Dołącz do czytelników
Brak wyników

Tomasz Maruszewski

8 kwietnia 2016

Moja racja jest najlepsza?

114

Postępowanie zgodne z głoszonymi wszech i wobec zasadami jest znacznie skuteczniejsze aniżeli proste dowodzenie wyższości głoszonych poglądów nad innymi.

Coraz częściej mamy do czynienia ze zdarzeniami, które wywołują dezaprobatę, są ostro krytykowane czy wręcz wydają się podlegać karze. Jednak ich sprawcy są przekonani o własnej racji i nie biorą pod uwagę argumentów przemawiających przeciwko ich stanowisku. To oczywiście rodzi wielkie emocje i prowokuje ostre spory. Podczas konfliktu obie jego strony okopują się i przywdziewają „psychologiczne zbroje”, które skutecznie izolują je od informacji docierających z wrogich okopów. Co takiego sprawia, że przedstawiciel stron są tak silnie przywiązani do własnych racji?

Najprostsza odpowiedź: są oni przekonani o „słuszności sprawy”, w imię której występują. Ludzie wierzą w to, co robią, a im silniej wierzą, tym bardziej skrajne czyny skłonni są podejmować. Skąd jednak bierze się owa wiara?
Oczywiście może ona być na przykład wynikiem objawienia, w wyniku którego poznajemy prawdy ostateczne, które mówią nam, „jak jest naprawdę”. Takie sytuacje zdarzają się jednak niezmiernie rzadko. Ich wynikiem mogą być nagłe konwersje religijne, w wyniku których ktoś porzuca swoje dotychczasowe przekonania i zaczyna przyjmować nowe - literatura religijna pokazuje wiele przypadków tego typu.

Znane są także przykłady konwersji politycznych. W tym przypadku raczej nie da się mówić o działaniu boskiej siły – można co najwyżej myśleć o przyczynach oddania się władzy konkretnego politycznego przywódcy. Jeśli konwersja i akt politycznego poddaństwa są bezinteresowne, możemy zakładać, że wiara w owego przywódcę jest wielka. Gdy jednak oddanie się władzy przynosi namacalne korzyści, to jego efektem może być to, że konwertyta zaczyna instrumentalnie traktować siebie, ale i politycznego przywódcę. Stąd już bardzo blisko do cynizmu. Dlatego też przywódcy nader chętnie wykorzystują elementy różnych rytuałów religijnych, by uzyskać silniejszy wpływ na swoich zwolenników.

Zdecydowanie częściej konwersja jest skutkiem niewielkich zmian, dokonujących się nie tylko pod wpływem własnych refleksji, lecz także pod wpływem oddziaływań zewnętrznych. Dobrym przykładem może tu być działalność misjonarzy – rzadko liczą oni na nagłe objawienia, częściej ich żmudna praca trwa wiele lat i przyjmuje różne formy. To nie tylko przekonywanie do nowej religii, lecz także praca oświatowa, charytatywna lub proste sprawowanie opieki nad najbardziej potrzebującymi. Misjonarze wiedzą, że postępowanie zgodne z regułami głoszonej religii jest znacznie skuteczniejsze aniżeli proste dowodzenie jej wyższości nad innymi. „Misjonarze polityczni” po objęciu władzy często o tej prawidłowości zapominają.

Niezwykle ważne jest to, by akty konwersji były spostrzegane jako efekty własnych autonomicznych decyzji, a nie wynik oddziaływań zewnętrznych, takich jak kary i nagrody. Bardzo dobrym przykładem działania tego mechanizmu jest eksperyment Festingera i Carlsmitha, w którym amerykańskim studentom oferowano wynagrodzenie za wygłoszenie uwag niezgodnych z ich postawami. Konkretn...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy