Dołącz do czytelników
Brak wyników

Wstęp

4 listopada 2015

Michalina Wisłocka

0 356

Zbigniew Izdebski wspomina swoją wieloletnią przyjaźń z niezwykłą kobietą.

Michalina Wisłocka
(1920 – 2005)

Znałem Michalinę Wisłocką ponad 20 lat. Po raz pierwszy spotkaliśmy się, gdy przygotowywałem pracę doktorską na temat seksualizmu dzieci i młodzieży w Polsce. Konsultowała część mojego doktoratu poświęconą seksualizmowi dziewcząt. Okazała się konsultantem bardzo rygorystycznym, ale i bardzo życzliwym. Z naszych kontaktów wyrosła piękna i niezmiernie dla mnie ważna przyjaźń. Pani Michalina wspierała mnie i moją rodzinę w przeróżnych sytuacjach. Na przykład kilka lat temu miałem poważne kłopoty z sercem. Zadzwoniła do mnie do szpitala. Gdy po dłuższej rozmowie zwróciłem jej uwagę, że zadzwoniła przecież na mój telefon komórkowy i zapłaci duży rachunek, odpowiedziała: „Ty mi przyjaźni na pieniądze przeliczać nie będziesz”.

Znałem też Michalinę Wisłocką z ogromnego zaangażowania we wszystko, czego się podejmowała, na przykład w pracę na rzecz świadomego macierzyństwa. Przez wiele lat pracowała jako ginekolog i cytolog w poradni świadomego macierzyństwa w Warszawie (później planowania rodziny) oraz w poradniach studenckich. Każda pacjentka była dla niej kimś szczególnym, mającym swoją, niepowtarzalną historię życia.

Michalina Wisłocka nigdy nie miała łatwego życia – jej poglądy przez długi czas nie były rozumiane, w życiu prywatnym musiała bez przerwy walczyć o siebie, o rodzinę. Kochała swojego męża, niezmiernie go szanowała, choć nie był jej wierny. Wiedziała o tym. Przez wiele lat wielką tajemnicą jej życia była historia związana z jej dziećmi. We wszystkich biografiach podawała, że ma bliźnięta. Dopiero tuż przed śmiercią upubliczniła, że urodziła tylko córkę, natomiast syn był w rzeczywistości dzieckiem jej męża i najbliższej przyjaciółki. Mimo to stał się on dla niej wielką miłością.

Michalina Wisłocka była też niepowtarzalnym naukowcem. Ta niepowtarzalność wynikała przede wszystkim z jej rozumienia seksualności jako niezbędnego uzupełnienia – ale tylko uzupełnienia – ludzkiej miłości. We wszystkich publikacjach Michaliny Wisłockiej to miłość, a nie seksualizm, jest motywem przewodnim. Konsekwentnie powtarzała, że prawdziwa sztuka kochania polega na połączeniu miłości i seksu w nierozerwalną, niepowtarzalną całość. Wyłożyła to jasno już w „Sztuce kochania”, wydanej w 1976 roku. Wtedy jednak niewielu czytelników i krytyków to zrozumiało. Emocje...

Ten artykuł dostępny jest tylko dla Prenumeratorów.

Sprawdź, co zyskasz, kupując prenumeratę.

Zobacz więcej

Przypisy