Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Moje dziecko już TO robi

73

Rodzice nigdy nie są przygotowani na to, że ich dzieci wkroczą w dorosłość i seksualność. Swoimi zachowaniami zwykle tylko psują relacje z dorastającymi pociechami - opowiada Wiesław Sokoluk.

Wyobraźmy sobie, że 17-letnia córka mówi matce: – Tyle mi ważnych rzeczy mówiłaś o seksie. Ja sobie to wszystko wzięłam do serca i chciałam ci powiedzieć, że jestem po inicjacji seksualnej. A dzięki twoim radom było cudownie. Czy takie rozmowy zdarzają się naprawdę? Czy jesteśmy w stanie przejść do porządku nad tym, co nieuchronne: obudzeniem się seksualności naszego dziecka? Jak ją znosimy? Rozmawiamy o tym z Wiesławem Sokolukiem, pedagogiem, seksuologiem i terapeutą.

Dorota Krzemionka: – Nastoletnia córka lub syn wybiera się na wakacje w gronie rówieśników. Może to być czas pierwszych doświadczeń seksualnych dorastającego dziecka. Co takiego mama lub tata powinni wtedy zrobić?
Wiesław Sokoluk: – W tym momencie w zasadzie niewiele mają do zrobienia. Liczy się to, co wcześniej przekazali dziecku – poprzez system wartości, wzorców zachowań wobec płci przeciwnej, a przede wszystkim poprzez miłość, którą mu ofiarowali. Wszystko to stanowi kapitał, który dziecko ma i wykorzysta w swoich decyzjach. Wejście dzieci w aktywność seksualną jest dla rodziców dużym emocjonalnym problemem. W miłości rodzicielskiej immanentnie tkwi tragedia. Kocha się dzieci po to, żeby je stracić. A zarazem, jeśli się dziecka nie wykopie z domu, to się je głęboko okaleczy. Wchodzenie dzieci w życie seksualne pokazuje rodzicom, że przestali być kimś najważniejszym w życiu ich dziecka. Więzy ulegają transformacji. Następuje rozwód z rodzicami – bo cała ta awantura ma wszelkie cechy rozwodu.

– Wygląda na to, że partner dziecka – chłopak lub dziewczyna – jest jakby „tym trzecim” w związku rodzice – dziecko?
– Dokładnie. Wejście w życie seksualne pokazuje rodzicom, że jakiś obszar życia dziecka jest już poza ich kontrolą. I widzą ten obszar od strony negatywnych skutków dla dzieci. Ale nie zastanawiają się, jakie to ma znaczenie dla nich samych i czego to dotyka w nich jako rodzicach.

– A czego w nich dotyka?
– Kiedy dziecko wkracza w dorosłość, rodzice przeżywają kryzys wieku średniego, często problemem staje się ich własny związek. Dotąd wielu rzeczy między sobą nie załatwiali, bo priorytetem były dzieci. Wszelkie trudności odkładali do szafy. Dorastające dzieci konfrontują ich z ich własnym związkiem i z perspektywą, że zostaną sami w domu. Nagle z szaf zaczynają wypadać trupy. Matka patrzy, co to za facet, który jej się plącze po domu, a ojciec się zastanawia, co to za kobita śpi koło niego w podartej koszuli z kremem na pysku. Bywa, że wtedy facet wychodzi po papierosy i wraca po 20 latach. Albo kobieta wyjeżdża do sanatorium i przysyła charakterystyczny list: po pierwsze, zawiadamia o fakcie i o tym, że dotychczasowe życie było pomyłką, potem jest akt oskarżenia, a na końcu część logistyczna: ona mówi mu, gdzie położyła wyprasowane koszule i co jest w lodówce. Rodzina zaczyna się od związku dwojga ludzi i na związku się kończy, jeśli przetrwa. Kiedy dorastające dziecko rozpoczyna aktywność seksualną, rodzice sami są w trudnym momencie życia.

– Czy mimo to mogą być pomocni swoim dzieciom w przygotowaniu ich do tej sfery życia?
– Tak, tylko to nie jest pojedyncza rozmowa przed wyjazdem dziecka na obóz. Ważne jest czy między rodzicami a dziećmi toczy się dialog, począwszy od pierwszych pytań dziecka, jeszcze w przedszkolu, gdy w ramach poznawania świata odkrywało ono płeć. W tym dialogu rodzic nie może dziecku powiedzieć, co ma robić, bo nie będzie przy tym i nie jest w stanie tego wyegzekwować. Może mu pomóc sensownie decydować i powiedzieć, w jakich warunkach to się może udać. Ale aby tak się stało, rodzic musi przyjąć do wiadomości, że jego dziecko kiedyś podejmie aktywność seksualną i zaakceptować to.

[nowa_strona] – Jak może to akceptować, gdy wielu rodziców woli widzieć dziecko jako istotę aseksualną?
– Zawsze mówię, że są dwa trudne momenty w rozwoju dziecka. Pierwszy, gdy dzieci muszą zaakceptować, że rodzice to robią. I drugi, kiedy rodzice muszą zaakceptować, że dzieci już to robią. Mój znajomy, gdy jego pierwsza córka zaczęła dorastać, mówi do mnie: „Słuchaj, ty się znasz na tych wszystkich świństwach, wiesz co się stało?”. „No co?” – pytam. „Kingusi włosy rosną tu i ówdzie, a zwłaszcza ówdzie”. Mówię: „Stary, dojrzewa ci córka, będziesz miał kobitę w domu lada dzień, o co ci chodzi?”. Spojrzał na mnie z bólem i mówi: „Ty masz syna, to nic nie rozumiesz. Wejdę kiedyś do domu i zastanę córkę z obcym facetem w łóżku”.

– Zapomniał wół jak cielęciem był...
– Dokładnie. I przypominam temu ojcu, jak sam zwichnął sobie nogę, gdy skakał z okna pokoju swojej dziewczyny, bo jej matka ich nakryła. A on na to: „Przecież robiłem to z moją żoną”. Ale wtedy ona nie była jeszcze jego żoną!!! Robimy na warsztatach takie ćwiczenie: perspektywa małolata i perspektywa zgreda. Do perspektywy małolata wybieramy ludzi, którzy nie mają dzieci, do perspektywy zgreda tych, którzy mają dzieci. I na...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy