Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mniej egocentryzmu, więcej rozumienia

0 374

Jakość naszego życia w dużej mierze zależy od tego, czy są wokół nas ludzie, którzy nas rozumieją.

Roczny Jasio wkłada palec do oka swojej kilkutygodniowej siostry. Przerażeni rodzice ratują córeczkę z opresji, krzycząc: „Jasiu, nie rozumiesz, że robisz jej krzywdę!”. A Jasio nie jest bestią, chciał tylko sprawić, by siostrzyczka otworzyła oczy. Jak większość dzieci w jego wieku, traktuje ludzi jako przedmioty swoich doświadczeń fizycznych: sprawdza, co można z nimi zrobić, popychając, ciągnąc za włosy, dotykając. Małe dzieci nie wiedzą, że inni ludzie mają jakieś stany wewnętrzne. A jeśli nawet zaczynają dostrzegać w ludziach coś, czego nie mają przedmioty, to przez kilkanaście pierwszych miesięcy życia nie potrafią odróżniać własnych doznań i pragnień od stanów i pragnień innych osób. Czują się panami świata: traktują stany psychiczne innych jako identyczne z własnymi. Wybitny badacz szwajcarski, Jean Piaget, nazwał to zjawisko egocentryzmem poznawczym. Dobrym przykładem jest zachowanie się dziecka podczas zabawy w chowanego. Kilkuletni maluch chowa jakiś przedmiot (piłkę czy lalkę) w wybranym przez siebie miejscu (na przykład w butach ojca), natomiast inne dziecko, które nie uczestniczyło w chowaniu zabawek (było w innym pomieszczeniu), ma ów przedmiot odnaleźć. Gdy zapytamy: „Jak myślisz, gdzie twój kolega będzie szukał ukrytej zabawki?”, dzieci w wieku do 6. roku życia najprawdopodobniej odpowiedzą: „W butach taty”. Innymi słowy, na pewnym etapie rozwoju dziecko nie rozróżnia perspektywy własnej i drugiego dziecka (czy dorosłego); wydaje mu się, że inni widzą, wiedzą i przeżywają to samo, co ono, chociaż ich sytuacja jest odmienna.
Obserwując reakcje rówieśników traktowanych przedmiotowo (płacz siostry, której próbowano siłą otworzyć oczy; krzyk i łzy popchniętego chłopca, któremu odbierano piłkę; płacz dziewczynki ciągniętej za warkocz), a także widząc reakcje dorosłych na własne eksploracyjne działania, dziecko stopniowo uczy się, że inni ludzie również mają jakieś odczucia i potrzeby, że nie zawsze chcą oni tego samego, co ono, że czasem po prostu nie dostrzegają tego, co ono widzi. Badania wykazują, że dzieci w wieku 5-6 lat potrafią już funkcjonować według zasady: „Co ja bym zobaczył, gdybym był na jego miejscu”.
Stopniowo uczymy się więc decentracji, czyli stajemy się poznawczo przygotowani do wychodzenia poza perspektywę inną niż własna. Jesteśmy zdolni do porzucenia egocentryzmu poznawczego. Ale czy rzeczywiście wyrastamy z niego raz na zawsze i jako dorośli jesteśmy gotowi i skłonni do dostrzegania odmienności drugiego człowieka oraz rozumienia jego punktu widzenia? Skąd u dorosłych bierze się niezdolność do wyjścia poza własną perspektywę? Trzy grupy czynników wydają się tu najważniejsze: problemy z własnym „ja”, samooceną i poczuciem swojej wartości; traktowanie obrazu własnej osoby jako wzorca czy narzędzia rozumienia innych; lenistwo poznawcze, czyli bezrefleksyjność, schematyczność, brak chęci i umiejętności słuchania.
Rozumienie innych to trafne dostrzeganie ich potrzeb, celów, obaw i nadziei, wizji świata, zainteresowań i doraźnych stanów emocjonalnych. Aby móc zrozumieć drugiego człowieka, trzeba się nim zainteresować, poświęcić mu swój czas, zasoby poznawcze i energię. Ale jak mam koncentrować uwagę na innych, skoro jestem zajęty myślami o własnych problemach, jeżeli nie wiem sam, czy jestem głupi czy mądry, czy jestem dobrym przyjacielem czy świnią, jeśli nie mogę poradzić sobie z nowymi zadaniami w pracy, a moje dzieci nie chcą się uczyć? W wielu badaniach psychologicznych wykazano, że nietrafne postrzeganie innych ludzi (znanych od dawna i nieznanych), błędy w przypisywaniu przyczyn działaniom najbliższych (męża, żony, rodziców czy dzieci) – często mają swoje źródło w problemach dotyczących samooceny. Na przykład badania przeprowadzone przez Marię Jarymowicz i jej współpracowniczki pokazały, że najmniej trafnie oceniają cudze emocje i problemy osoby o niskiej samoocenie, zaś najlepiej rozumieją innych osoby ze spójną, pozytywną oceną siebie. Co więcej, jeżeli ludzie przeżywający rozterki dotyczące samych siebie zostaną poddani oddziaływaniu, które podwyższy ich samoocenę, stają się istotnie bardziej wrażliwi na potrzeby i problemy innych, lepiej ich rozumieją.

Próby rozumienia innych – po-przez przypisywanie im pewnych właściwości, potrzeb, stanów emocjonalnych czy określonych intencji – polegają na używaniu rozmaitych właściwości naszego „ja” jako punktu odniesienia, wzorca, z którym porównujemy innych. Dzieje się tak zwłaszcza wtedy, gdy staramy się poznać osoby mało nam znane. Traktowanie pewnych właściwości „ja” jako specyficznego wzorca przejawia się na przykład przypisywaniem swoich cech i zamiarów innym ludziom, albo też wręcz przeciwnie – dostrzeganiem u innych cech wyraźnie przeciwstawnych naszym („Ja jestem sumienny i pracowity, wszyscy inni to lenie”). W ważnych dla nas...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy