Dołącz do czytelników
Brak wyników

Ja i mój rozwój , Wstęp

3 grudnia 2015

Moda na urodę

0 499

Ładna jestem, bo mam ładne myśli - mówi stara kobieta w filmie Andrzeja Kondratiuka. Każdy może tę urodę mieć.

Przetrwają najpiękniejsi – zatytułowała swoją książkę dr Nancy Etcoff, psycholog z Harvard Medical School, od lat badająca znaczenie urody. Jak pisze: „W imię urody ludzie zdolni są przekraczać wszelkie granice. Inwestują w nią tak dużo swoich zasobów (...) że można pomyśleć, iż zależy od tego ich życie. W Brazylii kobiety współpracujące z firmą Avon są liczniejsze niż narodowe siły zbrojne”.

Wyglądaj albo giń – można powiedzieć. Setki godzin spędzanych przed lustrem i w gabinetach piękności, tysiące złotych i innych walut wydawanych na poprawianie urody. Do dyspozycji mamy armię specjalistów – wizażystów, kosmetologów. Orężem są kolejne wynalazki: kolagen, botoks, nanodyski, wyciągi z alg, oczaru i Bóg wie czego. O co toczy się ten bój?

Artur Schopenhauer twierdził, że „Piękno jest otwartym listem polecającym, który z góry zdobywa dla nas serca”. Jak pisze prof. Wiesław Łukaszewski w tekście tematowym, uroda zapewnia liczne profity: poprawia nastrój, podnosi samoocenę, zyskuje przychylność innych. W jednym z badań opisywanych przez Etcoff studentom college’u pokazano fotografie bardzo i mniej urodziwych kobiet. Mieli wskazać tę, dla której skłonni byliby oddać krew albo nerkę, ryzykować życiem, by wynieść ją z płonącego budynku, a nawet w jej obronie rzucić się na granat. Wyniki można przewidzieć – każdorazowo mężczyźni bardziej byli skłonni zrobić to dla pięknej kobiety. Z jednym wyjątkiem: mniej chętnie pożyczyliby jej pieniądze. Ciekawe dlaczego?

Nie ma sprawiedliwości na tym świecie. Uroda nie jest naszą zasługą, a jej brak – winą. Ale ładnym żyje się łatwiej. Tak ukształtowała nas ewolucja. Na niecne uczynki osób urodziwych patrzymy przez palce. Tych, którym urody brak, oceniamy pochopnie i krzywdząco. Jej deficyt staje się piętnem. Nic dziwnego, że próbujemy się go pozbyć, korygując to, o co nie zadbała natura.

„Wierzę w chirurgię kosmetyczną” – prowokacyjnie wyznawał przed laty Andy Warhol. Ta wiara zdobywa kolejnych wyznawców. Choć nie daje rozgrzeszenia i – mimo wciąż nowych technologii kosmetycznych – nie prowadzi do zbawienia, to, jak każda religia, oferuje obietnicę nieśmiertelności. Poprawiając wygląd, zacierając ślady upływu czasu, próbujemy zaprzeczyć temu,...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy