Dołącz do czytelników
Brak wyników

inne , I

2 listopada 2016

Mit nasz powszedni

45

Największy numer, jaki diabeł wykręcił ludzkości, to przekonanie jej, że nie istnieje. Podobnie największym mitem współczesnej kultury jest wiara, że nie ma w niej mitów - mówi Marcin Napiórkowski.

Karolina Rogaska: Mit kojarzy mi się ze zmyśloną historią albo ze starożytnością. Co Pan ma na myśli, mówiąc o współczesnej mitologii?

Marcin Napiórkowski: Rozumiem ją jako pewną formę myślenia – z jej pomocą szukamy odpowiedzi na najbardziej fundamentalne pytanie: jaki sens ma, u diabła, to wszystko? W filmie „Podejrzani” jednym z tytułowych podejrzanych, którego świetnie gra Kevin Spacey, jest pomiatany przez wszystkich drobny krętacz, Verbal Kint. W zamian za nietykalność opowiada on policjantom niezwykle zagmatwaną historię o tajemniczym, wszechpotężnym Söze, diable wcielonym. Na koniec okazuje się jednak, że to sam niepozorny Kint jest owym geniuszem zła. Film puen[-]tuje zdanie, że największy numer, jaki diabeł wykręcił ludzkości, to przekonanie jej, że nie istnieje. Podobnie największym mitem współczesnej kultury jest wiara, że nie ma w niej mitów. Postrzegamy mity jako coś odległego, w co wierzą tylko barbarzyńcy, radykalnie różniący się od nas. Nie widzimy ich natomiast u siebie. Tymczasem, jeżeli ktoś mówi, że nie wierzy w mity i dlatego jest wyjątkowy – tworzy mit, i to w dodatku mit paradoksalny.

Skąd w nas taka niechęć do zobaczenia, że też mamy swoje mity?

Mity działają wtedy, kiedy w nie wierzymy, a nie traktujemy jak mit. Jeśli zaczniemy je poddawać analizie, to istnieje duże ryzyko, że je popsujemy. To trochę tak, jak ze zdrajcą, najbardziej tragiczną postacią z filmu „Matrix” Wachowskich. Jego jedynym marzeniem było wrócić do Matrixa i zapomnieć, że to fałszywy świat. Mity dają nam poczucie szczęścia lub chociaż bezpieczeństwa i sensu tego, co robimy – dopóty, dopóki w nie wierzymy. Jeśli tylko dowiemy się, że są fikcją, wszystko znika i ulatnia się. Dlatego nie analizujemy ich, podobnie jak dzieci do pewnego momentu nie wątpią, że Święty Mikołaj przyniesie im prezenty, a czytelnicy Ericha von Dänikena są przekonani, że to kosmici zbudowali piramidy. My się z nich śmiejemy, bo niechętnie podobny sposób myślenia dostrzegamy u samych siebie.

Chcemy się widzieć jako racjonalnie myślące osoby?

Z punktu widzenia antropologów myślenie nie jest czymś, co siedzi w głowie, lecz pewną praktyką społeczną. Jeśliby się przyjrzeć naszej kulturze, to można mówić – z pewnym uproszczeniem – o myśleniu mitycznym i racjonalnym jako o dwóch sposobach myślenia, które odpowiadają za różne domeny życia, a czasem niepostrzeżenie się splatają. Wyobraźmy sobie dwie kobiety, które chcą wybudować dom. Jedna jest inżynierką, druga – majsterkowiczką. Pani inżynier narysuje plan, wyliczy, czego jej potrzeba, kupi to w specjalistycznym sklepie i dopiero wtedy zacznie budowę. Majsterkowiczka zbierze to, co znajdzie na działce – budę psa, brezentową płachtę, deski – i z tego stara się coś stworzyć. Majsterkowicz posługuje się tym, co ma pod ręką – nie odróżnia warstwy materialnej od warstwy idei. Inżynier myśli racjonalnie, czyli w sposób planowy, uwzględniając różnicę między ideami a rzeczami.

Gdzie jeszcze, oprócz budowy domu, może przejawiać się ta różnica stylów myślenia?

Wszędzie. Weźmy na przykład katastrofy lotnicze. Inżynier, który ma wyjaśnić przyczynę katastrofy, będzie się opierał na zebranych informacjach, przykładał pewne idee do rzeczywistości. Majsterkowicz będzie działał z pozycji oddolnej: zacznie układać elementy niczym puzzle.

Który sposób myślenia jest lepszy?

W potocznym dyskursie wydaje się, że te dwa sposoby myślenia można wartościować – inżynier jest lepszy niż majsterkowicz. Ale tak naprawdę przez większą część naszego życia jesteśmy majsterkowiczami. Nie rozumiemy wielu procesów, w których uczestniczymy. Wyobraźmy sobie, że kupuję pastę: jej skład jest napisany zupełnie obcym dla mnie językiem – nie wiem, czy jest dobra, czy zła. Więc czym się kieruję przy jej wyborze?

Prawdopodobnie reklamą.

Reklamy są świetnym przykładem uruchamiania myślenia mitycznego. Wychodzi facet w białym kitlu ze śnieżnobiałym uśmiechem i mówi: „Cześć! Jestem dentystą. Musisz mi zaufać – polecam ci tę pastę”. Oczywiste jest, że ten mężczyzna nie jest dentystą, a jedynie „mitem dentysty”. Ale ludzie oglądający reklamy właśnie takich mitów oczekują. Nie można pokazać im prawdziwego lekarza czy laboratorium, bo tego nie kupią. Automatycznie przeskakujemy z jednego trybu myślenia w drugi. Większość naszych codziennych wyborów odbywa się zgodnie z mechanizmem myślenia mitycznego. Jesteśmy inżynierami tylko w wąskim zakresie swojej specjalizacji. Ja jestem inżynierem od semiotyki, pani od dziennikarstwa, ale w pozostałych obszarach wierzymy w mity.

Jakie mity wynikają z trybu majsterkowicza?

Na przykład związane z nim myślenie paranoiczne towarzyszy zazwyczaj dramatycznym wydarzeniom społecznym, transformacjom ustrojowym. Podobnie jak prastare mity tworzono w odpowiedzi na przerażające zjawiska przyrodnicze, katastrofy i wojny, tak i dzisiaj mity objaśniają nam przerażającą rzeczywistość. Pozwalają zracjonalizować, przepracować to, co się stało. Czasem nawet zapobiegają katastrofom. W przeszłości niezależnie od tego, czy ktoś wierzył w Zeusa, czy nie, na wszelki wypadek nie stawał w czasie burzy pod drzewem, bo Zeus mógł rzucić piorunem.

A czemu służył mit o tym, że w gumie Bubble Yum kryją się jajeczka pająków?

Nie wiem, co za tym stoi. Możemy jednak naświetlić pejzaż semiotyczny czy znaczące mechanizmy, które sprawiają, że takie mity są w ogóle możliwe. W pejzażu znaków, który jest nam dostępny, zaszły duże zmiany. Dawniej producenci tworzyli produkty i towarzyszące im narracje, a konsumenci je konsumowali. W miarę jak produkcja oraz konsumpcja przedmiotów i znaczeń coraz bardziej się rozpraszają, okazuje się, że konsumenci współtworzą to, co nazywamy mitologiami konsumenckimi. Z punku widzenia producentów ma to ciemne i jasne strony. Jeżeli produkujemy np. obuwie sportowe i trafią nam się maniakalni wyznawcy naszych butów, to jesteśmy szczęśliwi. Robią nam reklamę, tłumaczą innym, dlaczego nasze obuwie jest takie wspaniałe. Producent nie ma jednak nigdy kontroli nad tym, w którą to pójdzie stronę. Jego produkt może równie dobrze zostać sparodiowany i wyśmiany. Może też do niego przyrosnąć tzw. legenda miej...

Dalsza część jest dostępna dla użytkowników z wykupionym planem

Przypisy