Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Mistrz spotyka ucznia

57

Spotkanie z mistrzem zmienia zazwyczaj życie tak mistrza, jak i ucznia. Mistrzowie i profesorowie psychologii - Anna Brzezińska, Edward Nęcka i Dariusz Doliński - opowiadają o swoich mistrzach, nauczycielach, a także o uczniach i naukowych wnukach. Prof. dr hab. Dariusz Doliński specjalizuje się w psychologii wpływu społecznego i reklamy. Jest dziekanem Wydziału Zamiejscowego SWPS we Wrocławiu. Przewodniczy Komitetowi Nauk Psychologicznych PAN. Jest członkiem American Psychological Association oraz Society for Personality and Social Psychology. Napisał m.in. „Psychologię reklamy”, „Techniki wpływu społecznego”. Prof. dr hab. Edward Nęcka zajmuje się psychologią twórczości, inteligencji i procesów poznawczych, a także kognitywistyką. Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu Jagiellońskiego i w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. Jest członkiem korespondentem Polskiej Akademii Nauk. Napisał m.in.: „Trening twórczości”, „Psychologię twórczości” i Inteligencję. Struktura - geneza - funkcje”. Prof. dr hab. Anna Brzezińska zajmuje się psychologią edukacji i rozwoju człowieka w cyklu życia. Pracuje w Instytucie Psychologii Uniwersytetu im. A. Mickiewicza w Poznaniu, a także w SWPS w Warszawie, gdzie kieruje Instytutem Społecznych Problemów Zdrowia i Edukacji. Jest autorką i redaktorką wielu książek, m.in. „Społecznej psychologii rozwoju” i „Psychologicznych portretów człowieka”.

Dorota Krzemionka:Kim jest mistrz? Słownik języka polskiego podaje trzy znaczenia. Po pierwsze, mistrz to człowiek przewyższający innych biegłością w jakiejś dziedzinie. Po drugie, to ktoś, kogo obieramy za wzór nauczyciela, przewodnika. I trzecie rozumienie, zupełnie z innej półki: rzemieślnik uprawniony do samodzielnego wykonywania swojego zawodu. Oto mam przed sobą trzech mistrzów. Profesor Anna Brzezińska analizuje w swoich książkach, jak przebiega rozwój człowieka przez całe życie, profesor Edward Nęcka zajmuje się inteligencją i twórczością, a profesor Dariusz Doliński bada techniki wpływu społecznego. Kim jest dla Państwa mistrz? Na ile mistrzostwo to pewien etap w rozwoju, na ile potencjał intelektualny i kreacja, a na ile jest to oddziaływanie i wpływ na innych ludzi? 

Edward Nęcka:
– Dodałbym jeszcze jedną definicję. Otóż w czasach PRL-u w jednej z warszawskich knajp wisiała na ścianie taka oto prośba: „Mistrzów świata uprasza się o ciszę”. A zatem, jak się okazuje, pojęcie mistrza można rozumieć na wiele sposobów. A mówiąc już poważnie... na pytanie, kim jest mistrz w nauce, odpowiedziałbym, że jest to ktoś, kto wywiera wpływ na innych. Ludzie za nim podążają, chcą się od niego uczyć. Mistrz to po prostu ekspert, znawca, profesjonalista. Ktoś, kto zainwestował odpowiednią ilość czasu i wysiłku w opanowanie fragmentu rzeczywistości... Około 10 tysięcy godzin – tyle trzeba zainwestować, żeby zostać ekspertem. My, tu siedzący, chyba zainwestowaliśmy wielokrotność tej liczby w psychologię, ale czy w konsekwencji staliśmy się mistrzami, to nie nam sądzić.

Dorota Krzemionka
: – Pamiętam, jak Pan Profesor powiedział kiedyś, że ekspert to ktoś taki, kto zawsze dokładnie wytłumaczy, dlaczego coś jest niemożliwe. Nie o takich mistrzów – ekspertów nam chodzi...

Edward Nęcka:
– No tak, wiedza bywa kapitałem niezbędnym, choć zdradliwym, a eksperci, tak jak wszyscy ludzie, mogą się mylić i ulegają sztywności umysłowej. Tyle tylko, że właśnie ekspertom te pomyłki najczęściej się wypomina, bo oni pełnią społeczną rolę znawców i nie powinni się mylić. Od nich się oczekuje, że będą wiedzieć. Jest to pułapka dla każdego profesjonalisty, kiedy przyjdzie mu powiedzieć „nie wiem”, „nie umiem”, a otoczenie oczekuje, że będzie wiedział i umiał. I wtedy musi wybierać: czy ma swoją wiedzę łatać pomysłami ad hoc, potocznymi sądami, czy przyznać przed sobą i innymi, że czegoś po prostu nie wie? Uczciwe byłoby to drugie, ale czasami oczekiwania i presja ze strony studentów, ale też i mediów, są tak duże, że człowiek się jednak wypowiada...

Dariusz Doliński
: – To ja w takim razie nie chcę być mistrzem. Nie chcę być takim mistrzem, o którym ludzie myślą, że ma rację tylko dlatego, że jest mistrzem. Rozmawiałem kiedyś z jednym z rosyjskich filozofów. Spytał mnie, czy wiem, dlaczego w nowoczesnych Chinach nie rozwinęła się nauka, która istniała już w starożytnych Chinach? Oczywiście nie wiedziałem. Wyjaśnił mi, że w pewnym okresie w Chinach ważniejsze było to, kto coś mówi, a nie to, co się mówi. Inaczej mówiąc, pojawili się mistrzowie, którzy mieli monopol na rację i na prawo. W takim ujęciu nie chciałbym być mistrzem. To byłoby wbrew temu, co robię. Zawsze staram się uczyć swoich studentów bardziej krytycyzmu niż psychologii. Staram się im pokazywać, że teorie są obalane, że można na różne rzeczy patrzeć z różnych perspektyw. Staram się ich uczyć tego, że ja też mogę nie mieć racji i cieszę się, gdy pokazują mi pewne niekonsekwencje w moim myśleniu czy braki w moich modelach. Ale oczywiście w tych dążeniach i wysiłkach, by nie być przez studentów postrzeganym jako mistrz, często ponoszę porażki. Pamiętam, że jak pytali mnie przed wyborem tematu pracy magisterskiej, czy są jakieś badania, koncepcje wyjaśniające pewne rzeczy? – zgodnie z prawdą powiedziałem, że nie znam takich badań ani koncepcji. A oni na to: „Aha, czyli nie ma takich badań/koncepcji”. A to przecież nieprawda! Na świecie wychodzą setki czasopism psychologicznych pełne artykułów, nowych koncepcji, omówień badań. Ja z tego ogarniam, powiedzmy, pół procenta, więc nie mogę twierdzić, że nie ma takich badań, bo tego najzwyczajniej w świecie nie wiem...

Anna Brzezińska:
– Myślę, że o tym, czy ktoś jest mistrzem, czy nie, na pewno nie decyduje samo nasze poczucie. Ale też nie ma co uciekać od czegoś takiego, co przychodzi wraz z wiekiem. A przychodzi nie tylko poczucie coraz większego zaawansowania w swojej dyscyplinie i poczucie kompetencji. Oto nagle okazuje się, że wokół nas w naturalny sposób gromadzą się ludzie. Czasem jest ich więcej, czasem mniej. Ta „ilość” mówi o tym, jaką ktoś ma moc przyciągania. Myślę, że takie spotkania są ważne nie tylko dla tych, którzy się gromadzą wokół mistrza, ale także dla samego mistrza. Bo dają mu poczucie, że to, co robi, jest ważne i że ma taką moc, iż kolejne pokolenia młodych ludzi znajdują w tych spotkaniach coś dla siebie, traktują je jako okazję do zdobycia wiedzy i umiejętności, ale też do przeżycia ciekawej przygody. Takie spotkania to swego rodzaju bodziec do rozwoju, coś, co nie pozwala mistrzowi stanąć w miejscu i podsyca nieustannie proces ciągłego doskonalenia.

Dorota Krzemionka:A co Pani może im dać?

Anna Brzezińska: – Hm... pewien spokój i prowadzenie. Mam też im do zaoferowania swoją kompetencję poznawczą. To, że żyję dłużej, pomaga mi wyraźniej widzieć różne problemy, a te moje doświadczenia mogą być ciekawe dla tych młodych osób, które szukają jakiegoś swojego porządku.

Dorota Krzemionka:
Profesor Jan Błoński tak powiedział kiedyś o swoim mistrzu Kazimierzu Wyce: „Myślę, że wszędzie dokąd idziemy, szukamy wtajemniczeń, wejścia do zamkniętego przed innymi ludźmi świata. I wybieramy: dlaczego myślę, że ta a nie inna dziedzina wiedzy jest jedyną drogą, która nas doprowadzi do tajemnicy, odkryje coś ważnego, jakąś ziemię obiecaną. Wtedy szukamy przewodnika, a mistrz, to człowiek, który zjawia się w takim momencie i daje nam nadzieję, że nas do tej ziemi obiecanej zaprowadzi”. Czy Państwo mieliście takich mistrzów? Kogo spotkaliście na tej drodze do ziemi obiecanej?
Dariusz Doliński: – Przypominają mi się słowa profesora Tadeusza Tomaszewskiego, z którym sam się w życiu nie spotkałem. Widziałem go tylko raz, gdy wygłaszał wykład. Profesor Tomaszewski, twórca teorii czynności, mawiał, że właściwie są trzy grupy – nie wiem czy używał słowa mistrz, profesor, czy dydaktyk – uczonych: kiepscy, średni i dobrzy. Otóż kiepscy uczeni, to tacy, którzy przez całe swoje naukowe życie dbają, żeby nikt ich nie przerósł. Średni, to tacy, którzy utrzymują stosunek partnerski i współpracują ze swoimi młodszymi kolegami. A znakomici uczeni, to ci, którzy bardzo się cieszą, że ich uczniowie stają się lepsi od nich samych. Myślę, że to oni właśnie mogą aspirować do rangi bycia mistrzem. Wracając do pytania... gdy studiowałem psychologię na Uniwersytecie Wrocławskim, szczególne znaczenie dla mnie miało to, że wówczas był tam mój obecny przyjaciel – profesor Wiesław Łukaszewski. Wyraźnie wyróżniał się na tle innych potencjalnych mistrzów jako ten, który ma wiele do powiedzenia, ceni niezależność, stymuluje ludzi do pracy, a także do oryginalności myślenia. Mój pierwszy kontakt z profesorem Łukaszewskim był dość zabawny. Otóż zaczął on wtedy pracować w Opolu. Ja zostałem jego asystentem. Przed pierwszymi zajęciami profesor Łukaszewski powiedział mi, że studenci w Opolu są traktowani nie najlepiej, i że są tacy dydaktycy, którzy nimi pomiatają. W tej sytuacji jest więc ważne, abym podszedł do studentów partnersko, z szacunkiem, nie obrażając ich. Pojechałem do Opola i na pierwszych zajęciach – na kierunku innym niż psychologia – poleciłem przeczytać rozdział dotyczący budowy i funkcji mózgu. Aby ich odpytać, wymyśliłem pytania dość abstrakcyjne i niezwiązane ściśle z rzeczonym rozdziałem. Zadałem pierwsze pytanie – spotkało się ono z pewnym zdziwieniem. Studenci tej uczelni nie byli dotąd pytani o rzeczy, których nie ma w książkach. Sprawdzili, że nie ma odpowiedzi i doszli do wniosku, że się pomyliłem. Postanowili uczcić mój błąd minutą ciszy, która przeciągnęła się mniej więcej do kwadransa. Ja z kolei doszedłem do wniosku, że może pytanie było zbyt abstrakcyjne i zadałem drugie pytanie, bardziej konkretne. Ono również zostało uczczone minutą ciszy, która przeszła w kwadrans. Pełen determinacji i rozpaczy rzuciłem więc pytanie: „A co by było, gdyby mózgu nie było?” Tutaj pojawiło się pewne ożywienie, nastąpiły jakieś konsultacje, po czym jeden ze studentów podniósł rękę, wstał i nieśmiało stwierdził: „To by ciężko było...” Odpowiedziałem, że już jest ciężko i na tym skończyliśmy zajęcia.


Anna Brzezińska: – Ja z kolei w poszukiwaniu mistrzów sięgnę do dzieciństwa, do... przedszkola, w którym pracowała mistrzyni – kierowniczka, jak to się wtedy mówiło. Gdybym miała pokazać cechy mistrzyni, to wymieniłabym przede wszystkim taką jej dalekosiężną opiekę, którą otaczała wszystkich, a także dużo dobrego stymulowania, ciągnięcia w górę. Być może mistrz przedszkolanka nie brzmi zbyt poważnie, ale mam poczucie, że właśnie tam się nauczyłam uczyć, nauczyłam się lubić uczenie się, nauczyłam się robić coś dla samego robienia i nie pytać, po co to jest. Potem były studia i kolejny mistrz – profesor Andrzej Lewicki z Uniwersytetu w Poznaniu, znany klinicysta, redaktor i współautor Psychologii klinicznej. Byliśmy jego ostatnią grupą magistrantów, zmarł w 1972 roku. Profesor Lewicki miał znakomity kontakt ze studentami. Dzięki niemu czuliśmy, że nie jesteśmy gorsi, bo jesteśmy studentami, albo dlatego, że jesteśmy na pierwszym a nie na piątym roku. Od początku stawiał nam bardzo wysokie wymagania. Polecił nam na przykład przetłumaczyć różne teksty, niespecjalnie przejmując się naszą znajomością języka. I myśmy to zrobili całkiem dobrze.

Edward Nęcka:
– Ja mam problem z odpowiedzią na pytanie o mistrza. Wiele się nauczyłem od kilku osób podczas studiów, natomiast mój promotor doktoratu i formalny szef przez długie lata był osobą, z którą nie udało mi się wytworzyć takiej więzi uczeń – mistrz. Co nie znaczy, że nie poznałem osób, które wpłynęły na mnie. Pamiętam do dziś moją nauczycielkę fizyki ze szkoły średniej. Uczyła mnie chyba tylko przez rok, ale to właśnie ona mi pokazała, że można o rzeczach bardzo trudnych mówić tak, że wszyscy rozumieją. To był dla mnie fenomen, że można w ten sposób wykładać tak trudny przedmiot. Ona jest dla mnie wzorcem w zasadzie niedoścignionym do dziś... Jeśli chodzi o psychologię, to wiele dały mi spotkania z ludźmi, których na oczy nie widziałem! Jeśli przyjąć, że książki, prace naukowe, mają w sobie choć cień osobowości autora, to ich lektura była w pewnym sensie spotkaniem nie tylko z ich wiedzą, ale także z nimi. Do takich osób, z którymi „spotykałem się” wielokrotnie poprzez lekturę, należy z pewnością Andrzej Malewski, socjolog, psycholog społeczny, a przede wszystkim metodolog nauk społecznych. Do jego tekstów wracałem wiele razy. Innym moim „zaocznym” mistrzem jest Konrad Lorenz, zoolog, etolog i laureat Nagrody Nobla. Do jego prac wracam bez przerwy, bo to są książki z gatunku tych, które się nie starzeją. Tak więc mistrzów książkowych mam sporo, ale gdy myślę o ważnych osobach, które w życiu spotkałem, to nie mam takiej, która by mnie ukształtowała. I zazdroszczę tym, którzy takie osoby spotkali w życiu. Ów brak mistrza w życiu naukowym odczuwam do tej pory. Taki syndrom sierocy...

Anna Brzezińska:
– Gdy wspominam profesora Lewickiego i zastanawiam się, co też najcenniejszego od niego otrzymałam, a także wszyscy, którzy przechodzili przez jego ręce, to myślę, że on prostu w nas wierzył. Widzieliśmy to w jego oczach... Gdy dawał nam trudne zadanie, to wierzył w nas, wierzył, że sobie z nim poradzimy. I my, dzięki tej wierze, mieliśmy siłę oraz przekonanie, że sobie z tym zadaniem poradzimy.

Dorota Krzemionka:
Jest taka myśl buddyjska, że gdy uczeń jest gotowy, to mistrz się znajdzie. Podobno Pitagoras wymagał od swoich uczniów pięciu lat milczenia, starannego przygotowania się, a i tak nie byli pewni czy zostaną wybrani na jego uczniów. Jakich uczniów Państwo macie? Jakie wymagania im stawiacie? Kto kogo wybiera? Mistrz ucznia, czy uczeń mistrza? Jak to jest?

Dariusz Doliński: – Jeśli nawet założymy, że mistrzowie istnieją w każdych warunkach, w każdej epoce, to warto zwrócić uwagę na to, że zmieniające się realia epok wpływają na „funkcjonowanie” mistrzów. Dziś praktycznie każdy, bez udziału mistrzów, może pogłębiać swoją wiedzę: może poczytać, obejrzeć film, pogrzebać w Internecie. Nasze pokolenie nie miało tak szerokiego dostępu do źródeł wiedzy. Dlatego też szukaliśmy mistrzów na zewnątrz – tych, którzy potrafiliby nam wskazać, w którym kierunku iść bądź szukać. A dziś, w dobie wirtualnych kursów, studiów, łatwo sobie wyobrazić sytuację bez udziału mistrza. Czy szukamy swoich uczniów? Myślę, że ludzie muszą się dopasować. To znaczy nie jest tak, że mistrz wybiera ucznia, ani nie jest tak, że tylko uczeń wybiera mistrza. Jeśli coś zaczyna iskrzyć między młodym człowiekiem, który chce z nami współpracować a nami, widzimy, że w podobny sposób spostrzegamy pewne problemy, gdy jest jakaś nić porozumienia intelektualnego, to zaczynamy ze sobą pracować.

Edward Nęcka: – Moim zdaniem wybiera zawsze student, co najwyżej mamy prawo zgodzić się lub nie, nawiązać kontakt lub nie. To przybiera różne formy. Są tacy, którzy od pierwszego roku próbują się dos...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy