Mam trudnego ucznia

Wstęp

Mam w klasie ucznia z ADHD, a dzieci - zwłaszcza te z nadpobudliwością - lubią uporządkowaną rzeczywistość. Sympatią i szacunkiem darzą nauczycieli zachowujących się w sposób przewidywalny, konsekwentny, pogodny. Czują się przy nich bezpiecznie i mogą rozwijać swoje możliwości.

Dlatego na początek porządkuję świat rzeczy i działań wokół Jasia tak, by umożliwić mu harmonijny rozwój. System nerwowy rozkojarzonego, impulsywnego i nadruchliwego dziecka nie wytrzymuje naporu różnorodnych bodźców wysyłanych przez szkołę. Mogę je ograniczyć, wprowadzając nowy ład w klasie. Odsuwam nieco stolik chłopca od innych stolików, a także od mojego biurka. Okazuje się bowiem, że Jasio potrzebuje dla siebie większej przestrzeni własnej niż inni uczniowie. Siedząc zbyt blisko mnie też nie może się skupić, ponieważ czuje się przytłoczony moją osobą! Uzgadniam z nim, w jakiej odległości ode mnie i innych dzieci czuje się swobodnie
– zbyt duży dystans może spowodować u niego poczucie odrzucenia lub przyzwolenia na zabawę zamiast nauki.

Teraz rozprawiam się z „kramikami” zabierającymi miejsce wielu dzieciom. Wcześniej głosiłam zasady utrzymania porządku na ławce oraz przynoszenia potrzebnych pomocy szkolnych, ale moi uczniowie dostosowali je do swoich zachcianek. Formułuję więc te same zasady w języku konkretnych zachowań. Od dziś na ławce można mieć tylko przybory potrzebne do wykonania danego zadania. Znika wieża ułożona starannie z książek i zeszytów, za którą chował się Józio. Krysia nie pisze już w zeszycie trzymanym na kolanach, bo jej maskotki, ślicznie ułożone na prawie całym blacie, powędrowały do plecaka. Kazio wie, co się dzieje na lekcji, bo nie napawa się swoją nową „komórką”. Nie całuje jej wzruszony i nie zawija już w becik z chusteczki do nosa, skoro musi ją trzymać w plecaku. Ten sam los spotyka walkmany, pisemka, czy cyrkle, które kuszą do wydłubywania nimi dziur. Dwie panienki z drugiej ławki w środkowym rzędzie nie narysują już markerami świeżo zaszytych wielkich „ran” na szyjach chłopców z pierwszej ławki.

Jak to wszystko wprowadzić, żeby dzieci nie protestowały? Czym uzasadnić w czasach mody na szermowanie prawami dziecka? Stawiam sobie podstawowe pytania: w jakim celu dzieci chodzą do szkoły i kto za to odpowiada?

W pierwszym rozdziale Ustawy o Systemie Oświaty czytam, że „Kształcenie i wychowanie służy rozwijaniu u młodzieży poczucia odpowiedzialności, miłości Ojczyzny oraz poszanowania dla polskiego dziedzictwa kulturowego, przy jednoczesnym otwarciu się na wartości kultur Europy i świata. Szkoła winna zapewnić każdemu uczniowi warunki niezbędne do jego rozwoju, przygotować go do wypełniania obowiązków rodzinnych i obywatelskich w oparciu o zasady solidarności, demokracji, tolerancji, sprawiedliwości i wolności.” Artykuł szósty tegoż rozdziału nie pozostawia najmniejszych wątpliwości co do mojej roli w dziele kształcenia i wychowania: „Nauczyciel obowiązany jest rzetelnie realizować podstawowe funkcje szkoły: dydaktyczną, wychowawczą i opiekuńczą; dążyć do pełni rozwoju osobowości ucznia i własnej.

Nauczyciel obowiązany jest kształcić i wychowywać młodzież w umiłowaniu Ojczyzny; w poszanowaniu Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej; w duchu humanizmu, tolerancji, wolności sumienia, sprawiedliwości społecznej i szacunku dla pracy; dbać o kształtowanie u uczniów postaw moralnych i obywatelskich zgodnie z ideą demokracji, pokoju i przyjaźni między ludźmi różnych narodów, ras i światopoglądów.”

Dzieciom trzeba uświadomić, że skoro nauczyciel odpowiada, to musi decydować o tym, co mają robić uczniowie. Klasą zarządza nauczyciel. Uczniowie uważnie słuchają nauczyciela. Pilnie wykonują jego polecenia.

Właściwie wszyscy to wiedzą i uznają mniej lub bardziej świadomie. Dzieci na ogół postępują w miarę zgodnie z uwew...

Pozostałe 80% artykułu dostępne jest tylko dla Prenumeratorów.



POLECAMY

Przypisy