Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mniej pustki we mnie

0 408

Andrzej poradził sobie ze schizofrenią. Opowiada, jak to zrobił.

Mniej pustki we mnie

Urodziłem się w Krakowie. Tutaj mieszkam, tutaj mam rodzinę i przyjaciół, tutaj dziesięć lat temu dowiedziałem się, że jestem chory na schizofrenię. Moja choroba zaczęła się na długo przed jej oficjalnym stwierdzeniem i moim pierwszym pobytem w szpitalu.
W dzieciństwie byłem bardzo zamknięty i samotny. Wszystkie przeżycia dojrzewały i kumulowały się gdzieś w środku mnie. Nie pokazywałem tego na zewnątrz. O mojej chorobie dowiedziałem się, gdy miałem 21 lat. Dosyć późno. Wcześniej rodzice nie prowadzali mnie do lekarza ani psychologa. Nie przyszło im to nawet do głowy. Byłem spokojny, nie sprawiałem kłopotów. Nie mówiłem im, co przeżywam. Dlaczego? W zasadzie do tej pory tego nie wiem. Może dlatego, że nie miałem do rodziców zaufania. Dopiero teraz to widzę i umiem o tym mówić. Wcześniej nie umiałem.

Schizofrenia zaczyna się od wycofania, od pojedynczych lęków, które osiedlają się gdzieś w psychice i tam kiełkują. Mam za sobą dwa pobyty w szpitalu, z ciężkimi epizodami choroby.
Moje życie mogę podzielić na dwa okresy. Ten piękny i dobry to ostatnie kilka lat, kiedy moje samopoczucie jest lepsze, mam przyjaciół, obmyślam cele życia. Przełomem rozdzielającym te dwa etapy było moje otwarcie się na ludzi. W dużej mierze zawdzięczam to teatrowi, w którym gram – Teatrowi Psyche. Scena jest tym miejscem na świecie, gdzie czuję się najlepiej.

Choroba jest cierpieniem. Podczas wychodzenia z niej dowiedziałem się, że na świecie żyje wiele dobrych i wartościowych osób. Zrozumiałem też, jak ważni są inni ludzie. Kontakty z nimi trzeba bardzo pielęgnować. I mam taką dewizę: w życiu nie ma nic ważniejszego niż kontakt z drugim człowiekiem. I to nie jest puste hasło – to szczera prawda. Jeszcze parę lat temu, gdy ktoś do mnie dzwonił z zaproszeniem do wspólnego wyjścia, często odmawiałem – chciałem sobie sam posiedzieć, pomyśleć. Tylko że efektem tego była ogarniająca mnie pustka. Teraz od razu przyjmuję zaproszenie. Dlaczego? Bo nie chcę pustki i na przekór jej wychodzę do ludzi.

Moi przyjaciele to przede wszystkim osoby z grupy teatralnej. Spędzamy czas na wspólnych spotkaniach, chodzimy do kawiarni – Kraków sprzyja takim eskapadom. Przyznaję, czasem przeżywam kryzysy – pojawiają się negatywne myśli o innych. Walczę jednak z nimi i znowu przychodzi czas większego zaufania
do ludzi.

Wiem, jak ważne jest otworzenie się na innych. Ono niesie wiele szans, które człowiek sobie odbiera, zamykając się i odsuwając od ludzi. Przykładem może być moja szansa na rozpoczęcie studiów. W 2003 roku brałem udział w programie „Spotkajmy się” Anny Dymnej. Jakiś czas później pani Anna poinformowała mnie, że dzięki specjalnemu stypendium dla niepełnosprawnych mógłbym podjąć naukę na jednej z uczelni. Wiem, że to byłby dla mnie znaczący krok naprz...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy