z tatą zahartowała, dała nam więcej zrozumienia dla siebie samych. Dziękuję ci za to”.

Kilka lat temu straciła tatę, wiedziałam, że teraz to ja muszę być silna i wspierać mamę, dać jej to, czego ona i tata mnie nauczyli: wytrwania, świadomego decydowania, jaką ścieżkę wybrać – depresji i ciągłej szamotaniny czy zgody na to, co nieodwracalne, i akceptacji. Było ciężko. Dziś mama mówi, że moja pozytywna energia pozwoliła jej na nowo cieszyć się życiem.

II filar: marzenia

Moim największym marzeniem było zostać… profesjonalną modelką. Pragnęłam przeżyć wielką przygodę! Tak jak większość dziewczynek wierzyłam, że mam w sobie coś urzekającego. Marzenie o byciu modelką wydawało mi się czymś bardzo odległym i niedostępnym, ale myślałam tak: Okej, jestem poważnie chora, ale to nie oznacza, że na to nie zasługuję i że nie mogę tego dokonać. Postanowiłam, że przynajmniej spróbuję.
Moja koleżanka mawia: „strach mija, żal nigdy”…

Dwadzieścia lat temu nie było w Polsce modelek na wózku inwalidzkim. Wejście do tej branży było dla mnie prawdziwym wyzwaniem, ale miałam silne wewnętrzne przekonanie, że chcę łamać stereotypy, zamazywać podziały. Stało się to moją życiową misją.

Chciałam zmienić powszechny sposób myślenia o możliwościach osób takich jak ja. Zaczęłam więc uczestniczyć w konkursach fotograficznych i krok po kroku zbliżałam się do spełnienia mojego marzenia.

Dla mnie to był sprawdzian mojej wytrwałości, a dla polskiego rynku modowego – wyzwanie. Powtarzałam sobie jak mantrę: „Do odważnych świat należy!”

Wzięłam udział w kilku konkursach, nie podając informacji, że poruszam się na wózku. Zaproszono mnie do finału wraz z pozostałymi wyróżnionymi dziewczynami. Organizatorzy byli zaskoczeni i skonsternowani, gdy zobaczyli, że jedna z kandydatek jest niepełnosprawna. Na początku czułam się nieswojo, ale po chwili przypomniałam sobie, że przecież wiem, po co tu przyszłam: spełnić swoje marzenie.

Organizatorzy konkursu podeszli do sprawy profesjonalnie – oceniali przecież zdjęcia dziewczyn, ich fotogeniczność, i nie powinno mieć znaczenia, że jedna stoi na szpilkach, a druga w nich siedzi. Wygrałam, zajęłam pierwsze miejsce! To dodało mi skrzydeł.

Na mojej drodze do modelingu spotkałam też wielu ludzi nieprzychylnych, którzy uważali, że jestem tylko „chwilową sensacją”. Mówili, że wygrałam konkurs dzięki ludzkiemu współczuciu. Że zaraz się znudzę branży, czar pryśnie, jak mydlana bańka.

Dla mnie to jednak nie był powód, by się poddać. Poza tym najbliżsi byli ze mną. Stali za mną murem, wspierali mnie. „Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem, nie gaś nigdy światła nadziei” – te słowa Boba Dylana zawsze były moim życiowym drogowskazem.

Lubię też metaforę o dwóch wilkach: wilku strachu i wilku odwagi. Ten wilk, którego nakarmię, urośnie. Drugi zdechnie. Ja wybrałam...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy