Dołącz do czytelników
Brak wyników

Rodzina i związki , Praktycznie

26 stycznia 2016

Miłość po partnersku

68

Pranie, sprzątanie, zakupy, dzieci... wszystko na mojej głowie. Traktuj mnie jak partnerkę, a nie jak służącą! - krzyczy żona. Bardziej liczysz się ze zdaniem swojej matki niż z moim - narzeka mąż. Chcemy, by nasze relacje były partnerskie. Co to właściwie oznacza? Czego wymaga prawdziwe partnerstwo?

Dorocie przez wiele lat nie przeszkadzało, że to ona zajmowała się dziećmi i domem, a jej mąż, Jacek, pracą i utrzymaniem rodziny. Założył firmę tuż po ślubie, pracował do późna i w weekendy. Gdy wracał z pracy, dom lśnił czystością, a na stole czekał obiad. W ich związku panowało partnerstwo. Nie polegało ono na tym, że mieli takie same i po równo podzielone obowiązki. Wręcz przeciwnie – w ich małżeństwie istniał wyraźny podział ról na kobiece i męskie, a podział obowiązków był bardzo tradycyjny. Jacek realizował się na polu zawodowym i osobistym – budowanie własnej firmy od podstaw dawało mu satysfakcję, a skrzydeł dodawała świadomość, że w domu czeka na niego żona z dziećmi. Dorota z kolei spełniała się jako żona i matka, czując, że ma w mężu oparcie. Dzięki zaangażowaniu Jacka w pracę niczego im nie brakowało. Dorota była zadowolona z takiego układu, a powrót do pracy planowała dopiero wtedy, gdy dzieci pójdą do przedszkola.

Partnerstwo w ich przypadku polegało na tym, że realizowali indywidualne potrzeby, związane z osobistym rozwojem oraz z byciem w związku, dzięki temu, że wypełniali odmienne, lecz uzupełniające się role. Dorota i Jacek „dopasowali się” w swoich potrzebach indywidualnych i podzielili obowiązkami, jednak w ich związku nie zawsze było „różowo”.

Gdy synowie poszli do przedszkola, Dorota nie zdecydowała się na powrót do korporacji, bo taka praca wymagałaby dużego zaangażowania i dyspozycyjności. Jacek zarabiał tak dobrze, że Dorota nie musiała podejmować pracy. Chciała jednak rozwijać się zawodowo, więc założyła własną firmę szkoleniową. Te zmiany wprowadziły destabilizację w rodzinie oraz wywróciły dotychczasowy podział ról i obowiązków. Jacek początkowo akceptował plany zawodowe żony, jednak z czasem stały się dla niego problemem.

Dorota musiała poświęcić pracy dużo czasu i energii, oczekiwała więc od męża, że teraz nieco ją wyręczy. Tymczasem prace domowe i zajmowanie się dziećmi przysparzały Jackowi trudności i frustrowały go. Złościł się na żonę, że nie zajmuje się domem i dziećmi tak jak dotychczas. Dorotę bolały jego reakcje – uważała, że ma prawo rozwijać się zawodowo, pracować. Liczyła na wdzięczność męża za to, że wspierała go, gdy rozwijał własną firmę. Dla niej to też była trudna sytuacja. Dorocie nie było łatwo delegować zadania na męża, bowiem zdawała sobie sprawę, że Jacek musi się wszystkiego nauczyć. Miała poczucie winy, że zostawia go z problemami, że nie pilnuje spraw dzieci.

Odsunięcie się Doroty od spraw domowych mogłoby pomóc całej rodzinie: jej i dzieciom w procesach separacyjnych i usamodzielnianiu się, zaś Jackowi – w pogłębieniu kontaktów z synami i odpoczynku po latach intensywnej pracy oraz w nauce delegowania zadań na zatrudnionych w jego firmie pracowników. Zamiast tego ich związek wszedł w fazę kryzysu, gdy okazało się, że utrzymanie partnerstwa opartego na dotychczasowym układzie jest niemożliwe.

Ograniczenia są w nas

Tradycyjny model rodziny dostarcza gotowych rozwiązań w większości trudnych sytuacji i kryzysów w małżeństwie. Związek oparty na nowoczesnym modelu partnerskim wymaga od małżonków uzgodnień i negocjacji na każdym polu. Aby kłótnia o to, kto i jak często ma wynosić śmieci, nie przerodziła się w przewlekłą niechęć i kolejne, coraz większe konflikty, potrzebna jest nie tylko dojrzałość emocjonalna, ale i zdolności interpersonalne.

Budowę relacji partnerskiej utrudniają wysokie oczekiwania wobec partnera związane z jego rolą małżonka i rodzica. Kryzysy w związku najczęściej wynikają z ograniczeń tkwiących w nas samych. Wchodzimy w relacje w taki sposób, jaki wynieśliśmy z dzieciństwa – z relacji z pierwotnymi obiektami, czyli rodzicami i innymi bliskimi.
Iwona wkrótce po urodzeniu dziecka rzuciła się w wir pracy, co poważnie zdezorganizowało życie rodzinne. Nie chciała tracić kontaktu z zawodem, podjęła więc pracę na część etatu w trzech różnych firmach. Wracała do domu późnym wieczorem, a dzieckiem zajmowała się jej mama, niezadowolona z nadmiaru obowiązków. Rozdrażniony był też mąż Iwony, bo spędzali ze sobą coraz mniej czasu, a na dodatek korzyści finansowe z pracy żony były mizerne. Iwona chciała się rozwijać zawodowo i mieć własne pieniądze, by uniknąć losu matki, którą uważała za nieszczęśliwą, uzależnioną od ojca kurę domową. Swoje poświęcenie się pracy uzasadniała rzekomą koniecznością zapewnienia dziecku opieki na najwyższym poziomie – od markowego wózka do drogich ubranek i zabawek.

Teraz mogła kupić, co chciała, bez kłopotliwych dyskusji z mężem, który uważał, że dziecko nie potrzebuje najdroższych ubrań i butów, wyszukanych mebli i zabawek. Nie przeszkadzało jej, że mąż pozornie zaakceptował nową sytuację i wyraźnie wycofał się z życia rodzinnego. Spędzał coraz więcej czasu w pracy albo wyjeżdżał w delegacje na kilka dni czy nawet tygodni. Iwona ocknęła się, gdy jej mama zachorowała i musiała zostać na obserwacji w szpitalu, zaś mąż właśnie był poza domem. Pustka w domu wieczorem uświadomiła jej, że realizując ambicje zawodowe, oddaliła się od rodziny. Ogarnął ją smutek i poczucie, że utknęła w pułapce. Z jednej strony dostrzegała, że jej rodzina zmierza ku rozpadowi, z drugiej nie wyobrażała sobie zmniejszenia zaangażowania w pracę i tym samym uzależnienia się od męża, co postrzegała jako przykre i zagrażające.

Na poziomie nieświadomym Iwona czuła się odrzucona przez rodziców. Przez ojca, który nigdy nie miał dla niej czasu, i przez matkę, która ciągle robiła jej wymówki. Nie znając innego schematu, zaaranżowała sytuację w sposób „podobny” do tego, który poznała w dzieciństwie – intensywna praca pozwalała jej zachować dystans wobec męża. Co prawda nie czuła się dobrze w takim układzie, ale uniknęła lęku przez nieznaną jej od dobrej strony bliskością i zależnością.

Niezbędna równowaga


Dziś młodzi ludzie odkładają plany związane z trwałym związkiem i rodzicielstwem na daleką przyszłość. Zniechęca ich obserwacja związków rodziców, którzy nie potrafią się rozstać i męczą się ze sobą „dla dzieci” lub zażarcie ze sobą walczą. Dzisiejsi trzydziestol...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy